Wraz z początkiem polskiej transformacji ustrojowej czynności opiekuńcze zostały zrzucone na barki kobiet. Choć w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej równouprawnienie płci często miało charakter wyłącznie deklaratywny i plakatowy, to kobiety nie musiały rezygnować z pracy zarobkowej, by zapewnić opiekę dzieciom.
REKLAMA
Istniała infrastruktura opiekuńcza, która zaspokajała potrzeby w tym zakresie. Obecnie udział miejsc w żłobkach w stosunku do potrzeb oscyluje w Polsce na granicy błędu statystycznego (3%), choć cel barceloński został ustanowiony na poziomie 33%. Tylko trochę lepiej wygląda sytuacja w przypadku przedszkoli. Niewystarczający zakres świadczenia formalnej opieki nad dziećmi stanowi poważną przeszkodę dla uczestnictwa kobiet w rynku pracy, podniesienia wskaźników dzietności i włączenia społecznego – piszą autorki i autorzy najnowszego raportu EIGE o kobietach i gospodarce.
Mimo to, w przeżywającej zapaść demograficzną Polsce, nie zapewnia się
instytucjonalnego wsparcia, tak jakby celem polityki społecznej była prywatyzacja kobiet, a nie umożliwienie im wyboru opieki dla dzieci. Oczywiście, można twierdzić, że „kobiety są same sobie winne”, gdyż opieka nad dziećmi to w równym stopniu obowiązek mężczyzn, ale byłoby to twierdzenie mocno oderwane od rzeczywistości.
instytucjonalnego wsparcia, tak jakby celem polityki społecznej była prywatyzacja kobiet, a nie umożliwienie im wyboru opieki dla dzieci. Oczywiście, można twierdzić, że „kobiety są same sobie winne”, gdyż opieka nad dziećmi to w równym stopniu obowiązek mężczyzn, ale byłoby to twierdzenie mocno oderwane od rzeczywistości.
W sytuacji, gdy to kobiety doświadczają wertykalnej i horyzontalnej dyskryminacji na rynku pracy, przez co zarabiają mniej niż mężczyźni, kwestia „kto przejmie główną opiekę nad dziećmi” jest rozstrzygnięta, zanim rozpocznie się dyskusja. Rachunek ekonomiczny sprawia, że nieodpłatna praca domowa i opiekuńcza spada na kobiety, które po kilku latach mają trudności w znalezieniu pracy zarobkowej, a jeśli ją znajdą, często zarabiają mniej i nie mają możliwości rozwoju zawodowego. Jest to błędne koło, w efekcie którego kobiety na początku XXI wieku nadal są zdane na garnek i miotłę.
Kobiety sobie poradzą – jak słusznie powtarza prof. Magdalena Środa. Taka niewypowiedziana myśl przyświeca rządzącym, którzy od lat ignorują lub tylko markują działania na rzecz praw kobiet, w tym na rzecz sprawiedliwej dystrybucji nieodpłatnej pracy. Jak radzą sobie kobiety, gdy państwo zrzuciło nieodpłatną pracę, zwłaszcza opiekuńczą, na ich barki? Marnie. Polska ma jeden z najniższych odsetków zatrudnienia kobiet w Europie. Kobiety odchowujące dzieci mają kilku- lub nawet ponad dziesięcioletnie luki (w zależności od liczby dzieci) w odprowadzaniu składek emerytalnych. Po osiągnięciu wieku emerytalnego, pomimo jego przesunięcia na 67. rok życia, będą grupą bardzo zagrożoną ubóstwem.
Kobiety rezygnują więc z macierzyństwa, odkładają je w czasie lub ograniczają liczbę dzieci do jednego, ewentualnie dwójki. Opisywany przez Henryka Domańskiego zadowolony niewolnik staje się niezadowoloną kobietą, która coraz rzadziej daje sobie wmówić, że pranie i prasowanie jest zapisane w jej kodzie genetycznym.
Kontrakt płci jest coraz częściej renegocjowany. Politykom coraz trudniej jest używać retoryki odsyłającej kobiety do „siedzenia w domu”. Nieodpłatna praca kobiet powinna być równomiernie dystrybuowana między kobiety i mężczyzn, to znaczy powinna faktycznie stać się pracą domową, bez względu na płeć. Praca ta powinna być wyceniona i doceniona – metody i rodzaje wyceny są dobrym tematem do dyskusji, gdyż każde rozwiązanie oprócz zaplanowanych efektów przynosi również rezultaty nieplanowane.
Debatę tę trzeba wreszcie rozpocząć, a nie na przemian odkładać ją i markować.
Starzenie się społeczeństwa, proces, którego nie da się już odwrócić, postawi Polskę, Europę i świat przed nowymi wyzwaniami, którym kobiety bez pomocy mężczyzn i państwa nie podołają, choćby były gotowe na wielkie poświęcenia.
Starzenie się społeczeństwa, proces, którego nie da się już odwrócić, postawi Polskę, Europę i świat przed nowymi wyzwaniami, którym kobiety bez pomocy mężczyzn i państwa nie podołają, choćby były gotowe na wielkie poświęcenia.
Kobiety coraz głośniej mówią o swojej nieodpłatnej pracy i o tym, że one też płacą podatki. Różowa strefa gospodarki przestaje być przezroczysta. Czas, by politycy i polityczki otworzyli oczy. W naszym, kobiet interesie leży, by ich do tego przekonać.
******
Tekst jest fragmentem artykułu, który opublikowałam w raporcie Fundacji Feminoteka i Fundacji im. Heinricha Bölla pt. "Nieodpłatna praca kobiet. Różowa strefa gospodarki".
