11 października w Częstochowie zmarła kobieta będąca w zaawansowanej ciąży. Media informują, że gdy zgłosiła się do szpitala przy ul. Mickiewicza z ostrymi bólami, miała czekać przez 2 godziny na pomoc medyczną. Gdy wreszcie zajęli się nią lekarze, było już za późno. Kobieta zmarła. Tak w Polsce wygląda ochrona życia.
REKLAMA
Co znamienne, działo się to dzień po niesławnym głosowaniu, podczas którego głosami PO, PiS, PSL i SP podjęto pracę nad ustawą zmuszającą kobiety do kontynuowania ciąży, gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony.
Tragiczna historia częstochowianki jest dobitnym dowodem na to, jak w praktyce wygląda ochrona życia i zdrowia w państwie, którego posłowie prześcigają się w głoszeniu katolickich wartości. Ta kobieta nie chciała przerwać ciąży. Chciała być matką, a gdy zaczęły się bóle chciała otrzymać kompetentną pomoc. Nie udało się.
Ochrona zdrowia i życia w państwie, w którym na wizytę lekarską i badania czeka się tygodniami, miesiącami lub nawet latami, jest fikcją. W Polsce, w której oddziały szpitalne są zamykane w połowie roku z powodu "nadwykonań", a pacjenci i pacjentki chorzy na raka odsyłani są z kwitkiem, kazania o "ochronie życia" wygłaszane przez katolickich fundamentalistów (przebranych za posłów) mogą wywoływać tylko wzruszenie ramion.
Czy choć jedną dziesiątą tej energii posłowie ci wkładają w poprawę sytuacji w polskiej służbie zdrowia?
Mówi się, że obraz wart jest tysiąca słów. Zakończę więc screen shotem z serwisu Gazeta.pl, który niezwykle trafnie eksponuje wielowarstwowe pokłady polskiej hipokryzji:
