Życie polega na uczestnictwie, a nie na kibicowaniu - stwierdził ojciec 12-letniej Kathrine Switzer, gdy powiedziała mu, że zamierza zostać cheerleaderką, a dzięki temu najpopularniejszą dziewczyną w szkole, która będzie umawiać się z kapitanem drużyny futbolowej. Kilka lat później Switzer została pierwszą kobietą, która oficjalnie ukończyła maraton w Bostonie. Niedługo minie 45 rocznica tego wydarzenia.

REKLAMA
Kwiecień 1967 roku: to zdjęcie obiegło cały świat. Seksizm i solidarność uchwycone w obiektywie dziennikarskiego aparatu. Switzer biegnąca z numerem 261, a wokół niej męskie zamieszanie. Tym, czego obiektyw nie mógł zarejestrować, były gniewne okrzyki Jocka Semple’a, współorganizatora maratonu: “Wynoś się z mojej trasy i oddawaj numer!”.
logo
W 70-letniej historii bostońskiego maratonu nie zdarzyło się, by do udziału oficjalnie dopuszczono kobietę. Uważano, że bieganie jest męską domeną, a kobiety nie są w stanie pokonać 42 km i 195 metrów. By seksistowskiej tradycji stało się zadość, ignorowano sportowe dokonania niezarejestrowanych biegaczek. Maratony były i miały pozostać męskim światem.
Switzer, która korespondencyjnie zarejestrowała się na bieg jako K. V. Switzer, została uznana za mężczyznę. Tym większą sensację wzbudziła na linii startowej. Inni biegacze gratulowali jej udziału, a ona była tak dumna ze swojego kobiecego uczestnictwa, że przed biegiem pomalowała usta szminką. Po wielu latach wyczerpujących treningów w męskim towarzystwie miała wreszcie wystartować w uznanej imprezie sportowej.
Przez pierwszych 6 km bieg nie obfitował w wydarzenia. Obok biegnących jechał autobus wypełniony dziennikarzami i współorganizatorami maratonu. Nagle wyskoczył z niego Jock Semple, który dopadł do Switzer, chwycił ją za ramię i próbował zerwać z niej numer startowy. “Wynoś się z mojej trasy i oddawaj numer!”. Później okazało się, że jeszcze w autobusie mężczyźni-dziennikarze dokuczali Semple’owi wyśmiewając się z “infiltracji” wyścigu, jakiej dokonała kobieta.
Switzer wspomina moment wściekłego ataku Semple’a, jako chwilę śmiertelnego przerażenia. Wtedy jednak z pomocą przyszedł jej trener, chłopak i inni biegacze, którzy obezwładnili agresora. Już do końca maratonu Switzer była otoczona biegaczami, gotowymi do interwencji w przypadku powtórzenia się seksistowskich incydentów.
Kathrine Switzer ukończyła bieg z czasem 4 godzin i 20 minut. 5 lat później, w 1972 roku, mężczyźni zgodzili się na oficjalny udział kobiet w bostońskim maratonie. W 2011 roku kobiety stanowiły już 43% osób uczestniczących w wyścigu.
Switzer przeszła do historii - herstorii, dzięki wsparciu jakie otrzymała od mężczyzn ważnych w jej życiu. Ojciec pokazał jej, że życie kobiety może być czymś więcej niż kibicowaniem mężczyznom. Jej trenerzy byli w stanie zdystansować się wobec powszechnych uprzedzeń otaczających sport kobiet. Chłopak nie wspierał jej, ale też nie naciskał na porzucenie przez nią biegania. Traktował jej działalność lekceważąco, nazywając jej przygotowania do maratonu joggingiem, ale - gdy została zaatakowana podczas biegu - był na miejscu i znalazł w sobie odwagę, by aktywnie sprzeciwić się seksizmowi. Biegacze w obliczu incydentu nie pobiegli dalej, lecz zareagowali, choć mogliby przecież uznać że są w porządku, skoro nie oni atakują. Wyraźnie pokazali, że nie zgadzają się na dyskryminację kobiet. Uczestniczyli, zamiast się przyglądać.
Switzer, która już wcześniej doświadczała seksizmu (otrzymywała pełne nienawiści wiadomości o tym, że łamie wolę Boga biegając z mężczyznami), została aktywistką feministyczną na rzecz praw kobiet w sporcie. “Odebrałam cenną lekcję. Byłam oceniana nie ze względu na moje dokonania sportowe, lecz ze względu na płeć”, powiedziała. Właśnie dlatego zaangażowała się w dziennikarstwo sportowe oraz przy wsparciu Avonu stworzyła światowy program promujący bieganie kobiet.
Jej działalność walnie przyczyniła się do przyznania kobietom prawa do uczestnictwa w maratonie w ramach Igrzysk Olimpijskich w 1984 roku. Maraton ukończony przez Switzer był małym krokiem dla niej, ale wielkim skokiem dla wszystkich kobiet. Jej historia to inspirująca opowieść o kobiecie, która miała odwagę realizować swoje marzenia oraz o mężczyznach - tych, którzy próbowali jej przeszkodzić i tych, którzy jej pomogli.