Min. Joanna Mucha pokonała szklany sufit - awansowała do rangi ministerialnej, co w Polsce zazwyczaj staje się udziałem mężczyzn. Co więcej objęła resort tradycyjnie uważany za męski, czyli sport. Teraz min. Mucha balansuje na krawędzi szklanego klifu, a jej upadkowi kibicuje część dziennikarzy, niektóre dziennikarki, część polityczek i polityków oraz wyznawcy futbolizmu (nie mylić z kibicami).
REKLAMA
Oczywiście praca min. Muchy powinna być recenzowana tak jak praca każdego innego ministra. Problem w tym, że Mucha, jako kobieta, a w dodatku kobieta na "męskim" stanowisku, od początku była na cenzurowanym. To co uszłoby na sucho mężczyźnie, lub zostałoby przyjęte wzruszeniem ramion, w jej przypadku urasta do rangi niewybaczalnego błędu. Jej praca jest podatna na stałą krytykę i trudna w utrzymaniu - na tym właśnie polega zjawisko szklanego klifu, udokumentowane m.in. niedawnym raportem z badań "Hard Won and Easily Lost".
Nastroje panujące wokół min. Muchy przypominają lepką atmosferę szkolnego bullyingu. Panowie dziennikarze na wyścigi chcą udowodnić, jak bardzo Mucha jest niekompetentna, jak bardzo się nie nadaje i jak bardzo ktoś inny powinien być na tym stanowisku. Śmieją się gromko z braku wiedzy ministry na temat eliminacji do Superpucharu, złośliwie wpuszczają w maliny pytając o nieistniejącą III ligę hokeja. Tymczasem, gdyby tych panów dziennikarzy zapytać o fakty dotyczące historii dziennikarstwa albo rzucić im kilka mniej oklepanych terminów dotyczących rozwoju technologii informacyjnych, w te pędy pobiegliby do wujka Googla lub cioci Wikipedii. No ale przecież są dziennikarzami - powinni wiedzieć!
Nie, nie muszą wiedzieć. Dziennikarze i dziennikarki mają za zadanie informować lub przekazywać własne opinie (jak stwierdziła niedawno Dominika Wielowieyska), a nie być ekspertami w dziedzinie historii mediów. Podobnie na futbolizmie nie musi się znać ministra Mucha. Ona ma zarządzać, a nie kibicować, a to zasadnicza różnica. I właśnie tego powinna dotyczyć rzeczowa krytyka.
Podczas kampanii prezydenckiej w 2010 r. ówczesny kandydat, Bronisław Komorowski, przyszedł na konferencję trzymając w ręce wydruk z Wikipedii o tym, czym jest Rada Bezpieczeństwa Narodowego. Czy spotkał się ze zmasowanym atakiem medialnym i publicznym, sugestiami że jako polityk niekompetentny powinien się wycofać z wyścigu o prezydenturę? Nie. Ale Bronisław Komorowski jest przecież mężczyzną.
