Muzyka... Nie wyobrażam sobie bez niej życia. Jest dla mnie czymś oczywistym. Od ,,początku" do "końca". Ponad wszystko. Nie pamiętam, kiedy świadomie zaczęłam ją odbierać. Po prostu spostrzegłam, że moje ciało odbiera dźwięki i z żarliwością na nie reaguje. Pojawiła się w ręce butelka dezodorantu w roli mikrofonu. Chciałam być gwiazdą. Czarować ludzi wydobywając dźwięki z siebie. Genialne :) Bóg dał, a ja przez lata uważałam, że to oczywiste.

REKLAMA
Mało tego, nie widziałam w tym czegoś niezwykłego. I tak było nawet wtedy, gdy zaczęłam drogę wokalistki 20 lat temu z grupą No Limits.To było dla mnie oczywiste. Spotkałam w szkole muzycznej Maćka Łyszkiewicza, który odmienił moje życie. Sześć lat w zespole, który zainicjował pop jazz w szerszym pojęciu na scenie polskiej muzyki. Jako pierwsi na MTV, gdy granice były zamknięte - sukces. Tworzyłam Trójmiejską Scenę Muzyczną, która w tamtych latach kształtowała kierunki muzyczne na polskiej scenie.
Jestem świadkiem między innymi bojów Edyty Bartosiewicz. Głosu i muzyki, którą tworzyła. Brakuje mi jej osobowości... ciągle czekam :) Miałam okazję parę lat temu wysłuchać kilku jej piosenek na prywatnym spotkaniu. Niezwykłość zdarzenia, atencja słuchających, świadomość uczestniczenia w czymś niezwykłym pozostało w mej pamięci. Zostawiło ślad, że talent zawsze jest ,,żywy,,. Rozmawiałyśmy o odwadze muzycznej. Poznałam Edytę wiele lat wcześniej, nawet nagrywałyśmy w tym samym studiu... Minęło ponad 10 lat od tego zdarzenia, gdy zajmowałam się muzyką. A potem powiedziałam - nie. I pokierowałam swoim życiem w innym kierunku. Świadomie. Edyta zapytała - dlaczego nie śpiewam? Zapytałam o to samo.... Ja jej wtedy odpowiedziałam, że coś się skończyło. Zamknęło. Muzyka dla mnie to szczerość przekazu. Ja wtedy naprawdę tak czułam. Minęło kilkanaście lat i muzyka powróciła do mnie. I tu sprawdziło się moje powiedzenie, że życie to fala. Zaskoczenie.... i odwaga. Odwaga, by podjąć ryzyko, by się zmierzyć. Mamy jedno życie, być może drugie nie będzie nam dane. Więc kiedy?
Byłam i ciągle jestem pod wrażeniem nowych dźwięków, na które się nie zamykam. Choć czasami, myślę że wszystko już zostało ,,powiedziane,, muzycznie.
I na nowo nuty wygrane, zaśpiewane. Nuty samotności, zabawy, namiętności, amoku, transu. Jestem ich głodna. Wiem, że nie każdy. Dlaczego? Nie wiem... Słuchać muzyki nauczyła mnie mama. Dużo było muzyki filmowej, która jest muzyką ilustracyjną. Rysującą klimat, nastrój. Uwielbiam, tak, uwielbiam ten rodzaj muzyki do dzisiaj. Jest niezbędnym dopełnieniem obrazu filmowego. Choćby jedna nuta powtarzająca się uparcie.. :)
Muzyki nauczył mnie dobry duch,który miał przerwę w innych sprawach. Czuję się wyróżniona. Dzielenie się muzyką... to też dar :) ale i obnażenie duszy...
A co z modą? - w kontekście? To już inna historia.... wkrótce.
Z wyrazami uszanowania Anna Pralinka Męczyńska