REKLAMA
Wstrząsająca historia pielęgniarki, która stała się ofiarą wybryku radiowych prezenterów uwidoczniła granice, których przekraczać nie wolno. Nie tylko w odniesieniu do wątpliwiej jakości dziennikarskich żartów. Także, a może przede wszystkim, granice dotyczące poszanowania prawa do intymności i tajemnicy każdego, kogo los postawił w niełatwej roli pacjenta. Niezależnie od tego, czy dotyczy to bohaterów kolorowych magazynów, czy „tylko” ich czytelników. Nieważne, czy problem zdrowotny ma charakter pozornie banalny, czy fatalny. Wścibstwo, ciekawość – to oczywiste, ale nawet zwykła troska - nic nie usprawiedliwia prób wykradania informacji o czyimkolwiek stanie zdrowia.
Kwestia jest wrażliwa, regulują ją zarówno normy moralne, obyczajowe jak i prawne. Chcąc uniknąć taniego kazania ograniczę się jedynie do interpretacji obowiązujących w naszym kraju przepisów. Z doświadczenia wiem, że znajomość praw pacjenta trudno nazwać powszechną. Stąd krótkie przypomnienie. W naszym porządku prawnym od 4 lat funkcjonuje całkiem nowoczesna ustawa (o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta), która reguluje m.in. problemy dotyczące prawa do informacji, do zachowania jej w tajemnicy czy do poszanowania intymności. Zgodnie z przepisami ustawy, to pacjent decyduje czy i komu ujawnić informację o stanie jego zdrowia. Ma on też „prawo do zachowania w tajemnicy przez osoby wykonujące zawód medyczny,w tym udzielające mu świadczeń zdrowotnych, informacji z nim związanych, a uzyskanych w związku z wykonywaniem zawodu medycznego.” Zdarzają się oczywiście przypadki szczególne, kiedy np. pacjent jest nieprzytomny lub nie ma z nim kontaktu. Ich analizę wolałbym pozostawić jednak jurystom, koncentrując się na sytuacjach bardziej codziennych. W nich bowiem najczęściej dochodzi do naruszenia wymienionego powyżej prawa, niejednokrotnie zresztą w dobrej wierze i szczerych chęciach...
W różnych miejscach i w różnym czasie miałem okazję zetknąć się z tym problemem osobiście. Czy to jako lekarz, czy administrator wielokrotnie bywałem adresatem pytań o stan zdrowia chorego, kierowanych nie tylko przez jego rodzinę czy tzw. urzędowych przedstawicieli. Czasem sytuacja jest z pozoru tak oczywista, że o prawie do tajemnicy łatwo zapomnieć. Tymczasem norma jest jednoznaczna. Chcesz udzielić informacji, wpierw zapytaj pacjenta, czy wyraża na to zgodę. Jeśli nie, musisz odmówić. Tertium non datur.
Różne bywają motywy tych pytań. Czasem jest to wspomniana powyżej troska, innym razem chęć wykorzystania odpowiedzi w mniej godziwym celu. Zdarzają się wszakże i tacy, którzy informacją o stanie zdrowia bliskiej osoby walczą na frontach rodzinnych lub towarzyskich. Zdeterminowani pytający uciekają się do różnych metod – proszą, grożą, próbują manipulować, działają z zaskoczenia. Zdarza się, że zwyczajnie oszukują, w dodatku tak sugestywnie, że trudno się przed nimi obronić.
Płynie stąd gorzka nauka, że lepiej narazić się na burę za nadmiar ostrożności, niż na konsekwencje naruszenia tajemnicy chorego. Lekarz czy pielęgniarka jest jej depozytariuszem. Zbyt późne uświadomienie sobie tej prawdy bywa tragiczne. Smutna historia siostry Jacinthy jest tego poruszającym przykładem...
