Jeśli w tym samym gabinecie z jednego narożnika słychać zachęty dla innowacji, w drugim zaś piętrzy się biurokratyczne bariery i wydaje miliardy na starocie, to gromkie ‘tak!’ staje się mniej wiarygodne...
REKLAMA
Kontynuując wątek sprzed tygodnia chcąc niechcąc muszę uderzyć się w pierś. Napisałem bowiem, że troska państwa o skutki galopującego starzenia się społeczeństwa ma charakter wyłącznie fasadowy. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że dobre pomysły z reguły nie zabiegają o propagandę. Bez fanfar i fajerwerków z początkiem roku wszedł w życie strategiczny program badań naukowych i prac rozwojowych pt. „Profilaktyka i leczenie chorób cywilizacyjnych STRATEGMED”. Patronuje mu Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, głównym zaś celem jest – jak czytamy w opisie programu – „uzyskanie zasadniczego postępu w zakresie zwalczania (profilaktyki i leczenia) chorób cywilizacyjnych oraz medycyny regeneracyjnej na bazie wyników badań naukowych i prac rozwojowych prowadzonych w ramach niniejszego programu”
To, że autorzy projektu wróżą następstwa zmian cywilizacyjnych nikogo nie dziwi. Za to nadzieję budzi fakt, że wg nich „zwiększenie dostępności do innowacyjnych metod leczenia oraz profilaktyki zdrowotnej pozwoli na ograniczenie kosztów oraz umożliwi utrzymanie większej liczby osób w grupie aktywnych zawodowo. W tych obszarach powinno się położyć szczególny nacisk na kwestie związane z innowacyjnymi rozwiązaniami w zakresie profilaktyki, diagnostyki i leczenia jako sposobów szybkiego reagowania na wyzwanie, jakim jest postępujące starzenie się społeczeństwa. Należy bowiem podkreślić, że im dłużej społeczeństwo pozostanie w dobrym zdrowiu, będzie sprawne fizycznie i intelektualnie, a tym samym zdolne do pracy, tym dłużej będzie mogło przyczyniać się do wzrostu PKB.”
Logiczną, acz pozytywnie zaskakującą konsekwencją tego wniosku jest decyzja o przeznaczeniu konkretnych pieniędzy na badania naukowe, których wyniki mają przeciwdziałać skutkom zidentyfikowanych zagrożeń. Na liście priorytetów znalazły się – stosownie do epidemiologii - kardiologia z kardiochirurgią, onkologia, neurologia i medycyna regeneracyjna. Cytując wypowiedź Pani minister nauki „800 mln złotych trafi do naukowców na innowacyjne badania nad jedną z największych bolączek naszych czasów”. Badania mają być realizowane przez interdyscyplinarne konsorcja skupiające lekarzy, farmakologów, biologów molekularnych, biochemików, informatyków i specjalistów od nanotechnologii. W ramach programu finansowane będą projekty przynoszące „wymierną i realną” korzyść społeczną. Co to oznacza? Ni mniej ni więcej tylko nowe metody diagnostyki i leczenia. Dodatkowo zaś mają na celu stymulowanie innowacyjności i konkurencyjności polskiej gospodarki (biotechnologia, inżynieria biomedyczna). Czego chcieć więcej? Chyba tylko zdrowia i pieniędzy...
Z pewnością przez niektórych Czytelników zostanę – jak zwykle - posądzony o hipokryzję. Osoba reprezentująca globalny przemysł farmaceutyczny entuzjazmuje się faktem wspierania lokalnych inicjatyw? Fałsz i obłuda! Kto jednak myśli w ten sposób, może poczuć rozczarowanie. Ściganie się – zwłaszcza na arenie badań i rozwoju – to codzienność. W tych zawodach właśnie o to biega. Na całym świecie tysiące interdyscyplinarnych zespołów mozoli się nad nowymi technologiami. Po to, by stały się elementem medycznej praktyki. Najgorsze, co może je spotkać, to czerwone światło. Szlaban. Bo kosztowne, bo zbędne, bo nowe... Dlatego, kiedy minister w rządzie mojego kraju zapala zielone światło dla innowacji można tylko klaskać.
Gwoli ścisłości warto jednak zauważyć, że trochę tych nowości już w świecie wymyślono. Za naszą zachodnią czy południową granicą wiele z nich już pracuje na „utrzymanie większej liczby osób w grupie aktywnych zawodowo”. Przydałoby się nieco więcej spójności w tej materii. Bo jeśli w tym samym gabinecie z jednego narożnika słychać zachęty, w drugim zaś piętrzy się biurokratyczne bariery i wydaje miliardy na starocie, to cytowane powyżej gromkie ‘tak dla innowacji’ staje się mniej wiarygodne...
Nierozwiązanych problemów (medycznych) i niezaspokojonych potrzeb (zdrowotnych) wystarczy dla wszystkich. Gronu globalnych gigantów wyjdzie na zdrowie, jeśli poczują na karku oddech świeżej konkurencji. Nawet na lokalnym podwórku. Ostatnie dwadzieścia lat zaowocowało – niestety głównie poza Polską - przykładami akademickich spin-off’ów, które zdrowo zamieszały na rynku. Ważne jednak, żeby reguły były przejrzyste i jednakowe dla wszystkich graczy. Tylko wtedy dobre pomysły mają szansę wypłynąć na powierzchnię niczym sprawiedliwa oliwa. Oczywiście 800 mln złotych z programu STRATEGMED, to dużo mniej niż potrzeba na opracowanie np. nowego leku. Dlatego warto szukać synergii, dzięki której tę kwotę możnaby pomnożyć. Bo – jak piszą autorzy projektu – ważne jest, by „postrzegać politykę zdrowotną nie jako źródło wydatków, ale też jako inwestycję i motor ekonomicznego rozwoju”. Pozostaję z nadzieją, że wszyscy ministrowie przemówią jednym głosem...
