Ponad ćwierć miliona złotych - tyle Ministerstwo Sprawiedliwości zapłaci osiemnastoletniej Agacie i jej matce. Kobiety wygrały z państwem polskim w Europejskim Trybunale Praw Człowieka który uznał, że naruszono ich fundamentalne prawa człowieka. W 2008 roku, gdy Agata próbowała wyegzekwować swoje prawo do legalnego przerwania ciąży, sprawą żyła cała Polska. Złamano tajemnicę lekarską, pozbawiono dziewczynkę wolności, fundamentaliści katoliccy pod wodzą księdza ścigali ją po całym kraju. Teraz za nieludzkie i poniżające traktowanie Polek przez instytucje państwowe znowu zapłacą podatniczki i podatnicy. Za niekompetencję lub/i fundamentalizm religijny urzędników zapłacimy wszyscy - ja, Pan i Pani - tak jak poprzednim i tak jak następnym razem.

REKLAMA
Dlaczego “następnym razem”? Państwo polskie często nie wykonuje bowiem wyroków Trybunału. Jedyne co robi to uruchamia budżet, by wypłacić odszkodowania poszkodowanym. Zamiast zapobiegać następnym naruszeniom praw człowieka przez swoich własnych urzędników, woli sięgać do naszych kieszeni.
Tymczasem osoby, które nieludzko i poniżająco traktowały Agatę i jej matkę, nie poniosą żadnych konsekwencji. Dyrektorowi lubelskiego szpitala, który w imieniu całej instytucji odmówił dziewczynce przerwania ciąży, włos z głowy nie spadł. Teraz pan Jacek Solarz, który wtedy miał usta pełne frazesów o moralności, nie jest już dyrektorem - niedawno stracił stanowisko w związku z zarzutami Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Dziś rzeczniczka szpitala mówi, że nie byłoby problemu z wykonaniem legalnego przerwania ciąży w tej placówce.
Przykład Agaty i jej matki jasno pokazuje działanie ustawy antyaborcyjnej w praktyce. Nawet w tych nielicznych przypadkach, gdy przerwanie ciąży jest w Polsce dozwolone, kobietom utrudnia się wyegzekwowanie ich praw. Co ciekawe, w sprawozdaniu z wykonania ustawy antyaborcyjnej za 2008 rok widnieje informacja, że nie przeprowadzono żadnych aborcji u kobiet, które stały się ofiarami czynu zabronionego (np. gwałtu). A przecież Agacie udało się jednak przerwać ciążę w oddalonym o 500 km od Lublina szpitalu, więc powinien być odnotowany przynajmniej jeden taki zabieg. Nawet legalne aborcje zeszły już do podziemia.
W tym samym czasie gdy posłowie licytują się na to, który z nich bardziej słyszy głosy zarodków, Polki wymieniają się nazwami leków na wrzody żołądka lub stawy, które wywołają poronienie (200-400 zł). Pocztą pantoflową krąży adres strony internetowej, dostępnej także w polskiej wersji językowej, która umożliwia zamówienie tabletek poronnych i przerwanie ciąży pod (internetową) kontrolą lekarza (ok. 400 zł). Na warszawskich chodnikach pojawiają się szablony z adresem innej strony, która pomaga kobietom przerwać niechcianą ciążę. Przygraniczne kliniki ginekologiczne intensywnie reklamują się w internecie (1.200 - 2.500 zł). Dostęp do przerwania ciąży jest tylko kwestią wiedzy i pieniędzy.
logo
Wyszukiwarka Google
Zdesperowane kobiety, które są w złej sytuacji materialnej i tak przerwą ciążę, tyle że domowymi sposobami - pijąc wywar z ziół, skacząc ze stołu, prosząc partnera o ciosy w brzuch lub biorąc bardzo gorącą kąpiel. Niektóre przerywają ciążę szydełkiem, drutem lub odgiętym wieszakiem. Przekreślony wieszak jest światowym symbolem walki ze spychaniem do podziemia kobiet, które zdecydowały się przerwać ciążę.
Hipokryzja to stanowczo zbyt słabe określenie by opisać to, co w dziedzinie praw kobiet i praw reprodukcyjnych dzieje się w Polsce. Zamiast edukacji seksualnej jest wychowanie do życia w (ultrakatolickiej) rodzinie. Podczas lekcji zdumione uczennice i uczniowie wysłuchują opowieści dziwnej treści o rzekomo rakotwórczych prezerwatywach i “źródełkach życia” (słowo “penis” czy “wagina” często nie przechodzi nauczycielowi / katechecie przez usta). Zamiast skutecznej antykoncepcji dostępnej niezależnie od statusu majątkowego mamy sejmowe próby wprowadzenia klauzuli katolickiego sumienia dla farmaceutów. Ci sami posłowie i posłanki którzy chcą ograniczyć kobietom dostęp do antykoncepcji są równocześnie zagorzałymi przeciwnikami edukacji seksualnej i możliwości przerwania ciąży.
Organizacje feministyczne, w tym Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny (która prowadziła sprawę Agaty) od wielu lat do znudzenia powtarzają: edukacja seksualna - antykoncepcja - aborcja. W takiej właśnie kolejności. Edukacja seksualna po to, by młodzi (i starsi) ludzie podejmowali odpowiedzialne decyzje - o wstrzymaniu się przed współżyciem lub takim podjęciu współżycia, by zabezpieczyć się przed niechcianą ciążą i chorobami przenoszonymi drogą płciową. Antykoncepcja po to, by do minimum ograniczyć liczbę aborcji. Legalna aborcja po to, by kobiety nie traciły zdrowia lub życia. Kobiety naprawdę mają własne sumienia i nie przerywają ciąży dla rozrywki.
Wyrok Trybunału w sprawie Agaty i jej matki to ważne przypomnienie dla polskich polityków i urzędników, że kobiety są ludźmi, a ich prawa człowieka podlegają ochronie. Problem w tym, że oni nie chcą słuchać. Dramat dziewczynki lub kobiety to tylko kolejna pozycja w państwowym budżecie. Mam przeczucie graniczące z pewnością, że naszym kolejnym wydatkiem związanym z wyrokiem Trybunału będzie odszkodowanie za śmierć Polki, której nie leczono, gdyż efektem ubocznym terapii mogło być poronienie.
Zapłacę za to ja, Pan, Pani i my wszyscy, a w kolejce do Trybunału ustawią się następne nieludzko potraktowane kobiety. Urzędnicy uruchomią kolejny przelew.

******
* Grupa Edukatorek i Edukatorów Seksualnych PONTON
* Niezbędnik wyborczyń i wyborców liberalnych światopoglądowo: Wiem Kogo (nie) Wybieram (w budowie)