Benedykt XVI zmagał się z o wiele większymi tematami niż pedofilia. Dbał o to, żeby ludzie żyli zgodnie z przykazaniami Bożymi - powiedział wczoraj w “Kropce nad i” katolicki biskup Tadeusz Pieronek. Biskup Pieronek po raz pierwszy utrwalił się w mojej pamięci, gdy na początku lat dwutysięcznych określił ministrę Jarugę-Nowacką słowami “to feministyczny beton, na który kwas solny nie pomoże”. Ani wtedy, ani teraz, jego słowa nie są żadną niezręcznością, czy niewłaściwym doborem słów. Walka z gwałceniem dzieci przez księży nie jest priorytetem biskupów.
REKLAMA
Na początku ważne zastrzeżenie: nie wiem, czy odsetek pedofilów wśród księży katolickich jest większy niż wśród przedstawicieli innych zawodów. Jest natomiast jasne, że żadna inna organizacja zawodowa nie ukrywała procederu gwałcenia dzieci przez swoich członków tak dobrze, jak hierarchowie Kościoła katolickiego. Podkreślam: hierarchowie, bo katoliczki i katolicy w znakomitej większości są oburzeni ukrywaniem przestępców seksualnych. Człowiek, który ma wyobraźnię lub/i dzieci, może z łatwością określić jakie uczucia budzą się w nim/niej na myśl, że ktoś mógłby wykorzystać seksualnie ich dziecko.
Wypowiedź biskupa Pieronka o “większych tematach” przypomniała mi rozmowę, którą kilka lat temu odbyłam z rówieśnikiem obracającym się w kręgach organizacji katolickich, aspirującym - w dłuższej perspektywie czasowej - do członkostwa w Opus Dei.
Siedzieliśmy w parku na Pl. Wilsona, był słoneczny dzień, co chwila rozlegały się radosne piski bawiących się dzieci. Chyba dlatego zapytałam wtedy znajomego o politykę hierarchów Kościoła katolickiego wobec księży - gwałcicieli. Był to czas medialnej erupcji skandali pedofilskich w Kościele katolickim w Stanach Zjednoczonych. Nie mogłam zrozumieć dlaczego ci księża są przenoszeni z parafii na parafię, a ich przestępcza działalność nie dość, że nie jest zgłaszana prokuraturze, to jeszcze jest ukrywana także wobec członków i członkiń wspólnoty wierzących, dając pole do nowych przestępstw. Przecież - argumentowałam - nawet przyjmując najbardziej niekorzystną dla hierarchów katolickich interpretację, czyli że gwałty na dzieciach obchodzą ich tyle, co zeszłoroczny śnieg, powinni coś z tym zrobić choćby ze względów wizerunkowych. Mało co wywołuje takie oburzenie, wręcz wściekłość ludzi, jak proceder gwałcenia dzieci i ukrywania sprawców. Dlaczego więc hierarchowie, którzy mają usta pełne moralnych pouczeń, ukrywają przestępców?
Znajomy udzielił mi wówczas wyjaśnienia, które było tak absurdalne (z mojego punktu widzenia), że głęboko zapadło mi w pamięć. Otóż, zdaniem tamtego młodego mężczyzny, choć gwałcenie dzieci przez księży jest złem, to nie jest to jedyne zło, które muszą brać pod uwagę hierarchowie w swoich decyzjach. Stany Zjednoczone borykają się bowiem z deficytem księży, w wielu miejscach ludzie muszą dojeżdżać do świątyń po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset kilometrów. W tej sytuacji, gdyby zdejmować ze stanowiska (odsuwać od posługi kapłańskiej) każdego księdza - pedofila, okazałoby się, że nagle katoliczki i katolicy nie mogą przystępować do sakramentów. Nie ma kto udzielić im komunii świętej. Nie ma kto ich wyspowiadać. Zbawienie ich dusz byłoby zagrożone. I właśnie zbawienie dusz parafian hierarchowie stawiają ponad dziećmi - ofiarami gwałtów.
Zaniemówiłam. Znajomy mówił o tym z taką lekkością, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie. Oczywiście nie używał słów “gwałcić” czy “przestępstwo” lecz “grzech”, “czyn niegodny”, ewentualnie “molestowanie”. Ja miałam perspektywę osoby świeckiej i nieklerykalnej, a on, choć też był osobą świecką, aspirował do organizacji inteligencji katolickiej. Mówiliśmy innymi językami, myśleliśmy innymi kategoriami.
Na koniec zapytałam go jak ma się gwałcenie dzieci do odprawiania mszy przez takiego księdza. Czy to nie sprawia, że msza, sakramenty i wszystko inne są nieważne? Jeśli można mówić o bluźnierstwie, to czy to nie jest jego koronny przykład? Znajomy wyjaśnił, że choć czyny księdza - gwałciciela są “moralnie naganne” to jednak nie przenoszą się one na odprawianie mszy i sakramentów. Po tym użył kilku teologicznych terminów odnoszących się do tej zasady.
Nie jestem teolożką, nie wiedziałam więc czy jest to jego twórczość intelektualna, czy stanowisko hierachów Kościoła. Słowa biskupa Pieronka przypomniały mi odpowiedź znajomego po raz kolejny (Benedykt XVI zmagał się z o wiele większymi tematami niż pedofilia. Dbał o to, żeby ludzie żyli zgodnie z przykazaniami Bożymi). Choć teoretycznie biskupi przyjęli niedawno stanowisko “zera tolerancji” wobec pedofilii wśród duchownych, priorytety części z nich wskazują na coś zupełnie innego.
Z okazji abdykacji papieża Benedykta XVI telewizja z wielką uwagą relacjonuje notowania na giełdzie nazwisk jego potencjalnych następców. Kilka godzin temu w TVN24 Jacek Pałasiński, dziennikarz - watykanista, powiedział, że austriacki kardynał Christoph Schönborn, ma małe szanse na zostanie następnym papieżem. Powód? Koledzy nadal mają mu za złe, że przyczynił się do dożywotniej kary dla duchownego - pedofila. Dostarczył dowody przestępstw prokuraturze? - pomyślałam. Nie. Zesłał go na pobyt do końca życia w klasztorze sióstr zakonnych, co jest dotkliwą karą dla kogoś, kto gustuje w dzieciach.
***
Pedofilia duchownych w porządku kościelnym może być uważana za grzech (podobnie jak brak zachowywania postu, opuszczanie modlitw, masturbacja itp.), ale w porządku państwowym jest przestępstwem i tak powinno się o niej mówić.
