REKLAMA
Ekonomia nie jest chyba jednak nauką, wbrew temu co mówią ci, co z niej żyją. Próbuje jednak opisywać zależności, które czasem doświadczalnie potwierdzamy. Ale pewności nie ma. Niemniej, intuicja podpowiada różne rzeczy. Na przykład: nie mamy fajnego minstra finansów, co gorsza - to jemu wierzy reszta ekipy. Unia zaleca dążenie do równoważenia budżetu, bo jak nie...to co? To nie będziemy im się podobać. I nie pozwolą nam wprowadzić euro. Katastrofa, hue, hue.
Premier już na początku powiedział, że najważniejsze jest tu i teraz. Więc przeprowadzają jakieś koślawe rachunki. Likwidują ulgi podatkowe, podwyższają VAT, akcyzę i tłumaczą, że to da wzrost wpływów. Nie przewidują, że jak będzie drożej to ludzie mniej kupią, przedsiębiorcy mniej zainwestują i – generalnie – dzisiejszy porządek gospodarczy zostanie siłą rzeczy zmieniony i symulacja nie uwzględni wszystkiego, bo nie ma takiej siły, żeby uwzględniła! (Kiedyś na SGPiSie, jeszcze za PRLu, pokazywano nam t.zw. "macierze przepływów międzygałęziowych". Im "większy" profesor ówczesnej "ekonomii", tym większe te macierze konstruował. Miało z nich wynikać ile surowców, półproduktów, inwestycji, pracy zawartych jest w poszczególnych produktach, usługach i jak to się zmienia, gdy któreś z tych zmiennych się ruszy, jak przyrost albo spadek jednej branży wpływa na pozostałe, itp. Winą za to, że nie ma na rynku np. rajstop, można było obarczyć niewystarczającą moc obliczeniową sztabu "ekonomistów" (to czasy przed komputerami), a nie obowiązujący wówczas system centralnego planowania, rozdzielania i zarządzania. Do tego brak dewiz (bo RWPG zżerało lepsze kawałki, gospodarka niekonkurencyjna itd). Teraz komputery są, ale to nic nie pomaga, bo ludzie nie zawsze zachowują się przewidywalnie, a niegdyś proste - jak się wydawało - mechanizmy rynkowe, zostały sponiewierane przez system korporacji i producentów ponad-narodowych, wszechwładzę chciwych finansistów, manipulowane i histeryczne giełdy, i wiele, wiele innych).
Metoda poprawiania "tu i teraz" przez doraźne ruchy (podatki, obciążenia, wiek emerytalny) jest pójściem na skróty i to do ciemnej dziury.
Tylko rozwój!
Cudów nie ma. Na dłuższą metę: jak się nie wytworzy, to nie będzie co dzielić. Gospodarka stoi na małych i średnich, dojonych nieprzytomnie, działających w nieprzyjaznym otoczeniu administracyjnym i prawnym. Od czasów ministra Wilczka już tylko coraz gorzej. Żadnej koncepcji pro-rozwojowej, tchórzostwo, myślenie doraźne. Tymczasem do zmiany jest prawo, system podatkowy, służba zdrowia, aparat sprawiedliwości i struktura administracji! "Decentralizacja" przez przerzucanie na samorządy obowiązków i zadań bez mechanizmu finasowania to jedno z tych karykaturalnych działań "tu i teraz", prowadzące do uwalania po kolei tego, co kiedyś udało się zbudować (szkoły, przedszkola, biblioteki, szpitale). Populistyczne gadanie zastępuje poważne i odpowiedzialne działanie. Słynne samozatrudnienie opatrzono etykietą "umowy śmieciowej". Śmieciowa to ona jest w przypadku wielkich i bogatych pracodawców, którzy ją wykorzystują , choć nie muszą. Dla małych i średnich przedsiębiorców jest ucieczką od niewspółmiernych, zabijających, obciążeń kosztów pracy. Alternatywą do umowy śmieciowej nie jest w tym przypadku ogólna szczęśliwość pracownika tylko bezrobocie! Więc nie napadać na krwiopijców-pracodawców tylko zmniejszyć koszty pracy. A jak związki zawodowe tego nie rozumieją, to znaczy, że ich świadomość pozostaje na poziomie tych rządzących. Bo kto tu rządzi? Politycy. A kto dochrapuje się pozycji w polityce? Ten, kto postawił na karierę polityczną i gotów jest wykonywać giętkie manewry, by się przebić. Czy to są cechy wielkiego ducha i charakteru? Raczej wielkiego ego i konformizmu.
To teraz czekam na wystąpienie premiera.