Bogatsi o nowe obiekty i nowe doświadczenia zbliżyliśmy się do standardów, które niegdyś były sennym marzeniem. Dzisiaj stają się normą…
REKLAMA
Niezależnie od wyników narodowej drużyny powodów do radości mamy bez liku. Doświadczenia pierwszych dni Euro 2012 pokazały, że może być i jest pięknie. W sobotnie przedpołudnie, dzień po meczu otwarcia, przemierzałem Warszawę rowerem, ciesząc się z wysprzątanych ulic, kawiarnianych ogródków i kolorowego tłumu na deptakach, których zawsze nam brakowało. Gdzie się podział niegdysiejszy swojski rozgardiasz? Ponad bladą przeciętność wzniosły się barwne areny pełne gwiazd światowego formatu. Nawet historia autostrady A2, u niektórych budząca ironiczny uśmiech, jest przykładem – nomen omen – budującym. Europa wtargnęła do nas z pieśnią kibica na setkach tysięcy ust!
Miło szaleć, kiedy czas po temu. Cieszmy się i hołdujmy dobrej zabawie, wszakże to nasze pięć minut. Za kilkanaście dni wielka impreza przejdzie do historii i wrócimy z obłoków na ziemię. Rzeczywistość nie będzie już jednak ta sama. Bogatsi o nowe obiekty i nowe doświadczenia zbliżyliśmy się do standardów, które niegdyś były sennym marzeniem. Dzisiaj stają się normą, która – chcemy czy nie - wyznacza ‘nowy ład’ w życiu publicznym. Błędem jednak byłoby budować go selektywnie tzn. tylko w wybranych dziedzinach. Porządek transponujący prawo europejskie domaga się poszanowania w całości, zwłaszcza tam, gdzie jest najbardziej potrzebny. Pisząc o zdrowiu mam na myśli przede wszystkim dyrektywę o tzw. transgranicznej opiece zdrowotnej, która do przyszłego roku powinna zostać zaadaptowana do naszych przepisów. Zacytuję z niej tylko jeden fragment: „Rada uznała, że istnieją wspólne dla całej Unii wartości i zasady dotyczące sposobu, w jaki systemy opieki zdrowotnej odpowiadają na potrzeby ludności i pacjentów, którym służą. (…) W związku z tym państwa członkowskie powinny (…) dopilnować, aby wszyscy pacjenci byli jednakowo traktowani ze względu na ich potrzeby w zakresie opieki zdrowotnej, a nie ze względu na państwo członkowskie ubezpieczenia.” W ostatnim zdaniu zawiera się faktycznie wspólny postulat wszystkich środowisk. Na niczym innym nam (pacjentom, lekarzom, przedsiębiorcom) nie zależy, jak tylko na opiece zdrowotnej odpowiadającej rzeczywistym potrzebom. Nie respektują one bowiem podziałów politycznych ani administracyjnych, zwłaszcza dzisiaj, kiedy na granicach nie ma już szlabanów. I chociaż „dyrektywa nie narusza swobody każdego państwa członkowskiego do decydowania o rodzaju opieki zdrowotnej, jaki uważa za właściwy” pamiętajmy, że mamy bezgraniczne prawo do opieki zdrowotnej nie gorszej niż nasi sąsiedzi. Zróbmy więc (razem!) wszystko, aby dać sobie szansę na korzystanie z tego prawa. Po Euro powinno być łatwiej…
