Dobre prawo powinno gwarantować ochronę interesów wszystkich stron. Po to, by żadne środowisko – ani lekarze, ani politycy, ani przedsiębiorcy - nie podporządkowało zdrowia publicznego swoim interesom.
REKLAMA
Jeden z poważniejszych tygodników opinii w niebanalny sposób przywołuje temat zdrowia publicznego, cytując obszernie intrygujący raport pt. „Strategic Scenarios 2020. The Future of CEE Healthcare” Jego autorami są równie poważni, co poważani eksperci, panowie Adam Kozierkiewicz i Adam Kruszewski oraz praktykujący w USA kardiolog Jan P. Skowroński. Uznając, że kondycja ochrony zdrowia w państwach naszej części Europy jest porównywalna, zaprosili oni do współpracy reprezentujących różne środowiska kolegów z krajów sąsiednich. Wspólnie pokusili się o stworzenie kilku alternatywnych scenariuszy na najbliższe 8 lat. Różni je wiele. Przede wszystkim dominująca grupa interesu. Możemy więc prześledzić jak wyglądałaby przyszłość ochrony zdrowia wykuwana pod dyktando środowiska lekarskiego, biurokracji lub przemysłu.
Mimo dramatycznych rozbieżności są w nich także podobieństwa. System zdominowany przez jedną z grup – nieważne którą – robi wszystko, by chronić jej partykularny interes. Dobro pozostałych pozostawia w głębokim poważaniu. Oczywiście z ‘dobrem pacjenta’ na czele, jakkolwiek wszyscy równie gorliwie umieszczają je na swoich sztandarach. Z perspektywy chorego wydaje się nie mieć znaczenia, czy ‘rząd dusz’ sprawują lekarze, urzędnicy czy przedsiębiorcy. Każdy dyktat kradnie pacjentowi autonomię i prowadzi do łamania jego praw. Dlatego autorzy raportu przeciwstawiają trzem czarnym scenariuszom jeden jasny. Zgodnie z nim władza i pieniądze trafiają w ręce pacjentów (czyli obywateli), którzy nareszcie wolni od zewnętrznych wpływów nabierają świadomości i organizują się by sprawować faktyczną kontrolę nad ochroną – ich własnego przecież - zdrowia...
Zachowując zdrowy dystans do odmalowanych powyżej wizji, nie sposób nie dostrzec w nich ‘złotej’ zasady. System opieki będzie stabilny, jeśli interesy jego uczestników będą się wzajemnie równoważyć. Warunkiem zaś równoważenia interesów jest równowaga interesariuszy. Każde rozwiązanie, które foruje jedną ze stron kosztem innych narusza stabilność i prowadzi do nadużyć. Hasło ‘cała władza w ręce pacjentów’ brzmi utopijnie i budzi uśmiech. Ale ‘autonomia pacjenta’ jest już pojęciem stosowanym powszechnie. Choć póki co częściej w teorii niż w praktyce, to obrońcy medycznego paternalizmu powoli odchodzą do lamusa. Skoro zatem przekonujemy się, że dzięki zdrowej relacji lekarz - pacjent obie strony zyskują więcej, warto spróbować nadać tej relacji wymiar „systemowy”.
W ubiegłotygodniowym tekście o korupcji pozwoliłem sobie na opinię, że skuteczniejsze od inwigilacji są jasne reguły gry i społeczny nadzór nad ich przestrzeganiem. Czytelnikom pytającym o co chodzi spieszę z wyjaśnieniem. Dobre prawo powinno gwarantować ochronę interesów wszystkich stron. Po to, by żadne środowisko – ani lekarze, ani politycy, ani przedsiębiorcy - nie podporządkowało zdrowia publicznego swoim interesom. W zrównoważonym otoczeniu automatycznie wzmacnia się pozycja konsumenta (pacjenta), ponieważ jego opinię muszą brać pod uwagę wszyscy. On jeden wie z własnego doświadczenia, czy system działa prawidłowo. Tym samym – nolens volens – trzyma nad nim pieczę. I właśnie o to chodzi...
