Debata nad związkami partnerskimi po raz kolejny obnażyła poziom polskiego życia publicznego, który w ostatnich dniach dąży do minus nieskończoności (niestety wiele jeszcze przed nami). Już najwyższy czas, by w słownikach języka polskiego zamienić definicje słów “parlamentarny” i “nieparlamentarny”. Sejmowa erupcja POPiS-owej homofobii nie miała nic wspólnego z dobrymi obyczajami. Przy okazji warto jednak zwrócić uwagę na termin-widmo, który w polskiej polityce jest odmieniany przez wszystkie przypadki, choć nie ma desygnatu. Mam na myśli tzw. temat zastępczy.

REKLAMA
Jarosław Gowin (PO): Zajmowanie się projektem ustawy dotyczącej związków partnerskich uważam za temat zastępczy. Mariusz Błaszczak (PiS): Związki partnerskie to wygodny temat zastępczy dla rządu. Jacek Kurski (SP): Temat związków partnerskich to temat zastępczy.
POPiS i jego satelici w dużym stopniu mówią jednym głosem. Nagle wszyscy, włącznie z prezesem Jarosławem Kaczyńskim (PiS) czy posłem Ryszardem Czarneckim (obecnie też PiS), chcą rozmawiać o gospodarce, choć na co dzień ich zainteresowanie kwestiami ekonomicznymi jest średnie lub wręcz nikłe. Prawa obywatelskie - “temat zastępczy” - gospodarka: tak wygląda retoryczna sekwencja polityków POPiS-u.
Tzw. “temat zastępczy” to termin-knebel, używany przez posłów reprezentujących naród biskupów ilekroć parlament ma zająć się kwestiami dotyczącymi praw obywatelskich. Edukacja seksualna, antykoncepcja, przerywanie ciąży, związki partnerskie, in vitro - za każdym razem, gdy omawiana kwestia leży w orbicie ideologii seksualnej biskupów katolickich, ich sejmowi reprezentanci jak mantrę powtarzają “temat zastępczy!” próbując uciąć jakąkolwiek dyskusję i zachować status quo.
Wiele osób - słusznie - krytykuje posłankę Krystynę Pawłowicz (PiS) za wyrażenie opinii, że osoby homoseksualne są nieużyteczne. Tymczasem termin “temat zastępczy” ma w sobie podobny ładunek arogancji i pogardy wobec ludzi. Te dwa słowa mają unieważnić daną kwestię, a w konsekwencji osoby, czy całe grupy społeczne, dla których jest ona istotna. Tzw. “temat zastępczy” to element tej samej układanki co nieużyteczni obywatele. Nieważne postulaty mogą mieć tylko nieważni ludzie. Posłowie Gowin, Błaszczak, Kurski, Kaczyński, Czarnecki mówią to samo co posłanka Pawłowicz, tyle że lukrują to rzekomą troską o gospodarkę.
W państwie które nie jest w stanie wojny, albo nie doświadcza właśnie potężnej klęski żywiołowej, jest czas i miejsce zarówno na dyskusje o gospodarce, jak i o związkach partnerskich, a także na debaty i ustawy dotyczące setek innych kwestii. Posłowie zapadający nagle na fetysz gospodarki mają poza tym tendencję do pomijania faktu, że kwestie społeczne i gospodarcze są ze sobą związane. 560 osób zasiadających w parlamencie to aż nadto, by mówić i pracować nad poprawą sytuacji we wszystkich dziedzinach.
Nie ma "tematów zastępczych" - często można za to mówić o instrumentalnym wykorzystywaniu problemów społecznych w grze politycznej. “Temat zastępczy” to polski sposób na “dziel i rządź", skłócanie ze sobą ludzi. Bezrobocie nie zmaleje od tego, że Sejm głosami POPiS-u odrzucił projekty ustaw o związkach partnerskich. Posłowie i posłanki mają czas, miejsce i środki, by zająć się zarówno tymi, jak i innymi kwestiami. Problem w tym, że wielu z nich nie chce.
******
W epoce pierwszych wieców i memoriałów w Warszawie w 1904 r. samo wspomnienie o prawach kobiet jeszcze wywoływało tłumiony śmiech, a w najlepszym wypadku dobroduszne napominanie «jak można obniżać powagę narad w tej dziejowej chwili – wzniecaniem takiej kwestii!»
Paulina Kuczalska-Reinschmit (1859-1921)