Na przekór supozycjom, jakobym nie wiedział, co piszę, z rozmysłem powtarzam wniosek z ubiegłego tygodnia. Bez ustalonych norm obiektywna wycena świadczeń medycznych nie istnieje...
REKLAMA
Na przekór supozycjom niektórych Komentatorów, jakobym nie wiedział o czym piszę, z rozmysłem pozostaję „w temacie” z ubiegłego tygodnia. Domyślam się, że doświadczenia pomagają Panom formułować inne od moich diagnozy. Tymczasem moje osobiste nakazują mi trwać przy własnym zdaniu. Errare humanum est. Jeśli więc mijam się z rzeczywistością, proszę wskazać mój błąd.
Każda próba oszacowania wartości jakiejkolwiek usługi – niekoniecznie medycznej – wymaga istnienia – proszę wybaczyć niezbyt eleganckie słowo - ‘normatywu’. Wg Słownika Języka Polskiego jest nim „wskaźnik norm, według których ma być wykonana jakaś praca”. Wiedzą o tym Szwajcarzy i Niemcy, ponieważ takie normy przez lata metodycznej pracy sami wypracowali. Wiedzą o tym szczególnie Anglicy z NICE, którzy własnoręcznie tworzą wytyczne kliniczne dotyczące diagnostyki i leczenia chorób stanowiących największe wyzwanie dla Brytyjczyków. Przy okazji tytułem wyjaśnienia – NICE nie jest instytucją, która dokonuje wyceny. Jest niezależną (!) organizacją powołaną w 1999 roku jako tzw. Special Health Authority w celu tworzenia krajowych zaleceń i wytycznych dotyczących zapobiegania i leczenia chorób. Zgodnie z powyższym, jako agencja oceny (nie wyceny) wydaje rekomendacje dotyczące leków, wyrobów medycznych oraz praktyki klinicznej. Od roku 2002 pozytywna opinia NICE jest wymagana dla ostatecznej decyzji instytucji Narodowej Służby Zdrowia (NHS) dotyczącej finansowania leczenia ze środków publicznych. Możliwie obiektywną wycenę świadczeń zdrowotnych w Wielkiej Brytanii warunkuje fakt, że świadczeniodawcy działający w ramach NHS są zobowiązani do stosowania wytycznych NICE w praktyce klinicznej. That’s the point! Ten oto brakujący w naszej rzeczywistości element starałem się ostatnio wypunktować.
Do jednej uwagi chcę się odnieść szczególnie. W jednym z komentarzy czytam - „Na pewno w Polsce jest wielu znakomitych klinicystów, ale trzeba dać im szanse. Autor tego bloga, przypuszczam, że jest odmiennego zdania.” Na jakiej podstawie Szanowny Komentator twierdzi, że zaprzeczam obecności w naszym kraju znakomitych klinicystów? Albo, że odbieram im szansę na sukces? W którym miejscu wyczytał Pan podobną bzdurę? Nie dość, że codziennie kibicuję ich pracy, to wielu mam zaszczyt znać osobiście. I prawdę mówiąc nie różnimy się zazwyczaj poglądami na polską medycynę. W szczególności na dotkliwy brak (dotkliwy dla wszystkich – pacjentów, lekarzy, urzędników i menadżerów) obowiązujących powszechnie zaleceń i wytycznych. Bowiem klinicyści, których zdanie jest dla mnie drogowskazem, coraz rzadziej uważają, że medycyna jest sztuką. Coraz częściej natomiast chcą opierać się na udowodnionych naukowo standardach. Tylko nieznośna lekkość podejścia do tematu ze strony tzw. kreatora polityki zdrowotnej sprawia, że w polskiej rzeczywistości krajowe zalecenia i wytyczne (właśnie krajowe, a nie lokalne czy środowiskowe) nie istnieją. I dopóki nie zaistnieją, każdy ma prawo robić, co uważa za słuszne. Bez wyjątku - lekarz, urzędnik czy menadżer. Między innymi dlatego poziom entropii w naszym systemie zdrowotnym sięga szczytów. Z rozmysłem powtórzę więc raz jeszcze. Bez ustalonych norm nie będzie obiektywnej wyceny. Point de rêveries, Messieurs!
