“Nie odczuwam żadnej presji ze strony Kościoła” - mówi minister Michał Boni w odpowiedzi na raport Instytutu Spraw Publicznych, wykazujący nieprzestrzeganie niezależności i autonomii Państwa i Kościoła katolickiego. Minister zamierza przedyskutować tę kwestię na najbliższym posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu. Być może lepiej by było, gdyby najpierw poczytał. Nakładem Wydawnictwa Sejmowego ukazała się niedawno książka Pawła Boreckiego i Czesława Janika, zbierająca dokumenty związane z pracami Komisji Wspólnej: notatki, stenogramy, protokoły, komunikaty. Jest to bardzo interesująca lektura: nie bez powodu arcybiskup Stroba chciał utajnienia prac Komisji, a biskup Pieronek nalegał, by w materiałach z posiedzeń nie można było zidentyfikować autorów poszczególnych wypowiedzi.

REKLAMA
Komisja wspólna Przedstawicieli Rządu Rzeczypospolitej Polskiej i Konferencji Episkopatu Polski funkcjonuje w mniej lub bardziej sformalizowany sposób od 1949 roku. Jest organem służącym wymianie informacji między dwoma podmiotami, forum prezentowania opinii, uzgadniania stanowisk. Jak podkreślają autorzy książki, umocowanie prawne Komisji Wspólnej wyklucza, by była ona organem podejmującym decyzje państwowe, zaciągającym zobowiązania prawne. W praktyce było (jest?) zupełnie inaczej. Przedstawiciele kolejnych rządów - zarówno prawicowych, jak i lewicowych - nader chętnie spełniali postulaty, a czasem nawet żądania, hierarchów Kościoła katolickiego.
Minister Boni: Nie odczuwam żadnej presji ze strony Kościoła katolickiego

Lektura dokumentów z kolejnych posiedzeń Komisji Wspólnej to smutne świadectwo watykanizacji życia publicznego. W miejsce niechętnych, lub wrogich stosunków na linii Państwo-Kościół z okresu PRL-u, zapanowały relacje oparte na poddaństwie, usłużnych domysłach i spełnianiu coraz dalej idących roszczeń, tak, jakby nie można było przyjąć zasady godnej autonomii. Taktyka salami, przyjęta przez biskupów katolickich, była (jest?) bardzo skuteczna. Nieliczne, ale tym bardziej godne odnotowania, są słabe głosy sprzeciwu, oporu czy choćby wątpliwości ze strony rządowej.
Nie da się przytoczyć wszystkich wartych uwagi faktów. Książkę trzeba ją po prostu przeczytać. Jest jak światło rzucone reflektorem w mrok niejasnych decyzji, dziwnych wypowiedzi czy niezrozumiałych stanowisk w polskiej polityce. Warto jednak przyjrzeć się kilku wybranym wątkom.
Rok 1990. Rząd Tadeusza Mazowieckiego. "Komisja stoi na stanowisku, że katechizacja dzieci i młodzieży niesie ze sobą podstawowe wartości etyczne i moralne w procesie wychowania. Z tego powodu uznano za niezbędne, by państwowe placówki oświatowe zapewniły możliwość pobierania nauki religii przez wszystkich uczniów, których rodzice wyrażą takie życzenie, gwarantując jednocześnie wolność wyznania i sumienia" (fragment komunikatu z 27.06.1990). Kilka tygodni później Komisja Wspólna wyraziła aprobatę dla wydanej przez MEN “Instrukcji dotyczącej powrotu nauczania religii do szkół w roku szkolnym 1990/1991”.
[Na marginesie - na spotkaniu w lutym 1991 roku odnotowano nieobecność jednego z członków Komisji: ministra Michała Boniego]
Rok 1992. Rząd Hanny Suchockiej. Biskupi katoliccy dużo uwagi poświęcają zaskarżeniu do Trybunału Konstytucyjnego przez Rzecznika Praw Obywatelskich rozporządzenia MEN o wprowadzeniu katechezy do szkół. Biskup Orszulik wyraża opinię, że to zdanie Komisji Wspólnej - a nie Trybunału - powinno mieć znaczenie, bo przecież Komisja została powołana później. Biskup Pieronek, podzielając najwyraźniej zdanie o moralnym prymacie Komisji Wspólnej nad Trybunałem, stwierdził, że “nasze prawo jest niedoskonałe, nie należy rozważać takich jego subtelności, które mają niekorzystne skutki dla społeczeństwa”. Biskup Stroba powiedział, że Trybunał powinien powierzyć interpretację ustawy Komisji Wspólnej. Minister Rokita próbował wytłumaczyć biskupom, że w demokracji rząd nie może sterować organami państwowymi. Zaproponował jednak, że jeśli prześlą swoje stanowisko do Trybunału, to on poprze dopuszczenie Komisji do interpretacji ustawy o stosunkach Państwa i Kościoła.
Abp Stroba, nawiązując do odbywającej się w szkołach katechezy, wyraził opinię, że kwestia opłacania katechetów katolickich - tymczasowo katechizujących za darmo - jest bardzo skomplikowana. Skoro bowiem, zgodnie z rozporządzeniem MEN, szkoła jest “organizatorem” zajęć, to płacenie za katechezę przez Kościół “uderzyłoby w katolików, a więc w społeczeństwo”.
Na kolejnym spotkaniu Komisja Wspólna przyjęła stanowisko, że wprowadzenie katechezy do szkół jest zgodne z prawem. Z jednolitego frontu członków Komisji wyłamał się minister Jacek Kuroń: “Byłem przy wprowadzaniu religii do szkół i byłem za tym. Teraz widzę, że idzie to w złym kierunku”. Na prośbę biskupa Pieronka minister Kuroń obiecał, że nie upubliczni swojego sprzeciwu.
Rok 1993. Rząd Hanny Suchockiej. Rząd i biskupi rozmawiają o świeżo uchwalonej ustawie antyaborcyjnej (wprowadzonej wbrew ostrym protestom społecznym). Biskupi narzekają na upadek autorytetów, rozluźnienie dyscypliny, ataki na Kościół katolicki (czyli największy autorytet). Biskup Orszulik ubolewa nad tym, że po powołaniu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wpływanie na telewizję nie będzie już takie łatwe. Biskup Stroba niepokoi się, że do programu szkolnego mogą wejść informacje dotyczące zapobiegania niechcianej ciąży. Dalej biskup domaga się współpracy rządu i Kościoła katolickiego w wykonywaniu ustawy antyaborcyjnej. Biskup Pieronek twierdzi, że rząd faworyzuje ugrupowania feministyczne (sic!). Wyraża niezadowolenie z powodu zamiaru ustanowienia stanowiska pełnomocnika rządu ds. kobiet i rodziny w strukturze Urzędu Rady Ministrów (odpowiednik Kancelarii Prezesa Rady Ministrów). Minister Jan Maria Rokita dodaje w tym duchu, że mianowanie pełnomocnika spowodowałoby nowe konflikty polityczne.
Wśród członków Komisji Wspólnej nie ma ani jednej kobiety: nieoficjalny, 100% parytet mają mężczyźni.
Na kolejnym spotkaniu przedstawiciele rządu informują, że aż 30% uznaniowych decyzji Komisji Majątkowej jest podejmowanych na korzyść Kościoła katolickiego (chodzi o takie decyzje, gdy przekazano hierarchom nieruchomości, choć nie było takiego obowiązku).
Ostatnie spotkanie Komisji Wspólnej w 1993 roku odbywa się w atmosferze niepokoju w obliczu nadciągającej zmiany w parlamencie. Biskup Pieronek ma pretensje do konserwatywnych polityków, że nie posłuchali biskupich wezwań do wyborczego zjednoczenia. Obawia się - jak się okazało, niesłusznie - tego, że SLD po dojściu do władzy zliberalizuje ustawę antyaborcyjną. Część rozmów dotyczy Funduszu Kościelnego - tego samego, który 25 stycznia 2013 roku, w dniu odrzucenia przez POPiS projektów o związkach partnerskich, został zachowany jako pozycja w budżecie państwa również głosami POPiS-u.
Przebieg posiedzeń Komisji Wspólnej za czasów lewicy odznacza się nieco większą dozą asertywności, przynajmniej w sferze werbalnej. Minister Leszek Miller, najwyraźniej zirytowany żądaniami biskupów, mówi im w pewnym momencie, że Sejm nie jest maszynką do głosowania i nie może przekuwać ustaleń Komisji Wspólnej w obowiązujące prawo. Stale powraca temat samochodów osobowych, hurtowo sprowadzanych przez hierarchów ze zwolnieniem z cła. Biskupi z jednej strony zapewniają, że samochody to narządzia pracy, z drugiej utrzymują, że to pojedyncze przypadki nadużyć, które mają charakter “wyłącznie moralny” (sic!). Gdy rząd chce ukrócić takie praktyki i wyłączyć samochody ze zwolnienia z cła, biskup Orszulik walczy jednak o nie jak o niepodległość: “Czy to aż trzeba w ustawie zapisywać? Ja bym się wprost wstydził”.
SLD stara się przekonać hierarchów o swoich dobrych intencjach. Minister Jerzy Jaskiernia jako dowód przytacza wyciszenie skandalu wokół biskupa Głódzia i interwencje związane z głośnym wówczas filmem “Ksiądz”.
Gdy w 2001 roku wybory wygrywa SLD, posiedzenia Komisji Wspólnej odbywają bez sporządzania protokołów czy jakichkolwiek innych dokumentów. W 2002 roku środowiska kobiece wystosowują do Parlamentu Europejskiego List Stu Kobiet. Prof. Maria Janion i inne sygnatariuszki oskarżają SLD o przehandlowanie z biskupami praw reprodukcyjnych kobiet, za cenę poparcia hierarchów dla wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.
Od roku 1993 głównym tematem jest ratyfikacja konkordatu, podpisanego przez Hannę Suchocką w momencie, gdy rząd nie miał już sejmowej większości. Znamienne są słowa biskupa Pieronka dotyczące konkordatu, wypowiedziane podczas spotkania z ministrem Michałem Strąkiem:
"Bez wyciszenia tego odcinka nie ma co marzyć o spokoju w Polsce. Proszę mnie nie rozumieć w sensie jakiejś groźby, nikt z nas nie wyciąga miecza, taka jest po prostu rzeczywistość".

Podpis pod ratyfikacją konkordatu, przegłosowaną przez Sejm 8 stycznia 1998 roku, złożył wkrótce prezydent Aleksander Kwaśniewski (23 lutego 1998 roku).