
Olka Osadzińska prowadziła warsztaty ilustracji po raz pierwszy. Od początku ogromne wrażenie zrobiła na nas jej sumienność, determinacja i podejście do pracy. Można powiedzieć, że uczestnikom warsztatów urządziła prawdziwą szkołę życia. Od początku wiedzieli co i kiedy będą robić. Umożliwiła swoim studentom, to czego nie da im żadna szkoła - kontakt z najlepszymi z branży. Przez 10 dni warsztatów realizowali projekty dla Nike, UEG i magazynu Viva!Moda.
REKLAMA
Kiedy poprosiliśmy Olkę o kilka słów na temat jej wrażeń z AFF i tego, co sądzi o zwycięzcy Hubercie Kołodziejskim, znów nas nie zawiodła i przygotowała wyczerpującą odpowiedź.
Olka Osadzińska: Zaskoczeń jako takich było mało – zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać i jak będzie to wyglądało w praktyce, więc byłam otwarta na wszelkie możliwe scenariusze. Opracowałam plan zajęć z dość dużym wyprzedzeniem, ale nie wiedziałam w jakim tempie będą pracować poszczególni uczestnicy i jak będą pracować jako grupa, więc trudno było mi przewidzieć ile procent planu uda nam się zrealizować w ciągu trwania warsztatów. Wykonaliśmy właściwie wszystkie zadania, ale teraz wiem już, które wymagały większego nakładu czasu, a które można było spokojnie skrócić.
Uczestnicy mieli świadomość, że pracują dla kogoś i ciąży na nich odpowiedzialność, czasami musieliśmy przeprowadzać poważne rozmowy na temat ich podejścia do pracy. To były właściwie mini warsztaty z życia (zawodowego), a nie szkoła.
Podeszłam do tematu ilustracji bardzo zawodowo – wszyscy warsztatowicze umieją rysować, zostali wybrani na podstawie przesłanych portfolio, nie miałam więc planu uczyć ich rysować. Chciałam pokazać, że to co jest ich pasją i twórczą ekspresją, może stać się również ich pracą zawodową, ale to wymaga już konkretnych umiejętności i odpowiedniego podejścia do zadań. Tego się więc uczyliśmy.
Podeszłam do tematu ilustracji bardzo zawodowo – wszyscy warsztatowicze umieją rysować, zostali wybrani na podstawie przesłanych portfolio, nie miałam więc planu uczyć ich rysować. Chciałam pokazać, że to co jest ich pasją i twórczą ekspresją, może stać się również ich pracą zawodową, ale to wymaga już konkretnych umiejętności i odpowiedniego podejścia do zadań. Tego się więc uczyliśmy.
Chciałam traktować ich na równi – jak ilustratorów, artystów, ludzi z własną wizją – powiedziałam im na wstępie, że nie będę oceniała ich prac i mówiła co mi się podoba, a co nie. Każdy ma na ten temat swoje zdanie, ja mogę mieć takie, a Scott Schuman takie i kto miałby rację? Nie ma tu obiektywnych zasad oceny estetycznej, są natomiast pewne obiektywne zasady jeśli chodzi o prezentację projektów, pracowanie z terminem, zgodność z briefem, research. To są rzeczy, których trzeba się nauczyć.
Myślę, że uczestnicy wykonali kawał dobrej roboty i mam nadzieję, że oglądając teraz swoje prace – między innymi w wystawowych gablotach w jednym z warszawskich sklepów lub na stronach Harper’s Bazaar są z siebie dumni.
Myślę, że uczestnicy wykonali kawał dobrej roboty i mam nadzieję, że oglądając teraz swoje prace – między innymi w wystawowych gablotach w jednym z warszawskich sklepów lub na stronach Harper’s Bazaar są z siebie dumni.
Prace Huberta robiły na wszystkich bardzo duże wrażenie i nikogo nie pozostawiały obojętnym. To jest dla ilustratora zawsze duży plus, ale też i minus, z którym będzie musiał sobie w życiu zawodowym radzić. Cieszę się, że jego prace zostały docenione przez jury, myślę, że mało jest tak dojrzałych ilustratorów – nie w sensie techniki wykonania ilustracji, bo tu nie może być mowy o „skończonym” dziele, ale w kwestii stylu i pewnej wizji. Wszyscy warsztatowicze mają ciekawą kreskę i bardzo dobrze rysują, ale właściwie tylko o Hubercie można było powiedzieć, że jest już ilustratorem. To samo w sobie jest dość zabawne, bo nie jestem pewna, czy on sam by się tak nazwał – pierwszego dnia chciałam go odesłać do Rafała Antosa, bo wolał warsztaty projektowania mody.
Podczas obrad jury bardzo długo dyskutowało nad tym kto powinien wygrać warsztaty ilustracji. Prace Huberta zapadają w pamięć. Po obejrzeniu wszystkich prac, faktycznie najbardziej pamiętaliśmy prace Huberta. I tak jak powiedziała Olka, charakterystyczna kreska to jego wielki atut.
A co o samych warsztatach sądzi Hubert?
Hubert Kołodziejski: Warsztaty dały mi przede wszystkim praktyczną wiedzę w zakresie pracy ze zleceniodawcami. Podstawowym ich celem przede wszystkim wpojenie nam zasad, jakie rządzą rynkiem polskiej ilustracji. Olka na samym początku zapowiedziała, że nie będzie to jedynie radosna twórczość, lecz wymagająca praca z klientem, niejednokrotnie bardzo trudnym klientem. Warsztaty pomogły mi jeszcze bardziej wyodrębnić swój styl oraz wpłynęły na to jak postrzegam prace ilustratora.
Bardzo dobrze współpracowało mi się z Olką. Oczywiście nie obyło się bez burzliwych dyskusji, jednak w mojej ocenie to ogromny plus pracy w grupie. Uważam, że choć krótki, pobyt Pani Barbary Hulanicki, wywarł ogromny wpływ na nasze prace.
Co do głównej nagrody …..waham się wciąż pomiędzy kursem ilustracji a projektowaniem ubioru ponieważ jestem 50/50 projektantem i ilustratorem.
Hubert Kołodziejski: Warsztaty dały mi przede wszystkim praktyczną wiedzę w zakresie pracy ze zleceniodawcami. Podstawowym ich celem przede wszystkim wpojenie nam zasad, jakie rządzą rynkiem polskiej ilustracji. Olka na samym początku zapowiedziała, że nie będzie to jedynie radosna twórczość, lecz wymagająca praca z klientem, niejednokrotnie bardzo trudnym klientem. Warsztaty pomogły mi jeszcze bardziej wyodrębnić swój styl oraz wpłynęły na to jak postrzegam prace ilustratora.
Bardzo dobrze współpracowało mi się z Olką. Oczywiście nie obyło się bez burzliwych dyskusji, jednak w mojej ocenie to ogromny plus pracy w grupie. Uważam, że choć krótki, pobyt Pani Barbary Hulanicki, wywarł ogromny wpływ na nasze prace.
Co do głównej nagrody …..waham się wciąż pomiędzy kursem ilustracji a projektowaniem ubioru ponieważ jestem 50/50 projektantem i ilustratorem.
Miło nam poinformować, że Hubert wykonał cykl grafik do zimowego numeru Fashion Magazine. A kilka dni temu znana dziennikarka i blogerka Diana Pernet pokazała je na swoim blogu. Gratulujemy!
