Przesłaniem poprzedniego tekstu była potrzeba inwestowania w zdrowie. Wbrew niektórym sugestiom apel powtórzony za uczestnikami krynickiego Forum dotyczył zdrowia w pełnym rozumieniu, nie tylko walki z chorobą...
REKLAMA
Przesłaniem poprzedniego tekstu była potrzeba inwestowania w zdrowie. Pośród komentarzy znalazłem upomnienie, że ograniczam się li tylko do interwencji farmakologicznej. Zdaję sobie sprawę, że dość łatwo można mi przypisać chęć wynoszenia farmakoterapii ponad inne aktywności. Wbrew temu jednak w żadnym akapicie taka sugestia się nie pojawia. Przy pomocy leków walczymy z chorobą, pamiętając, że pojęcie zdrowia nie jest tożsame z jej brakiem. Dla porządku przywołam znaną wszystkim definicję WHO, zgodnie z którą zdrowie jest synonimem pełnego dobrostanu fizycznego, psychicznego i społecznego. Z pewnością trudniej go osiągnąć ludziom chorym, dla których interwencja farmakologiczna jest nie do przecenienia. Tym niemniej apel, powtórzony nb. za uczestnikami Forum, dotyczył inwestycji w zdrowie, nie w walkę z chorobą.
Powszechnie wiadomo, że jakość i długość życia tylko w 10% zależy od opieki medycznej, w 30% od uwarunkowań genetycznych i środowiskowych, natomiast w 60% od stylu życia. W tym z pewnością tkwi zasadnicza przyczyna wysokich wskaźników umieralności i śmiertelności w naszym kraju. Także z tego powodu leki działają mniej skutecznie niż mogłyby. Świadomość tego wyzwania nie owocuje jak dotąd skutecznymi rozwiązaniami. Wbrew pozorom na zdrowie publiczne przeznaczamy wcale niemałą kwotę. Łączne wydatki MZ, NFZ i samorządów na profilaktykę oraz promocję zdrowia przekraczają 2 mld PLN rocznie. Większość tej kwoty jest konsumowana w postaci badań przesiewowych oraz szczepień. Są to jednak często programy odtwórcze, rozproszone, pozbawione koordynacji i przez to nieefektywne. Padają bowiem na grunt, który z powodu braku regulacji prawnych leży odłogiem. Wciąż nie mamy ustawy, która określiłaby jednoznacznie kto, co i w jaki sposób winien robić dla poprawy zdrowia publicznego. Tradycyjnie w ostatnich latach powstało kilka projektów, które zapełniły jedynie ministerialne szuflady...
W obliczu zmian demograficznych i kryzysu problem nabiera wymiaru pokoleniowego. Jeżeli dziś nie zaczniemy edukować w tym kierunku dzieci i modelować u nich prozdrowotnych zachowań, za 20 - 30 lat nie będą w stanie zarobić na nasze emerytury. Mało tego, będzie im trudno zarobić nawet na własną opiekę . Ostatnio wiele mówi się na temat Holandii, kóra cieszy się jednym za najbardziej efektywnych systemów zdrowotnych. Nie bez kozery holenderskie maluchy od lat zaczynają przedszkolną edukację od nauki mycia rąk i wydmuchiwania nosa. Ciekawe w jakim stopniu pozwala to zracjonalizować zużycie antybiotyków?
Oczywiście do promowania zdrowego trybu życia nie jest konieczna ustawa. Wystarczy pomysł i determinacja. Ramy prawne są jednak niezbędne po to, by działania wielu ludzi i instytucji zmierzały w jednym kierunku. Jak powiedział obecny na Forum wiceminister zdrowia Igor Radziewicz – Winnicki „Ustawa o zdrowiu publicznym ma za zadanie przede wszystkim wprowadzać interstrukturalność, współpracę z różnymi sektorami oraz wpływać na racjonalizację wydatków”. Długo dyskutowano na temat współpracy między resortami. Nie wspomniano jednak o potrzebie otwarcia się na inne środowiska, także biznesowe. Sektor farmaceutyczny, choć ostatnio nieco zubożał, wciąż do najbiedniejszych nie należy. Dlaczego nie można w majestacie prawa zaangażować go „strukturalnie” i „systemowo” w działania na rzecz zdrowia publicznego? Rozumiem, że współpraca z koncernami tytoniowymi trąciłaby hipokryzją. Ale firmy produkujące leki nie są w opozycji do edukacji i profilaktyki. Wręcz przeciwnie, często robią to we własnym zakresie, ponieważ jak dotąd współpraca z nimi jest dla resortu zdrowia niepoprawna politycznie. Zróbmy wreszcie tę ustawę i zaprośmy do współpracy wszystkich, którzy mają chęci i możliwości...
