
Paweł Zawiślak to jedna z najbardziej barwnych osobowości w historii naszego Festiwalu. Prawie dwa lata temu, wziął udział w warsztatach ilustracji pod okiem Tomka Sadurskiego, podczas których zdobył wyróżnienie. Od tamtego czasu wiele się w życiu artysty zmieniło. Przeprowadził się do Moskwy i właśnie przygotowuje swoją indywidualną wystawę w Polnisches Institut w Berlinie. Udało nam się z nim porozmawiać chwilę przed jej otwarciem.
REKLAMA
Jak wspominasz Art & Fashion Festival i warsztaty ilustracji?
To było bardzo fajne doświadczenie. Nauczyłem się być asertywnym, bronić swoich racji.
Nauczyłem się też pracować w miejscu publicznym, gdzie nie spędza się czasu z ludźmi, których znasz i czujesz się z nimi swobodnie, a ludźmi zupełnie nieznajomi, przechodniami, co sprawdza się dziś, kiedy mogę wykonywać pracę wszędzie gdzie chcę, w metrze, samolocie, kawiarni czy parku. Warsztaty bardziej ukształtowały mój charakter niż zdolności manualne. Te aspekty znałem już po studiach na Akademii Sztuk Pięknych.
Nauczyłem się też pracować w miejscu publicznym, gdzie nie spędza się czasu z ludźmi, których znasz i czujesz się z nimi swobodnie, a ludźmi zupełnie nieznajomi, przechodniami, co sprawdza się dziś, kiedy mogę wykonywać pracę wszędzie gdzie chcę, w metrze, samolocie, kawiarni czy parku. Warsztaty bardziej ukształtowały mój charakter niż zdolności manualne. Te aspekty znałem już po studiach na Akademii Sztuk Pięknych.
Na warsztatach udało mi się poznać kilku interesujących ludzi. Kilku z nich już znałem, jak Anię Orską, która prowadziła mnie, kiedy kilka lat temu odbywałem staż w firmie W.KRUK, gdzie była wówczas główną projektantką, jak Marcina Różyca czy Hanię Rydlewską, którzy wręczyli mi Nagrodę Specjalną w konkursie Grafex. Na warsztatach poznałem Piotra WP Onaka, z którym doszło później do współpracy przy kolekcji marki POLYGON. Poznałem też Michaela Okraja.
Jak dzisiaj widzisz swoją pracę?
Nie czuję się ilustratorem, nie tworzę w 3 dni pracy okładkowej bo zwykle kończy się to słabą jej jakością, czymś z czego nie jestem zadowolony, jest okraszone ogromnym stresem, a i tak nie ma pewności, że praca się spodoba, trafi do druku i otrzymam za nią wynagrodzenie. Moje prace powstają od 2 tygodni do 1,5 miesiąca ze względu na pracochłonną technikę jaką się posługuję.
Przyjmujesz wszystkie zlecenia?
Staram się nie robić czegoś, w co nie wierzę. Postanowiłem tworzyć więcej prac dla siebie samego, to co czuję, bez ograniczeń. Wszystko jest wówczas zależne ode mnie. To ja ustalam zasady i ja bawię się konwencjami. Te prace zazwyczaj mają zupełnie inny charakter, są dla mnie dużo ważniejsze bo więcej przy nich eksperymentuję ze względu na brak jakichkolwiek ograniczeń tematycznych czy ram czasowych. Powstają w bardziej spokojny sposób. Mam czas na głębszą analizę i próby zwizualizowania uczuć. To również moment kiedy mogę sobie pozwolić na popełnianie błędów, a przez to naukę i doskonalenie warsztatu.
Od zawsze dużo bardziej ceniłem sobie rzeczy wykonane ręcznie, nieco koślawe, nierówne a przez to charakterne, dlatego do dzisiaj staram się wykonywać swoje prace ręcznie i nie ingerować zbyt mocno nowinkami technicznymi a ilustracje powinny powstawać dość szybko dlatego wielu ilustratorów pracuje głównie komputerowo. Nie mam problemu z obsługiwaniem programów graficznych ale nie sprawia mi to żadnej przyjemności.
To, co robię świetnie określił prowadzący warsztaty AFF Tomek Sadurski, powiedział: "To nie ilustracje, to malarstwo."
Tworzysz do magazynów to jesteś ilustratorem, rysujesz - jesteś rysownikiem, malujesz - jesteś malarzem, nosisz brodę - jesteś Arabem albo studentem z Yeshiva, czytasz - jesteś nerdem, nie czytasz -jesteś głupi. Najprostsze co można zrobić to zaszufladkowanie, zamykanie w ramach i tworzenie schematów, a ja nie chcę poddawać się żadnym ograniczeniom.
Jeśli chodzi o to czy wcześniej chciałem zająć się sztuką czy też nie, to tak, chciałem i chcę robić sztukę i wysoką i użytkową.
Nad czym aktualnie pracujesz?
Obecnie przygotowuję swoja indywidualną wystawę w Polnisches Institut w Berlinie. Podjąłem długotrwałą współpracę z marką Doroty Zielińskiej i Czesława Mozila (Czesiociuch) i moskiewskim Time Out Barem.
Jak doszło do wystawy w Berlinie?
Wspomniany wcześniej Michael Okraj zaprosił mnie do tej wystawy. Człowiek, który jest świetnym Wydawcą, Projektantem i Kuratorem, a dodatkowo sympatycznym i interesującym człowiekiem. Bardzo go cenię i mocno mu ufam, dlatego cieszę się, że ta wystawa powstaje właśnie we współpracy z Michaelem.
Prace Pawła możecie obejrzeć na jego stronie: kropkikreski, a informacje o wystawie znajdziecie tutaj
