Po raz kolejny gdy dochodzi do dyskusji o pieniądzach, z ust hierarchów padają oskarżenia o "ataki na Kościół". Ks. Sowa jest zdumiony agresją w internecie. Tymczasem zapominają oni, że Kościół to wszystkie katoliczki i katolicy - także ci którzy negatywnie oceniają działania hierarchii kościelnej.

REKLAMA
Rządowe plany zmiany niektórych zasad finansowania Kościoła katolickiego w Polsce spotkały się z ostrą reakcją hierarchów. Zamiar zastąpienia Funduszu Kościelnego (ponad 90 mln zł z budżetu państwa) dobrowolnym, indywidualnym odpisem 0,3% podatku, stał się kamieniem obrazy dla biskupów, którzy są “oburzeni” tym, że mogą być “tak po prostu przegłosowani w parlamencie”.
Oprócz standardowych wypowiedzi o “wojnie religijnej” i “atakach na Kościół”, można usłyszeć komentarze bardziej rozbudowane, lecz równie dramatyczne. “Kościół jest planowo atakowany przez różne środowiska libertyńskie, ateistyczne i masońskie” - grzmiał w liście duszpasterskim abp Józef Michalik. Problem w tym, że nie chodzi ani o atak, ani o religię, ani o Kościół katolicki. Hierarchowie toczą bohaterską walkę w oblężonych twierdzach własnych umysłów.
Projekt PO to w rzeczy samej zamiar oddania jedynie cząstki odpowiedzialności za finanse kościelne w ręce katoliczek i katolików. Pomijając środki na Fundusz Kościelny państwo polskie (czyli wszystkie Polki i Polacy) wkłada do kieszeni hierarchów katolickich blisko 2 mld złotych rocznie. DWA. MILIARDY. ZŁOTYCH. Dlaczego możliwość odpisu 0,3% podatku w miejsce środków z Funduszu Kościelnego spotyka się z tak ostrym sprzeciwem?
Hierarchowie katoliccy i sympatyzujący z nimi politycy lubią powtarzać, że katoliczki i katolicy stanowią 95% społeczeństwa. Tym odsetkiem próbuje się zamykać usta wszystkim tym, którzy nie zgadzają się z wpływem katolickiej doktryny na sprawy społeczno-polityczne. Tymczasem okazuje się, że tylko 40% Polek i Polaków gotowych byłoby odpisać podatek na cele wyznaniowe. PIT-y czarno na białym pokazałyby rozziew pomiędzy propagandą sukcesu hierarchów, a rzeczywistością.
Dobrowolny odpis od podatku stanowiłby prawdziwy sprawdzian dla hierarchii kościelnej. Problem w tym, że spodziewany rezultat byłby dla niej mocnym wotum nieufności. 95% katoliczek i katolików vs. 40% darczyńców podatkowych - to nie wyglądałoby zbyt dobrze. Nagle mogłoby się okazać, że politycy i polityczki zachęceni twardymi danymi z PIT-ów, zaczną myśleć bardziej w kategoriach dobra państwa, a mniej w kategoriach dobra (i dóbr) hierarchów katolickich. Tego biskupi za wszelką cenę chcą uniknąć, więc biją na alarm: “Atak na Kościół!”.
Warto w tym miejscu dokonać podstawowego rozróżnienia. “Kościół” to powszechna wspólnota ludzi wierzących (KKK 752). Jest to wspólnota hierarchiczna, lecz nie ograniczająca się do hierarchów katolickich. “Kościół” obejmuje wszystkie katoliczki i katolików, o czym hierarchowie zdają się zapominać, zawłaszczając w imię własnych celów termin jasno zdefiniowany w obowiązującej ich wykładni Katechizmu Kościoła Katolickiego.
Tymczasem ocena działań hierarchów odbywa się na bieżąco w internecie. Katoliczki i katolicy mają wiele powodów, by nie ufać swoim przywódcom i dają temu wyraz w mniej lub bardziej ostrych słowach na forach internetowych, portalach i w sieciach społecznościowych.
Brak przejrzystości finansów kościelnych, działalność Komisji Majątkowej, ukrywanie przestępczości seksualnej księży, nacisk biskupów na parlament, by ustawy były zgodne z doktryną katolicką, mowa nienawiści wobec osób kierujących się innymi wartościami moralnymi niż tymi, które głoszą hierarchowie - to tylko kilka przyczyn powszechnego niezadowolenia wiernych. Hierarchowie katoliccy atakowani są zatem głównie przez własny Kościół.
Hierarchom idzie w sukurs ks. Sowa, okazując iście dziecięce zdziwienie chamstwem i agresją internetowych komentarzy dotyczących działań biskupów (których ksiądz również, symptomatycznie, utożsamia z Kościołem). "Epitety o zdegenerowanej mafii zboczeńców uchodzą w tej kloace za umiarkowane" - ubolewa ksiądz, który zdaje się nie dostrzegać tego, że ostre słowa biorą się z poczucia bezsilności.
Pedofilia księży i tuszowanie gwałtów na dzieciach są znacznie gorsze od najbardziej obraźliwego epitetu opisującego te zjawiska. Czy naprawdę aż tak dziwne jest, że ludziom puszczają nerwy gdy słyszą “zero tolerancji dla pedofilii” z ust arcybiskupa Michalika, który swego czasu troskliwą opieką otoczył nie ofiary gwałtów, lecz właśnie pedofila w sutannie? Czy dziwić może złość, gdy hierarchowie przy każdej okazji i bez okazji wyciągają ręce po państwowe pieniądze, a sami nie chcą odpowiadać finansowo za krzywdy wyrządzone dzieciom przez ich podwładnych?
Zdumienie księdza Sowy jest tym bardziej osobliwe, że jeśli chodzi o “kloaczny” styl dyskusji, to odpowiednio niskie standardy ustanowili sami hierarchowie. Oto tylko kilka malowniczych przykładów:
1. To jest beton, na który nawet kwas solny nie pomoże - biskup Pieronek o Izabeli Jarudze-Nowackiej.
2. To moralni schizofrenicy - biskup Hoser o posłach i posłankach popierających finansowanie in vitro z budżetu państwa.
3. To realizacja idei Frankensteina - biskup Pieronek o dzieciach, które przyszły na świat dzięki zapłodnieniu in vitro.
4. “Kundle szczekają, a karawana jedzie dalej” - kardynał Józef Glemp.
and last but not least
5. Nie nazywajmy szamba perfumerią - ojciec Rydzyk o spotkaniu kobiet przeciwnych zaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej.
Jeśli ktoś atakuje Kościół “chamstwem i nienawiścią”, to są to właśnie hierarchowie katoliccy, którzy walcząc o władzę i sakiewkę zamieniają polskie życie publiczne w kloakę.