REKLAMA
Nie dziwię się tym z Państwa, którzy z nadejściem grudnia mieliby ochotę czmychnąć na antypody. Przedświąteczny festiwal marketingowego kuglarstwa stał się nie do wytrzymania. Sam reaguję wysypką na dźwięk tysięcznego „generyku” cukierkowego szlagieru z obowiązkowym ‘Christmas’ w tytule lub na widok po – ohoho! – kującego grubasa z czerwonym nosem, podszywającego się pod świętego Mikołaja zamiast – co byłoby bardziej zrozumiałe - renifera Rudolfa. Obijając się o siebie w zatłoczonych centrach handlowych i trąbiąc wściekle w korkach gigantach paraliżujących wszelki ruch przychodzi pokusa, aby zwiać jak najdalej od tego targowiska próżności...
Chociaż w tym szaleństwie jest coś wartego zauważenia. Spotkania, telefony czy emaile, których w tym czasie nie brakuje – kończy się rok i dopinają tzw. projekty – z reguły kończymy inaczej niż w pozostałych miesiącach. W natłoku spraw i gonitwie myśli znajdujemy, choćby z grzeczności, ułamek chwili i skrawek miejsca na dołączenie życzeń. Najczęściej spokoju i odpoczynku. I obowiązkowo zdrowia!
Pomijam duchowy wymiar Świąt, choć zważywszy na ich rodowód (także słowotwórczy) wydaje się on najważniejszy. Niezależnie jednak od tego w co i w kogo wierzymy, uniwersalizm świątecznego przesłania mógłby polegać na tym, by chcieć dostrzec obok siebie człowieka. Nie uzurpatora, intruza, żandarma, gadającą głowę, krwiopijcę czy kogo tam jeszcze. Tylko człowieka. Przez te kilka dni warto przypomnieć sobie, że tym co nas wszystkich niezaprzeczalnie łączy jest natura ludzka. Z wszystkimi jej odcieniami. Bez przymusu etykietowania. Skoro - jak głosi tradycja - w noc wigilijną nasze zwierzęta potrafią przemówić ludzkim głosem, nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy wzięli z nich przykład...
Mijający rok był dla ochrony zdrowia, w tym dla mojej branży szczególnie ciężki. Straty liczone są w milionach dolarów oraz – w konsekwencji - setkach likwidowanych etatów. Taka karma - powiedzą buddyści. Niezależnie od tego, po raz pierwszy od lat dialog między przemysłem a administracją – przynajmniej tu i ówdzie – miał szansę wykiełkować. Gdybym miał ocenić miniony rok li tylko na podstawie osobistych doświadczeń, to – z całym szacunkiem – przestrzeń do dyskusji została otwarta. Podobnie jak droga do kompromisu, rozumianego nie jako naginanie rzeczywistości, ale jako wspólne poszukiwanie złotego środka. Owoce tego widać częściowo już dzisiaj (w projekcie styczniowych list refundacyjnych), inne – jak ufam – będą miały szansę dojrzeć w nadchodzących miesiącach. Będzie o czym pisać w Nowym Roku...
Tymczasem wszystkim Bohaterom, Adresatom, Czytelnikom i Komentatorom moich tekstów życzę na nadchodzące dni odświętnych przeżyć - już to duchowych, już cielesnych - wedle życzenia. Świętego spokoju i odpoczynku. I obowiązkowo zdrowia!
