25 listopada po raz 22 rozpocznie się międzynarodowa akcja 16 dni przeciwko przemocy wobec kobiet. Na całym świecie odbędą się wykłady, dyskusje, pikiety i inne wydarzenia naświetlające ten globalny problem. Kobiety w wieku 15-44 lata są narażone na męską przemoc domową bardziej niż na zachorowanie na raka, a to przecież tylko jeden rodzaj przemocy, jakiej doświadczają. Władze, które nie walczą z tradycją przemocy wobec kobiet, są cichymi wspólnikami sprawców. Polska nie jest tu wyjątkiem.

REKLAMA
4 lipca 2012 r. premier Donald Tusk zapowiedział, że w ciągu 21 dni Polska podpisze europejską Konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Konwencja, podpisana już przez 24 państwa, objęłaby ochroną kobiety i inne ofiary przemocy domowej niezależnie od płci czy wieku. Władze musiałyby stworzyć m.in. sieć schronisk oraz całodobowy telefon interwencyjny dla ofiar przemocy. Polska miałaby nie tylko zwalczać przemoc, ale również podjąć działania prewencyjne. Co bardzo istotne, Konwencja chroniłaby przed przemocą zarówno w czasie pokoju jak i konfliktu zbrojnego.
I co? I nic. Minęły już 143 dni od obietnicy premiera Donalda Tuska, a Konwencja nadal nie jest podpisana. Premier, który twierdził, że ma “obsesję” na punkcie przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, najwyraźniej miał na myśli alergię. Rzecznik rządu, Paweł Graś, zapewniał kilka dni temu, że “dobiegają końca uzgodnienia międzyresortowe”, ale przezornie nie podał już terminu podpisania Konwencji. A nawet jeśli by to zrobił, to kto by mu uwierzył? W tym kontekście warto przytoczyć słowa prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego: Od tego rządu nie przyjmuję już zapowiedzi i obietnic. Liczą się czyny, a nie słowa.
Podczas gdy panowie i panie w mediach lub na Wiejskiej debatują o maturze z wierzeń katolickich czy sztucznej mgle/helu/trotylu/ataku kosmitów (niepotrzebne skreślić), tysiące kobiet doświadczających przemocy są zdane tylko na siebie. Organizacje pozarządowe, w tym Fundacja Feminoteka, świadczą bezpłatną pomoc prawną i psychologiczną, ale to kropla w morzu potrzeb. Państwo swoją biernością przyzwala na przemoc mężczyzn wobec kobiet.
Choć 33. artykuł Konstytucji zrównuje prawa kobiet i mężczyzn, to zapis ten pozostanie czystą teorią, póki kobiety nie będą bezpieczne we własnych domach, miejscach pracy czy na ulicach. Trudno zaspokajać potrzeby wyższego rzędu, jeśli niezaspokojona jest potrzeba bezpieczeństwa. Bite, gwałcone i dręczone kobiety każdego dnia walczą o przetrwanie, więc rzadko mają siły i możliwości na cokolwiek więcej. Przyzwolenie władz na przemoc wobec kobiet to konserwowanie ich poddaństwa, niższego statusu w społeczeństwie.
A z grupą podporządkowaną nie trzeba się liczyć. To dlatego, choć kobiety stanowią 52% społeczeństwa, Andrzej Seremet od ponad roku nie podpisał wytycznych dla prokuratorów ws. traktowania ofiar przemocy seksualnej. To dlatego władze nadal nie ustanowiły standardu obdukcji w przypadku gwałtu. To dlatego lekarze i lekarki nadal nie dysponują jednorazowymi zestawami do dokumentowania śladów przemocy.
Platforma Obywatelska po znalezieniu trotylu w “Rzeczpospolitej” i przemarszach chłopców-narodowców kreuje się na obrońcę ładu społecznego i wolności obywatelskich. Warto pamiętać o tym, że w praktyce kobiety są wyłączone z tej ochrony.
******
W Warszawie 16 dni przeciwko przemocy wobec kobiet zostanie zainaugurowanych akcją w metrze. Początek o 13:00.