REKLAMA
12 października na całym świecie obchodzony jest Światowy Dzień Reumatyzmu. U mniej wtajemniczonych czytelników ta informacja może wywołać uśmiech. No bo jak to? W potocznym rozumieniu reumatyzm to przecież pospolite „łamanie w kościach”. Z pewnością dokuczliwe, ale żeby od razu zasługiwało na międzynarodowe obchody? Tymczasem rzeczywistość – jak zawsze – zaskakuje i uczy pokory. Choroby narządu ruchu mają różną etiologię. Spora część z nich jest faktycznie wynikiem postępujących z wiekiem zmian zwyrodnieniowych. Sedno problemu tkwi jednak gdzie indziej. Ogromną rzeszę chorych stanowią osoby w kwiecie wieku, pełne życiowych planów i marzeń, które próbuje im pokrzyżować zbuntowany układ immunologiczny. U nich bowiem podłożem choroby jest trwający przez lata proces zapalny. Nie dość, że niszczy stawy, to jeszcze czyni spustoszenie w większości układów i narządów...
Nikt jeszcze dokładnie w Polsce nie policzył chorych na reumatoidalne zapalenie stawów (RZS). Szacuje się jednak, że problem dotyka około 1% populacji. Zatem można się spodziewać, że żyje wśród nas ponad 300 tysięcy reumatyków. To jakby całkiem duże miasto. Dość zresztą szczególne, ponieważ jego mieszkańcy mają w większości od 30 do 50 lat, wśród nich zaś kobiet jest trzy razy więcej niż mężczyzn. Niewiele o nich wiemy. Rzadko kiedy głośno manifestują swoje dolegliwości. Choroba trwa latami. Jej objawy - przewlekły ból, dysfunkcja narządu ruchu, ciągłe zmęczenie, częsta depresja – ma prawo zostawić trwały ślad na duszy. Brak dostępu do skutecznego leczenia szybko prowadzi do niepełnosprawności. Ta z kolei nierzadko wyklucza z życia zawodowego, społecznego czasem też rodzinnego. Ciągła walka z bólem i bariery na każdym kroku zwykle nasilają apatię, która nie sprzyja upominaniu się o swoje prawa. Może dlatego głos reumatyków trudno usłyszeć. Może ciężko mu się przebić przez gromkie wołanie innych, wzorowo zorganizowanych środowisk?
Badania wykazały, że tylko 38% chorych na RZS jest ogólnie zadowolonych z życia. Dowiedziono ponadto, że choroba najsilniej oddziaływuje na sytuację zawodową i kondycję finansową pacjentów. Przed wystąpieniem pierwszych objawów znakomita większość z nich pracuje zarobkowo. Po ujawnieniu się choroby w dość szybkim tempie chorzy tracą tę możliwość. Zgodnie z opiniami wielu ekspertów po 5 latach od pierwszych objawów pracuje jedynie połowa chorych, po 10 latach tylko 20%. Niestety Polska ma jeden z najniższych wskaźników zatrudnienia osób chorujących na RZS. W przedziale wiekowym 20 – 44 lata aktywnych zawodowo jest 64% kobiet i 77% mężczyzn, w przedziale 45 – 64 lata odsetek ten zmniejsza się do 44% kobiet i 60% mężczyzn. Dla porównania – w nieodległych krajach, które z pewnością nie są ani bogatsze ani lepiej rozwinięte gospodarczo (Łotwa i Estonia) aktywnych zawodowo jest 75% kobiet i 85% mężczyzn w wieku 20 – 44 oraz blisko 75% kobiet i mężczyzn w wieku 45 – 64 lata. A zatem sposoby na zapobieganie zawodowemu i społecznemu wykluczeniu osób chorujących na RZS są w zasięgu ręki...
Nie chodzi o to, aby w Światowym Dniu Reumatyzmu odbywały się okolicznościowe imprezy ku czci reumatyków ani tym bardziej, by robić z nich męczenników. To dzielni ludzie, którzy przez lata doświadczeń nauczyli się stawiać czoła przeciwnościom. Po prostu tego dnia warto posłuchać ich głosu. Posłuchać jak walczą z chorobą i jej konsekwencjami, czego im brakuje, co sami mogą nam zaoferować. Z pewnością chcieliby żyć normalnym życiem. Mieć rodziny, pracować, uprawiać ogródek, spacerować po lesie... Medycyna i rehabilitacja potrafią powstrzymać postęp choroby. Polityka społeczna zna sposoby na aktywizację i eliminowanie barier. Tylko za często są one poza zasięgiem chorego, czego skutków doświadczamy wszyscy. Trzysta tysięcy reumatyków żyje wśród nas. Dobrze przypomnieć sobie o tym przynajmniej raz do roku...
