Gdy panowie posłowie lub senatorowie chcą obrazić politycznych przeciwników, to przy okazji zwykle obrażają również kobiety. Tylko w ciągu ostatnich dni mamy dwa przykłady z pierwszych stron gazet. Dlaczego senator Kazimierz Kutz niczym nie różni się od posła Jana Tomaszewskiego?

REKLAMA
Kilka dni temu poseł PiS, Jan Tomaszewski, porównał ministrę sportu, Joannę Muchę (PO), do “krowy, która sama się wypieprzy”. Teraz, z okazji 100 dni nowego rządu Tuska, senator Kazimierz Kutz (kiedyś PO) porównuje Platformę Obywatelską do “starej ciotki, której nikt już nie chciał pier****ć”.
To najświeższe przykłady dyskursu, pasjami uprawianego przez część panów polityków, łącząca mężczyzn z różnych stron sceny politycznej w jeden ponadpartyjny, seksistowki klub. Jego stosowanie przez osoby publiczne przyczynia się zarówno do utrwalania dyskryminacji kobiet jak i ograniczenia liczby kobiet w polityce. W środowisku, w którym na porządku dziennym są wrogie kobietom wypowiedzi, kobiety w oczywisty sposób mają trudniej, zakładając że będą miały na tyle samozaparcia, żeby w nie wejść. Dyskurs ten nie jest rzecz jasna właściwy jedynie polskiej polityce. To kwestia kultury, w której kobieta i to co kobiece, jest gorsze, zasługujące na drwiny i obleśny uśmieszek. Głos panów posłów i senatorów jest po prostu lepiej słyszalny, gdy ci posługują się najbardziej jaskrawymi figurami retorycznymi tego dyskursu.
Kazimierz Kutz otrzymał w 2006 roku Nagrodę Tolerancji za działania na rzecz uprawnienia mniejszości seksualnych. Jego publiczne wystąpienia to głos za równouprawnieniem w Polsce. Wystarczy jednak przyjrzeć się nieco uważniej i okazuje się, że zwolennik równości bez skrępowania, przy okazji i zapewne nieświadomie potrafi werbalnie przyłożyć kobietom nie gorzej, niż poseł PiS-u. Czy opowiadając się za równością osób czarnoskórych i białoskórych mógłby nazwać PO “leniwą czarnuchą, której nikt już nie ma siły smagać batem”?
Myślę, że wątpię. O ile wrażliwość na rasizm w jakimś stopniu jednak już się wykształciła (choć jak dowodzi przykład posła Suskiego z PiS, nadal nie u wszystkich), to seksizm nadal dla wielu polityków jest naturalny, neutralny i przezroczysty. Poseł Tomaszewski wykonał tradycyjny, patriarchalny gest przeprosin wobec ministry Muchy i przyniósł jej kwiaty, by puściła porównanie jej do “wypieprzonej krowy” w niepamięć. Nie wiem czy i co zrobi senator Kutz, ale w imieniu swoim i innych kobiet, które czują się dotknięte seksistowskim dyskursem mam do panów prośbę: przestańcie pie****ć, bo kwiaty już nie wystarczą.