Miałam 10 lat gdy konserwatywni posłowie, wbrew woli społeczeństwa, zawarli kompromis z biskupami katolickimi: uchwalili restrykcyjną ustawę antyaborcyjną. Co to oznacza dla mnie? W sferze symbolicznej to, że mężczyźni zasiadający wówczas w parlamencie i episkopacie uspołecznili brzuchy polskich kobiet, a więc i mój. W praktyce? Nic. Zupełnie NIC. Mam ten przywilej, że gdybym zaszła w niechcianą ciążę, mogłabym ją bez problemu przerwać. Podobnie jak każdego roku robią to tysiące innych Polek.
REKLAMA
Miałam ten przywilej, że mieszkałam w wielkim mieście, z dostępem do bibliotek, z których zbiorów mogłam korzystać, by zdobyć wiedzę, której nie przekazała mi szkoła. Na edukację seksualną zapewnioną mi przez państwo składała się w połowie jedna lekcja z przedstawicielkami firmy produkującej artykuły higieniczne. Drugą połowę wykonała podczas jednej godziny zajęć aktywistka katolicka przebrana za edukatorkę. Ta pobożna niewiasta nie była w stanie wykrztusić takich słów jak wagina, penis i zapłodnienie. Zamiast tego wygłosiła z emfazą wykład o “źródełkach życia”. Na zakończenie postraszyła, że można mieć tylko jednego partnera seksualnego, bo inaczej grozi to poważnymi kłopotami psychicznymi. Dlaczego? Po prostu kodujemy w sobie kształt “źródełek życia” pierwszego partnera / partnerki i podświadomie odrzucamy następnych, bo nie wyglądają identycznie. Nie ma już szans ani na miłość, ani na szczęście, ani na “cielesne zjednoczenie w uświęconej, sakramentalnej miłości”. Tak wyglądała edukacja seksualna nastolatków w Polsce pod koniec lat 90-tych. Niestety nawet teraz wiele młodych osób musi słuchać podobnych, ideologicznych bzdur.
Miałam ten przywilej, że dzięki otaczającym mnie mądrym kobietom zrozumiałam, że to kiedy i jak rozpocznę życie seksualne powinno zależeć tylko i wyłącznie od mojej świadomej decyzji, a nie od szantażu “dowodu miłości”, presji rówieśniczej czy podobnych kwestii. Mam świadomość, że nadal wiele dziewcząt nie ma kogoś, nawet własnych rodziców, którzy powiedza im: tak, ale z głową i dopiero wtedy, gdy sama będziesz tego chciała.
Miałam ten przywilej, że gdy zdobyłam wiedzę, a po dłuższym czasie podjęłam świadomą decyzję, miałam środki finansowe na to, by skutecznie się zabezpieczyć. Wiem, że wiele kobiet w Polsce jest zbyt ubogich, by pozwolić na nowoczesną antykoncepcję. Zamiast założyć spiralę wewnątrzmacicznę lub zażywać pigułki, robią płukanki z octu. To dużo tańsza, lecz dużo mniej skuteczna "metoda".
Dziś odbyła się konferencja Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny na temat dwudziestolecia obowiązywania ustawy antyaborcyjnej. Z tej okazji po raz kolejny uświadomiłam sobie, że jestem w uprzywilejowanej sytuacji.
Gdybym - pomimo wszystkich przedsięwziętych zabezpieczeń - zaszła w ciążę, bez problemu mogłabym ją przerwać. Rozważałabym pewnie aborcję farmakologiczną, zapewnianą w pierwszych tygodniach m.in. przez Women on Waves. Przeprowadzona zgodnie z instrukcją, rzadko powoduje skutki uboczne, jeśli jednak by wystąpiły, mogłabym zgłosić się do szpitala i poinformować, że jestem w trakcie zwykłego poronienia. Raczej nie brałabym pod uwagę skorzystania z usług polskich ginekologów. Po pierwsze, jest to dużo droższa opcja (według mojej lekarki, w Warszawie stawka kształtuje się na poziomie około 2-2,5 tys. zł za zabieg u zdrowej, młodej kobiety), po drugie nie chciałabym zasilać finansowo polskiego środowiska ginekologicznego, któremu w dużej części zależy na utrzymaniu zakazu aborcji właśnie po to, by czerpać wielkie, nieopodatkowane zyski z nielegalnego przerywania ciąży.
Gdyby zażycie tabletki nie poskutkowało (ryzyko rzędu 10%), pojechałabym pewnie - tak jak inne polskie turystki - do Czech albo do Niemiec. Podczas ostatniej wizyty w Pradze, ucięłam sobie pogawędkę z taksówkarzem. Założył, że skoro jestem Polką i przyjechałam na dwa dni, to z pewnością po to by przerwać ciążę, podobnie jak kilka jego wcześniejszych polskich klientek. Dlaczego wy, w Polsce, robicie problem z normalnych rzeczy? Dlaczego nie szanujecie decyzji kobiet? - zapytał. Było to autentyczne zdumienie mężczyzny, który zdaje sobie sprawę, że kobiety są istotami myślącymi i nie zachodzą w ciążę w tym celu, by ją przerwać.
Podczas dzisiejszej konferencji panelistkami były m.in. Barbara Labuda, Wanda Nowicka, Agnieszka Grzybek (Zieloni), Iwona Piątek (PK), Paulina Piechna-Więckiewicz (SLD), Kazimiera Szczuka, panelistą był Marek Balicki. Przedstawicielki Federacji zaprezentowały tylko część swoich działań w ramach tytanicznej pracy na rzecz praw reprodukcyjnych kobiet w Polsce. Słuchając ich utwierdziłam się w przekonaniu, że liberalizacja antykobiecej ustawy to tylko kwestia czasu i naszej, kobiecej (i męskiej) gotowości do działania, a także solidarności. Solidarności uprzywilejowanych z tymi, które nie miały tyle szczęścia.
***
Na stronie Wiem Kogo (nie) Wybieram, liberalnym niezbędniku wyborczym, dokumentuję głosowania i wypowiedzi polityków i polityczek w sprawach światopoglądowych. Chcesz pomóc? Uzupełnij profil parlamentarzysty wpisując informację wraz ze źródłem jako komentarz.
***
Zachowaj i prześlij bliskim Ci kobietom bezpłatne publikacje Federacji:
* Prawno-zdrowotny poradnik kobiet
* Prawdziwe historie. Listy kobiet, które przerwały w Polsce ciążę w czasie obowiązywania ustawy antyaborycjnej
* Prawno-zdrowotny poradnik kobiet
* Prawdziwe historie. Listy kobiet, które przerwały w Polsce ciążę w czasie obowiązywania ustawy antyaborycjnej
