Narodowy Fundusz Zdrowia podsumował pierwszy rok obowiązywania ustawy refundacyjnej. Uregulowane rozlewiska patologii w polityce lekowej pozwoliły zaoszczędzić Funduszowi 2 miliardy złotych. Ale dopóki nie dowiemy się na co je przeznaczy, słowo "sukces" jest co najmniej przedwczesne...
REKLAMA
„Sanity is not statistical” – napisał w swej słynnej powieści Orwell. Normalność czy zdrowy rozsądek nie są kwestią statystyki. Człowiekowi myślącemu trudno się z tym nie zgodzić. Mimo to wszyscy padamy ofiarą manipulacji przy użyciu dużych liczb. Pod ich wrażeniem formułujemy opinie, pod ich wpływem podejmujemy decyzje. W złudnym przekonaniu, że są oparte na faktach...
Narodowy Fundusz Zdrowia podsumował pierwszy rok obowiązywania ustawy refundacyjnej. Zgodnie z przewidywaniami odtrąbiono pełen sukces. Uregulowane rozlewiska patologii w polityce lekowej pozwoliły zaoszczędzić Funduszowi 2 miliardy złotych. Ponadto – wg NFZ – wyraźnie zmalały dopłaty pacjentów do leków refundowanych z poziomu 170,92 PLN w roku 2011 do wartości 145,04 PLN w roku 2012. Czyli Fundusz rośnie w siłę, a ludziom żyje się dostatniej...
W ramach riposty adwersarze cytują inny raport – autorstwa IMS Health – z którego wynika, że w roku 2012 pacjenci zostawili jednak więcej pieniędzy w aptekach. Część leków zniknęła w ubiegłym roku z list refundacyjnych, część zmieniła ceny. Z powodu zawirowań wystawiono dużo więcej (ponad 20%!) pełnopłatnych recept. W efekcie – wg IMS Health – poziom odpłatności pacjenta wzrósł z 34% do 38%. Jednym słowem jest gorzej...
Paradoksalnie obie strony mają rację. Z perspektywy płatnika publicznego ustawa faktycznie ograniczyła wydatki na leki. Z perspektywy konsumenta skutek jest odwrotny. Żonglerka danymi statystycznymi, która służy udowodnieniu własnego zdania nie budzi już emocji. Jej konsekwencją jest jedynie utrata wiarygodności. Jak mawiał pewien francuski piosenkarz – trzy najczęstsze rodzaje kłamstwa to prognoza pogody, komunikat dyplomatyczny i statystyka...
Pracownicy Narodowego Funduszu Zdrowia lubią być postrzegani jako bankierzy. W końcu stoją na straży publicznych pieniędzy. Tylko nie jestem pewien, czy tego najbardziej od nich oczekujemy. Wraz z ogromną rzeszą współobywateli co miesiąc odprowadzam niemałą kwotę w ramach tzw. składki zdrowotnej. Chciałbym oczywiście, żeby gospodarowano nią rozsądnie. Na tym polega moja domniemana umowa z NFZ. Ale gdyby chodziło mi wyłącznie o oszczędzanie wybrałbym inny „bank”. Co się zatem stanie z tymi dwoma miliardami? Wsiąkną w upadające szpitale czy uratują czyjąś skórę w ramach gaszenia kolejnych pożarów? Kto z ponad 37 milionów ubezpieczonych skorzysta z nich realnie a kto tylko „statystycznie”?
Doceniam faktyczne korzyści z ustawy refundacyjnej. Wprowadziła sporo ładu do polityki lekowej. Mamy bez porównania więcej przejrzystości oraz – przynajmniej gdzieniegdzie – racjonalności. Pogodziliśmy się nawet z propagandową retoryką, zgodnie z którą państwo - niczym szlachetny Janosik – winno łupić bogatych, czyli przemysł farmaceutyczny. Ale dopóki nie dowiemy się komu oddaje, słowo „sukces” jest co najmniej przedwczesne...
