W naszych realiach niezależna wycena usług medycznych jest mitem. Każda próba oszacowania ich wartości będzie zdeterminowana przez cel, który chcemy osiągnąć. Pracą u podstaw, którą powinniśmy wykonać w pierwszej kolejności, jest racjonalna adaptacja obowiązujących w Europie standardów postępowania...

REKLAMA
„Proponujemy stworzenie niezależnej, nowoczesnej agencji, której zadaniem będzie nadzór nad sposobem wydawania pieniędzy, jakością i niezależna wycena procedur” – powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej minister Bartosz Arłukowicz. O tym, że diagnostyka i leczenie powinny zostać wycenione bardziej adekwatnie do rzeczywistości słychać od wielu lat. Jakkolwiek próby przekładu tych słów na język konkretu nie podjął jak dotąd nikt. Jak wielką pokładamy nadzieję w prawidłowej wycenie świadczyć może przymiotnik ‘niezależna’. W domyśle ma prawdopodobnie oznaczać tyle co ‘realna’. Po chwili zastanowienia nasuwa się jednak nieodparte pytanie – jeśli niezależna, to od kogo względnie od czego?
Puśćmy wodze fantazji. Na rozkaz ministra powstaje ex machina instytucja wolna od wszelkich wpływów politycznych, biznesowych i środowiskowych. Woparciu o istniejące standardy medyczne oraz skrupulatnie policzone koszty dokonuje modelowej wyceny wszystkich (lub chociaż najczęściej wykonywanych) badań i zabiegów. Usunięcie wyrostka robaczkowego? Proszę bardzo. Diagnostyka nadciśnienia tętniczego? Służę uprzejmie. Wszczepienie endoprotezy biodra u chorego z cukrzycą i niewydolnością krążenia? Jedną chwilkę, tylko włączę komputer... Niezależnie (!) od tego kto, gdzie i jak wykona operację wycena jest wyceną. Brać, wybierać, decydować i niczego nie żałować...
Każdy, kto choć przez chwilę zetknął się z administrowaniem ochroną zdrowia wie, że na wycenę usługi składają się zasadniczo dwa elementy tj. ludzka praca i zużyte materiały. Ilość godzin pracy lekarza, pielęgniarki czy fizjoterapeuty pomnożona przez stawkę godzinową pozwala wyliczyć składową „ludzką”. Dopełnia ją łączna wartość igieł, strzykawek, drenów, ampułek, kapsułek etc. Proste jak parasol. Problem powstaje przy próbie jego otwarcia. Kto bowiem arbitralnie ustali jak długo powinna trwać np. operacja usunięcia wyrostka oraz ile czasu spędza przy stole chirug, instrumentariuszka czy anestezjolog? W dojrzałych systemach ten „wzorzec” określa się zwykle na podstawie skrupulatnego badania ankietowego wykonywanego przez odpowiednio wyszkolone osoby. Teoretycznie można z niego skorzystać. Ale biorąc pod uwagę różnice, jakie dzielą systemy zdrowotne, czy wycena operacji wykonanej w Polsce na podstawie niemieckiego czasu pracy faktycznie odpowiadałaby rzeczywistości? Można oczywiście próbować samemu, ale to wymaga czasu i pieniędzy, a nade wszystko jednolitego standardu postępowania. Bez niego każdy szpital, oddział czy lekarz ma prawo działać po swojemu. Zakładając najlepszą wolę u wszystkich, nie sposób wierzyć, że nie będzie różnic.
Jeszcze większy problem byłby z określeniem wg jakiej stawki godzinowej należy wyliczyć wartość tej pracy. Na podstawie realnych płac czy oczekiwań środowiska? Na podstawie wynagrodzeń w województwie mazowieckim czy podkarpackim (charakteryzujących się odpowiednio najwyższym i najniższym przeciętnym wynagrodzeniem)? A może na podstawie wirtualnej kwoty ‘uśrednionej’ siłami urzędniczymi?
Próba policzenia zużytych leków, gazików i strzykawek, przy braku jednolitego standardu postępowania, także zidentyfikowałaby ogromne rozbieżności. Żaden z możliwych wariantów (minimalny, maksymalny czy uśredniony) nie będzie obiektywny. Będzie zatem ‘zależny’ od woli instytucji dokonującej wyceny. Ponadto należy pamiętać, że zatrudnieni w niej urzędnicy, działając w najlepszej wierze, nie posiądą wystarczającej wiedzy specjalistycznej. Z konieczności skorzystają z wiedzy ekspertów, którzy – powtórzę po raz kolejny – przy braku jednolitych standardów będą się kierowali własnym doświadczeniem. Gdzie zatem niezależność?
Rzeczywisty koszt usługi oferowanej przez szpital jest dodatkowo powiększony o tzw. narzut kosztów pośrednich. Oznacza to, że ta sama operacja w szpitalu, który ma porządny oddział ratunkowy i działający 24 godziny i 7 dni w tygodniu rezonans magnetyczny, musi kosztować więcej niż w szpitalu z cichą i spokojną izbą przyjęć oraz pracownią rentgenowską działającą od poniedziałku do piątku w godzinach 8 - 13. Ponieważ z pieniędzy otrzymanych za tę operację jeden musi utrzymać SOR i kosztowną diagnostykę, inny zaś nie... To tyle, jeśli chodzi o tzw. zasoby. A co z wynikami leczenia? Czy nie powinny mieć wpływu na wycenę usług świadczonych przez, bądź co bądź, bardzo różne placówki?
W naszej sytuacji niezależna wycena świadczeń zdrowotnych jest mitem. Każda próba oszacowania wartości usługi będzie zdeterminowana przez cel, który chcemy osiągnąć. Pracą u podstaw, którą powinniśmy wykonać w pierwszej kolejności jest możliwie racjonalna standaryzacja postępowania diagnostycznego i leczniczego. I naprawdę nie ma potrzeby wyważać otwartych drzwi, spokojnie można skorzystać z rozwiązań sprawdzonych w Europie. A kiedy już zaadaptujemy te standardy, przyjdzie czas na zajęcie się wyceną. Pamiętając wszakże, aby była ona ‘zależna’ właśnie od tych standardów...