REKLAMA
Znowu obejrzałem "9tą Kompanię". Właściwie łapię się na tym, że zazdroszczę Rosjanom. Schemat identyczny jak w Kubricka Full Metal Jacket. Amerykański film jest bardziej "literacki": albo przerysowania (ich "treser" w obozie, znęcanie się nad słabszym, potem, już na wojnie: "kowboje" w akcji, dziennikarze) albo sztucznie napompowanie słuszną wymową (Wietnamka - snajperka). Dobór aktorów to klucz. Rosjanie są prawdziwsi. Dopiero na końcu, słowem z offu, "zagłuszają" to co naprawdę widzieliśmy, a robią to dla swoich weteranów: "Uchodim" z Afganistanu (w tlumaczeniu wyszło , że sie wycofują) ale "9ta Kompania jako zwycięzcy". Gdy "uchodzą" nie ma już ich dawnego państwa, to ta daremność ich ofiary – obronili wzgórze, ale konwoju nie będzie.
Jest cienka linia między dumą a nacjonalizmem. Daleko mi do zakrętki patriotycznej, ale jeśli już próbujemy grać na tej strunie, to chciałbym widzieć takie polskie kino. Nawet "niepoprawne politycznie". Ten patos działa.
Jest cienka linia między dumą a nacjonalizmem. Daleko mi do zakrętki patriotycznej, ale jeśli już próbujemy grać na tej strunie, to chciałbym widzieć takie polskie kino. Nawet "niepoprawne politycznie". Ten patos działa.
