Decyzje dotyczące wydatków na zdrowie sięgają dużo dalej niż szpital, przychodnia czy apteka. Powinny być zatem podejmowane świadomie i w porozumieniu pomiędzy resortami zdrowia, gospodarki, finansów, pracy i polityki społecznej

REKLAMA
W trakcie zakończonego niedawno XXII Forum Ekonomicznego w Krynicy największą frekwencją cieszyło się Forum Ochrony Zdrowia. Nieprzypadkowo jego motywem przewodnim było hasło „Zdrowie dla gospodarki”. Zwykle patrzymy na ekonomikę zdrowia z perspektywy klinicznej i społecznej, dostrzegając jedynie rosnące z roku na rok koszty opieki. Wyzwania stawiane przez zmiany demograficzne i kryzys finansów publicznych pokazują wymiar makroekonomiczny zdrowia. Uczymy się traktować je jako inwestycję...
Od kilkunastu miesięcy z pierwszych stron gazet nie znikają tytuły mówiące o starzeniu się społeczeństwa, zmianach struktury społecznej, wydłużaniu wieku emerytalnego etc. Obecnie 13,5% naszego społeczeństwa stanowią osoby powyżej 65 roku życia. Wg prognoz w roku 2030 będzie ich (nas!) 27 – 30%. Wyniki powszechnego spisu ludności z roku 2003 pokazały populację osób powyżej 100 roku życia liczącą 1517 osób. W roku ubiegłym było ich już ponad 3000. Po gruntownym zbadaniu tej grupy wykazano, że u znakomitej większości z nich do 55 roku życia nie stwierdzono objawów choroby przewlekłej. Zatem inwestycje w zdrowie publiczne skutkują nie tylko długością, ale i jakością życia...
Makroekonomiczny wymiar zdrowia, to także pomijane często tzw. pośrednie koszty choroby. Skutkiem braku skutecznego leczenia jest utrata funkcji społecznych i życiowych. Towarzyszy im zazwyczaj brak możliwości zarobkowania i konieczność korzystania ze świadczeń socjalnych. Często niezbędne jest zaangażowanie rodziny do opieki, przeorganizowanie życia swojego i bliskich, rezygnacja z planów wielu ludzi... Koszty tego stanu ponoszą przede wszystkim najbliżsi, choć w rzeczywistości nie omijają one żadnego podatnika. Przykłady znaleźć można we wszystkich dziedzinach życia i medycyny. Wśród osób chorych na padaczkę koszty pośrednie stanowią aż 86% wszystkich kosztów związanych z tą chorobą. W przypadku schorzeń narządu ruchu odsetek ten sięga 75%, zaś w niektórych chorobach zapalnych nawet znacznie go przewyższa. Zgodnie z opublikowanym w roku 2010 raportem Uczelni Łazarskiego pt. „Stan opieki reumatologicznej w Polsce” łączne wydatki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych związane w chorobami reumatycznymi wyniosły ponad 4,5 miliarda złotych, podczas gdy łączna wartość wszystkich świadczeń medycznych dla tej grupy chorych nie przekroczyła 400 milionów. Czy taka dysproporcja jest nieunikniona? Chyba nie zawsze. Dla porównania - w naszym społeczeństwie około połowa chorych na stwardnienie rozsiane korzysta z rent z tytułu niezdolności do pracy, podczas gdy w Danii i Austrii jedynie 20%. Wygląda na to, że inwestycja w skuteczne leczenie zwyczajnie się opłaca...
Wynika z tego, że decyzje dotyczące wydatków na zdrowie sięgają dużo dalej niż szpital, przychodnia czy apteka. Powinny być zatem podejmowane świadomie i w porozumieniu pomiędzy resortami zdrowia, gospodarki, finansów, pracy i polityki społecznej. Co do tego zgodzili się wszyscy uczestnicy Forum. Pozostaje ufać, że będą o tym pamiętać po powrocie za ministerialne biurka...