Trzeba powiedzieć to jasno i wyraźnie: wczorajsza wypowiedź arcybiskupa Michalika o dzieciach, które są okazją czyniącą pedofila, była szczerym wyrazem jego przekonań. Co więcej jest to pogląd podzielany przez wielu katolickich biskupów. Późniejsze przeprosiny za “nieporozumienie” wokół “lapsusu” to nieudolna próba obrony słów, które są nie do obrony. To nie był ani lapsus, ani nieporozumienie. To kolejny dowód moralnego bankructwa samozwańczych stróżów jedynie słusznej moralności. Zła wiadomość dla biskupów katolickich jest taka, że epoka obwiniania ofiar przemocy i niezakłóconego fabrykowania pseudonaukowych, wyznaniowych hipotez kończy się już nawet w Polsce.

REKLAMA
Ostatnie tygodnie obfitowały w doniesienia na temat przestępczości seksualnej księży katolickich. Równolegle z wywiadami z ludźmi skrzywdzonymi jako dzieci, pojawiały się teksty o lekceważeniu i przyzwoleniu na ten proceder ze strony wyżej postawionych hierarchów. Skoro w łaski Jana Pawła II wkupił się znany pedofil z kilkudziesięcioletnim stażem, meksykański zakonnik Marcial Maciel Degollado, to niby dlaczego biskupi mieliby być świętsi od papieża (który bez względu na odrażające fakty i tak najprawdopodobniej zostanie świętym)?
Jednak uwaga jaką media zaczęły wreszcie poświęcać przestępczości seksualnej księży oraz rządy nowego biskupa Rzymu, który deklaruje brak wsparcia dla księży - pedofilów, wymusiły na biskupach konieczność reakcji wychodzącej poza zwyczajową i uniwersalną strategię obronną, czyli ANK (= Atak Na Kościół). W dobie internetu, a zwłaszcza serwisów społecznościowych jak Facebook czy Twitter, zwyczajowe zamiatanie przestępstw pod dywan staje się coraz mniej efektywne. Biskupi postanowili więc zorganizować konferencję, na której powiedzą, że molestowanie seksualne dzieci przez księży jest złe. Tymczasem, jak to bywa w sytuacjach gdy myśli się jedno, a ma się powiedzieć drugie, z ust arcybiskupa Michalika popłynął dłuższy, spójny logicznie wywód, zdradzający to, co naprawdę myśli. Otóż zdaniem arcybiskupa to niewystarczająco kochane dzieci rozwiedzionych rodziców molestują seksualnie dorosłych księży.
Wielu tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby relacje między rodzicami były zdrowe - mówił abp Michalik. Tłumaczył, że "często niewłaściwa postawa wyzwala się, kiedy dziecko szuka miłości". - Dziecko lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze drugiego człowieka wciąga. [Gazeta.pl, 08.10.2013]
Być może jednak należy docenić arcybiskupa za postępy jakie poczynił w ciągu 12 lat? Gdy w 2001 roku wyszedł na jaw skandal pedofilski z udziałem proboszcza z Tylawy, który krzywdził dziewczynki przez 30 lat, abp Michalik w liście otwartym wyraził solidarność z kolegą pedofilem i wprost oskarżał ofiary w ramach uniwersalnej strategii obronnej ANK (= Atak Na Kościół). Teraz przynajmniej częściowo przyjął do wiadomości, że przestępczość seksualna księży istnieje (choć zdaniem arcybiskupa to oczywiście nie oni są winni lecz te lgnące do nich dzieci wyrodnych rodziców). Kto wie jakich postępów dokona abp Michalik w ciągu następnych 12 lat?
Obwinianie ofiary, przypisywanie jej odpowiedzialności za sprowokowanie przestępstwa, które zostało na niej popełnione, to stara, (nie)dobra, patriarchalna strategia. W Feminotece, w której świadczymy bezpłatną pomoc prawną i psychologiczną kobietom doświadczającym przemocy, zbyt często słyszymy o tym, że to właśnie kobiety są obwiniane o to, co je spotkało. Wystarczy sięgnąć pamięcią do nieodległej przeszłości, czyli gwałtu w Lesie Kabackim. Grono internetowych mędrców (wśród nich zarówno mężczyźni jak i kobiety), zaczęło zastanawiać się nad tym, co biegaczka zrobiła źle, że taki gwałt ją “spotkał”. Abp Michalik zrobił to samo: stwierdził, że to rodzice zrobili coś źle (łączą ich “niezdrowe relacje”) dlatego dziecko zostało zgwałcone / było molestowane przez bezradnego księdza. A więc okazja czyni pedofila. Ostry sprzeciw wobec słów abp Michalika pokazuje, że nie ma przyzwolenia na obwinianie skrzywdzonych dzieci. Nadal jednak w części społeczeństwa istnieje przyzwolenie na obwinianie skrzywdzonych kobiet.
W tej całej sytuacji wywołanej skandaliczną wypowiedzią arcybiskupa Michalika pokrzepiające jest to, że rośnie społeczny opór wobec wyznaniowych, pseudonaukowych bzdur katolickich hierarchów, którzy kształtują ustawy i głosowania w naszym parlamencie. Nie przez przypadek PiS rękami posła Piechy złożył projekt antyinvitro, wzorowany na ustawie antyaborcyjnej, który zakazuje zapłodnienia pozaustrojowego pod groźbą więzienia. Nie przez przypadek eksperci Episkopatu rozpowszechniają kłamstwa o “bruździe dotykowej”, “autyzmie” i “przypadkowym kazirodztwie”, z których powodu mają cierpieć dzieci z in vitro. Znacznie wyższym poziomem etyki wykazują się Świadkowie Jehowy, którzy nie rozpowszechniają kłamstw o transfuzji, która jest niezgodna z zasadami ich wiary.
Pseudonaukowe, wyznaniowe bzdury/kłamstwa hierarchów katolickich mają jednak długą tradycję. Tadeusz Boy-Żeleński tak opisuje katechezę z początku XX w.:
Mieliśmy w porze dogmatyki wyjątkowo tępego katechetę, mimo że doktora teologii; ten lubił rozwiązywać zwycięsko wszelkie wątpliwości i zachęcał wręcz, aby z nimi występować. A oto przykład, jak się rozprawiał np. z aktualną wówczas dla nas teorią Darwina, ewolucją gatunków, kwestią pochodzenia człowieka etc. “Głupi jest twój Darwin: wsadźże kurę do chlewka i trzymaj ją sto lat, zobaczysz, czy się z tego zrobi prosię” - tak odpowiadał ów doktor teologii. Na tym poziomie to wszystko.
Z kolei w poprzednim wydaniu "Wprost" Katarzyna Izydorczyk, działaczka społeczna na Dominikanie, tak relacjonuje “teorie” oskarżonego o pedofilię arcybiskupa Józefa Wesołowskiego:
Ks. abp Wesołowski brylował i opowiadał nam, dlaczego Dominikańczycy są tak bardzo pobudzeni seksualnie. Nie mogłam uwierzyć, że on to mówi. Przekonywał, że ponieważ na Dominikanie jest zawsze około 40 stopni, w związku z tym nagrzewa się mocno czoło, a tuż nad nosem są gruczoły, które odpowiadają za popęd seksualny. I ponieważ one są cały czas nagrzane, to Dominikańczycy są tacy chętni do seksu.
Takie właśnie pseudonaukowe, wyznaniowe bzdury rozpowszechniają hierarchowie podczas prywatnych rozmów, podczas publicznych kazań, ustami swoich ekspertów i katechetów nad którymi - warto przypomnieć dla porządku - Ministerstwo Edukacji Narodowej nie ma żadnej kontroli. Pełną kontrolę mają za to biskupi katoliccy.
Płynąc na fali szczerości arcybiskup Michalik powiedział wczoraj również:

Dzisiaj otrzymujemy z instancji międzynarodowych instrukcję, że mamy zaczynać wprowadzać dzieci w życie seksualne już w przedszkolach. To jest horrendalna rzecz, przecież trzeba pomóc dziecku i wzmocnić rodzinę, a nie iść po linii najmniejszego oporu
.
W rzeczywistości wiedza o seksualności człowieka dostosowana do wieku młodej osoby - dla przedszkolaków jest to wiedza o tym, jak odróżnić dobry i zły dotyk, dla licealistów wiedza o asertywności seksualnej, a także sposobie funkcjonowania ciała oraz sposobach zapobiegania chorobom przenoszonym drogą płciową i niechcianej ciąży - byłaby wielkim ciosem w hierarchów Kościoła katolickiego. Utrudniłaby łowy pedofilom w sutannach, którzy celują w dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym. Rodziny, w których dzieci wiedziałyby jak rozpoznać pedofilię, a nastolatki nie zachodziłyby w niechcianą ciążę i nie zarażałyby się chorobami, zostałyby tylko wzmocnione.
Bardzo empatyczny wobec kolegów pedofilów abp Michalik trwoży się, że dzieci i młodzież będą dysponowały wiedzą, która pozwoli im chronić i kształtować swoje życie. Już w 1989 r. ONZ przyjęło bowiem Konwencję o Prawach Dziecka, a w niej czytamy:
Art. 24.
1. Państwa-Strony uznają prawo dziecka do najwyższego poziomu zdrowia i udogodnień w zakresie leczenia chorób oraz rehabilitacji zdrowotnej. Państwa-Strony będą dążyły do zapewnienia, aby żadne dziecko nie było pozbawione prawa dostępu do tego rodzaju opieki zdrowotnej.
2. Państwa-Strony będą dążyły do pełnej realizacji tego prawa, a w szczególności podejmą niezbędne kroki w celu:
(...)
f) rozwoju profilaktycznej opieki zdrowotnej, poradnictwa dla rodziców oraz wychowania i usług w zakresie planowania rodziny.
Arcybiskup Michalik i inni biskupi katoliccy mogą jednak spać spokojnie. Na fali transformacji w państwo wyznaniowe Polska co prawda ratyfikowała Konwencję (07.06.1991), ale politycy umieścili w niej deklarację zgodną z linią polityczną Watykanu:

- W odniesieniu do artykułu 24 ustęp 2 litera f) konwencji Rzeczpospolita Polska uważa, że poradnictwo dla rodziców oraz wychowanie w zakresie planowania rodziny powinno pozostawać w zgodzie z zasadami moralności.
O jaki system moralny chodzi? W Polsce wiadomo, że chodzi o ideologię moralnych bankrutów z Episkopatu. Wypowiedź arcybiskupa Michalika tylko ujawniła to bankructwo w pełnym świetle.

******