Na początku lipca premier Donald Tusk zapowiedział, że rząd w ciągu trzech tygodni podpisze europejską Konwencję antyprzemocową. Wczoraj, gdy czas minął, premier obiecał, że rząd zajmie się Konwencją po wakacjach. Niestety, sprawcy przemocy nie biorą urlopu. Premier złamał słowo dane kobietom. Polityka Platformy daje się zamknąć w dwóch słowach: może POtem.

REKLAMA
Oczywiście po wakacjach znajdą się inne, ważniejsze sprawy, którymi rząd PO będzie musiał się pilnie zająć. Na prawa człowieka, a zwłaszcza prawa kobiet i mniejszości seksualnych, w Polsce nigdy nie ma dobrego czasu. Tymczasem na jesieni te kwestie zostaną zapewne usunięte w cień przez sytuację ekonomiczną państwa. To będzie świetny pretekst, by legalizację związków partnerskich i podjęcie realnych działań przeciwko przemocy odwlekać w nieskończoność. Jako hasła Platformy w kampanii wyborczej 2015 roku będą jak znalazł.
Kilka tygodni temu pisałam o nieformalnej, świętej koalicji antyobywatelskiej PO i PiS-u, której programem jest katechizm Kościoła katolickiego. We wtorek POPiS-owa koalicja nie dopuściła nawet do parlamentarnej dyskusji o obywatelskim projekcie ustawy o związkach partnerskich. Poseł Stefan Niesiołowski i posłanka Krystyna Pawłowicz mówią jednym głosem, gdyż różnice między ich partiami sprowadzają się do tego, kto przed hierarchami katolickimi klęczy, a kto leży przed nimi krzyżem.
Premier zapowiadał, że związkami partnerskimi Sejm zajmie się “zaraz po wyborach”. Wybory odbyły się 9 października 2011, a Sejm, dzięki Platformie, NIE zajął się związkami partnerskimi 9 miesięcy później, 24 lipca 2012. Premier nawet nie pofatygował się na głosowanie. Decyzją posłów i posłanek PO niszczarka sejmowa została zamieniona na knebel, a premier - jakże dogodnie - nie pobrudził sobie rąk przy tej antydemokratycznej machinacji.
Wczorajsze głosowanie PO to cenne doświadczenie dla wszystkich tych wyborczyń i wyborców, którzy mimo wcześniejszych sytuacji nadal łudzili się, że Platforma wreszcie pokaże niePiSowskie oblicze. I znowu słyszymy że związki partnerskie nie teraz, tylko potem.
“Potem” rząd Platformy zajmie się także podpisaniem Konwencji o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Jeśli - tak jak stwierdziła Hanna Lis - Platforma zwodząc ludzi w sprawie związków partnerskich pokazuje kilku milionom Polek i Polaków środkowy palec, to w przypadku Konwencji nie chce jej się nawet unieść ręki, by ten palec wyprostować.
Konwencja Rady Europy ma chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji. Nakłada na państwa strony takie obowiązki, jak: zapewnienie oficjalnej infolinii dla ofiar przemocy działającej 24 godziny na dobę oraz portalu z informacjami, a także odpowiedniej liczby schronisk oraz ośrodków wsparcia; przygotowanie procedur przesłuchań policyjnych chroniących przed wtórną wiktymizacją; monitorowanie, zbieranie danych na temat przestępstw z uwzględnieniem płci; prowadzenie akcji informacyjnych w zakresie przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, w tym szkoleń i informacji dla chłopców i mężczyzn (za PAP).
Do Feminoteki trafiło ostatnio kolejne postanowienie o umorzeniu postępowania ws. przemocy domowej. Prokurator w jednym z największych polskich miast stwierdził, że mężczyzna, który pobił kobietę tak dotkliwie, że złamał jej nos i rękę, dopuścił się czynu o niskiej szkodliwości społecznej. W końcu ona jest jego żoną, więc to po prostu drobne, rodzinne nieporozumienie. Tak się w Polsce stosuje prawo, a premier i Platforma nie chcą zrobić nic, by tę sytuację zmienić.
Swoją wykalkulowaną biernością Platforma podtrzymuje stan, w którym kobiety i osoby LGBTQ są obywatelami drugiej kategorii. Ostatnio premier zapytał członkinie i członków Platformy, czy jest jeszcze coś oprócz władzy, co ich łączy. Warto by zadał im i sobie jeszcze jedno pytanie: czy i co oprócz “władzy nad” łączy Platformę ze społeczeństwem.