Obowiązki domowe, włącznie z opieką nad osobami zależnymi – dziećmi, osobami z niepełnosprawnościami czy starszymi – nadal pozostają domeną kobiet. We wszystkich państwach świata kobiety wykonują więcej pracy domowej niż mężczyźni. Najmniejsze różnice występują w krajach, w których kobiety cieszą się największymi prawami (państwa skandynawskie), a największe tam, gdzie seksizm jest najbardziej dojmujący i nieskrywany (Indie).
REKLAMA
[Część II. Przeczytaj część I]
Już w 1893 roku Paulina Kuczalska-Reinschmit, liderka ruchu feministycznego, pisała:
Zajęcie się gospodarstwem, bezpośrednio lub w formie nadzoru,stanowi jeden z najdrażliwszych punktów między mężczyzną a kobietą. (...) Gotowanie, sprzątanie, pranie uznane są powszechnie jako zajęcia kobiece, dlatego że przykre i mało popłatne (...) Powszechnym jest też oburzenie na (...) kobiety mające odwagę przyznania, iż przyprawianie sosów i oglądanie się, czy pył pościerany został dokładnie, nie wystarcza im jako działalność życiowa. Nie ulega wątpliwości, iż dobroć pożywienia i czystość w mieszkaniu ma doniosłe znaczenie (...) czy jednak dla otrzymania tego rezultatu niezbędnym jest poświęcenie rodu kobiecego na pastwę garnka i miotły – to rzecz inna.
Nieodpłatna praca kobiet stała się obiektem pogłębionej refleksji naukowej już w latach 60. i 70. XX wieku – u początków drugiej fali feminizmu i organizacji women’s czy gender studies. Badaczki zwracały uwagę na fenomen niewidzialności pracy domowej, czyli przyjmowanie jej za niegodną odnotowania codzienną oczywistość połączone z powszechnym postrzeganiem jej jako kobiecego obowiązku. Stąd, zamiast neutralnego płciowo określenia „praca domowa” czy „praca nieodpłatna”, na forum międzynarodowym i w publikacjach akademickich obecnie używa się najczęściej określenia podkreślającego płciowy wymiar zjawiska: mówi się o nieodpłatnej pracy kobiet. Neutralne określenia zamazują bowiem kluczowy aspekt zjawiska, czyli nieproporcjonalne obciążenie tą pracą właśnie ze względu na płeć.
Dzięki artykułom, książkom i publikacjom w mediach obowiązki domowe i opiekuńcze zaczęły być nazywane zgodnie z tym, czym w istocie są – pracą, określaną dawniej „siedzeniem w domu”. Nieodpłatna praca kobiet z pewnością nie polega na siedzeniu, o czym wie każda osoba (niezależnie od płci), która ma nawet przeciętną wyobraźnię lub choćby przez jakiś czas zajmowała się prowadzeniem domu.
Kobiety nadal jednak wykonują znaczącą większość obowiązków, a podział zadań pomiędzy kobiety i mężczyzn wyrównuje się wyjątkowo powoli. Pośród wielu historycznych i kulturowych czynników przyczyniających się do tego stanu rzeczy, na szczególną uwagę zasługuje praca z miłości (the work of love), która jest kluczowym elementem ideologii miłości.
Według włoskiej socjolożki, Giovanny Franco Dalla Costy, ideologia miłości konserwuje tradycyjny kontrakt płci i dysproporcję sił w związku. Przyznając mężczyźnie władzę nad kobietą i dziećmi, obciąża kobietę większością obowiązków domowych i opiekuńczych. Rynek nieodpłatnej pracy domowej regulowany jest kontraktem małżeńskim, a kobiety mają wykonywać darmową pracę w zamian za utrzymanie. Niejasny status kobiet czyni z nich kogoś pomiędzy pracownicami a niewolnicami. Nieodpłatna praca kobiet jest postrzegana jako dowód miłości, jako coś, czego można wymagać.
Gdy kobiety zaczynają kwestionować istniejący układ sił, zrzekając się części obowiązków, odmawiając wykonania niektórych czynności, mogą stać się ofiarami męskiej przemocy. Przemoc jest dla mężczyzn jedynym środkiem egzekwowania kobiecego posłuszeństwa, skoro kobiety nie otrzymują zapłaty za wykonywaną pracę. Nie można obniżyć im pensji, nie można ich zwolnić. Wśród bezpośrednich przyczyn męskiej przemocy wobec kobiet niepokojąco często pojawiają się takie powody, jak niesmaczny posiłek, niewłaściwie ubrane dzieci czy niedostatecznie posprzątany dom. Bo zupa była za słona – hasło pierwszej polskiej kampanii antyprzemocowej, które stało się obiektem kpin, zbyt często jest powodem przemocy mężczyzn wobec kobiet, by było odpowiednim tematem do żartów.
Gdy kobiety, które wykonują nieodpłatną pracę i nie pracują zarobkowo, stają się ofiarami męskiej przemocy, trudniej im z takiej sytuacji wyjść. Łączenie pracy zarobkowej z pracą nieodpłatną, choć wyjątkowo trudne w warunkach nierównej dystrybucji obowiązków, jest swoistą polisą ubezpieczeniową dla kobiet. Łatwiej negocjować zasady funkcjonowania związku, gdy pieniądze do domu przynosi nie tylko mężczyzna, nawet jeśli kobiecy wkład jest niższy.
Nieodpłatna praca kobiet nadal pozostaje – zgodnie z definicją – nieodpłatna. Kobiety porzucające – z miłości – swoją pracę zawodową na rzecz opieki nad dziećmi, osobami z niepełnosprawnościami czy starszymi (najczęściej rodzicami lub teściami), nie mogą liczyć na wynagrodzenie, świadczenia socjalne czy zabezpieczenie emerytalne. Dla państwa ich praca i one same są niewidzialne. Niewidzialne są też ich dzieci, dla których państwo nie otwiera żłobków ani przedszkoli. Niewidzialne są osoby z niepełnosprawnościami czy starsze, wymagające codziennej opieki, które nie mogą liczyć na państwowe usługi opiekuńcze (...).
******
Tekst jest fragmentem artykułu, który opublikowałam w raporcie Fundacji Feminoteka i Fundacji im. Heinricha Bölla pt. "Nieodpłatna praca kobiet. Różowa strefa gospodarki".
