Fot. Shutterstock

Nawet jeśli ktoś mocno wierzy, że rynek rozwiąże większość problemów ochrony zdrowia, to nie wystarczy go zadekretować...

REKLAMA
Hucznie zapowiadany w roku 2011 nowy ład w ochronie zdrowia zasadzał się na trzech filarach. Primo zmiany w refundacji leków, secundo reorganizacja systemu, tertio – wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń. Punkt trzeci jak dotąd systematycznie robi za fatamorganę na horyzoncie spowitym mgłą, o czym staram się nie dać zapomnieć zaglądającym na tę stronę. Z kolei blaski i cienie ustawy refundacyjnej opisano wyczerpująco do znudzenia, nie chciałbym więc nadużywać internauckiej cierpliwości. Pora więc podsumować rządowe dokonania na polu organizacji ochrony zdrowia, zapisane w uchwalonej przed dwoma laty ustawie o działalności leczniczej.
Przeczytałem onegdaj pod jednym z postów komentarz zaczynający się od słów „autor nie jest obiektywny, ponieważ reprezentuje przemysł farmaceutyczny”. Cóż, nie uważam się za ideał obiektywizmu, choć staram się zwykle pokazać problem z kilku stron. Nie ukrywam przy tym, że z przyczyn oczywistych najbliższa mi jest aktualnie perspektywa przemysłu. Kto jednak ma tytuł do bycia uznanym za obiektywnego? Lekarz, menadżer, urzędnik czy polityk? Czyżby dziennikarz? A może pacjent, który - bardziej niż ktokolwiek inny – ma prawo oceniać system opieki na podstawie stopnia zaspokojenia osobistych lub rodzinnych potrzeb? Każdy z nas patrzy na otaczający świat przez pryzmat własnego interesu, co nie oznacza, że jego osąd jest chybiony. Po prostu na obiektywną ocenę składa się szereg cząstkowych opinii...
Ufam wszakże, że tym razem zarzut braku obiektywizmu nie padnie. Cytuję bowiem niezależny, ekspercki raport. Dwa lata funkcjonowania ustawy o działalności leczniczej zostały podsumowane przez uznanych ekonomistów i prawników, którym trudno zarzucić lobbowanie na rzecz określonej grupy interesów. We wstępie piszą oni, że „ustawa o działalności leczniczej – zgodnie z zamysłem ustawodawcy – miała być odpowiedzią na konieczność wprowadzenia zmian, zarówno w zakresie zasad organizacji systemu ochrony zdrowia, jak i sposobu funkcjonowania podmiotów prowadzących działalność leczniczą.” Sam raport zaś jest „wynikiem próby weryfikacji rzeczywistej realizacji wskazanych wyżej zamierzeń ustawodawcy oraz podejmuje próbę oceny, czy i w jakim zakresie zmaterializowały się przewidywane skutki przyjęcia ustawy”

Chociaż w opinii autorów uchwalenie ustawy było „krokiem w dobrym kierunku, nakierowanym na rozwiązanie niektórych problemów ochrony zdrowia w Polsce”, to jednak 58 – stronicowy dokument nadmiarem pochwał nie poraża. Za mocną stronę regulacji uznano uporządkowanie otoczenia prawnego, które ułatwia proces restrukturyzacji i stanowi zachętę – wg niektórych przymus – do przekształceń spzoz-ów w spółki. W ten sposób realizowany jest zamysł urynkowienia opieki medycznej, będący z pewnością jednym ze sposobów na poprawę kondycji zdrowotnego sektora. Autorzy zwracają jednak uwagę, że „choć wsparcie dla idei przekształceń należy pochwalić jako odejście od nieprawdziwego przekonania, że państwo jest w stanie rozwiązać problemy ochrony zdrowia bez pomocy rynku, wiele z zaproponowanych rozwiązań jest nie do końca przemyślanych”.
Zasadniczy problem polega na tym, że ustawa nie rozwiązuje najważniejszych problemów takich jak niski poziom jakościowy opieki, nieefektywność ekonomiczna, marnotrawstwo czy chaos wynikający z uprawiania polityki „gaszenia pożarów” kosztem długofalowych działań zapobiegawczych. Coż bowiem po zmianach, jeśli „mimo opisanego w raporcie wzrostu nakładów na świadczenia medyczne liczba osób oczekujących na nie z roku na rok dynamicznie rośnie”. Pogarszająca się dostępność do opieki rodzi dość dramatyczne pytanie „jak długo Polacy będą chcieli (i mogli) w dłuższej perspektywie płacić coraz więcej za praktycznie niezmienny od lat, a nawet pogarszający się poziom jakości i dostępności do usług?”
Eksperci zwracają uwagę, że wejście w życie ustawy nie spowodowało istotnych zmian w strukturze przychodów podmiotów leczniczych (czyli głównie szpitali). Tak jakby ustawodawca wprowadzał wybiórczo niektóre mechanizmy rynkowe, resztę pozostawiając działaniu „niewidzialnej ręki”. Innymi słowy - nasycić wilka konkurencji, ale gwarancję owieczki ocalić dla ludu. „Ustawa stawia przed podmiotami leczniczymi jasny cel: doprowadzenie do trwałej rentowności tych jednostek; zakłada zatem, że podmioty lecznicze będą w stanie prowadzić rentowną działalność.” Z całym szacunkiem, ale jak? Mając jednego, publicznego płatnika w coraz gorszej kondycji i ograniczone - żeby nie powiedzieć żadne – możliwości pozyskiwania pieniędzy z innych źródeł, skąd ma się niby brać ta rentowność? Wyłącznie z cięcia wydatków? Świetny pomysł, pod warunkiem, że zgodzimy się na jeszcze dłuższe kolejki i obniżenie – już niezbyt wysokiego - standardu...
Mówiąc językiem kibiców – miało być pięknie a wyszło jak zawsze. Dobre chęci – jeśli istotnie są – to nie wszystko. Nawet jeśli ktoś – ja nie by the way - uważa, że urynkowienie rozwiąże większość problemów, nie da się go tak po prostu zadekretować...