Hasło ACTA zmobilizowało ludzi. Przez cyfrową barykadę jedna i druga strona przerzucały argumenty. Różne. Z racji na zawodowe zajęcie i osobiste doświadczenia śledziłem pilnie (i śledzę dalej) "co z tym ACTA". Spędziłem w Kancelarii Premiera 6 godzin (siódmej już nie byłem w stanie...) na wsłuchiwaniu się w pytania, postulaty i argumenty.

REKLAMA
Też odpowiedzi. Ciężkie zajęcie... Pomijam nie najlepsze przygotowanie spotkania w warstwie organizacyjnej - choćby słynne karteczki. Największy problem sprawiało słuchanie oświadczeń wygłaszanych lub czytanych w sprawie, w której fachowców na sali było niewielu. Niestety. Nie mam nic przeciwko postulowaniu czy sandałom, mam jednak dużo przeciwko tezom prawniczych przygotowanym bez prawniczego przygotowania. Cytaty, paragrafy, ustępy - zaczynało się fachowo, sekundę później interpretacje dowodziły jednak braku merytorycznej podwaliny i nadmiaru fantazji. Pseudotezy. Odniosłem wrażenie i nie omieszkałem się nim podzielić z zgromadzonymi, że dopadła nas ACTAmania. Masowa moda na tekturowe twarze skrywające prawdziwe oblicze problemu. Nagle tysiące osób stało się ekspertami od praw autorskich, polityki patentowej, żywności modyfikowanej genetycznie, tańszej farmacji. Ostatnim tak powszechnym zjawiskiem przyswajania wiedzy była Małyszomania - każdy Polak potrafił wylądować telemarkiem. Nawet bez skoczni! Dowody też mieliśmy wtedy masowo na twarzy - Adamowe wąsiki.
Problem dryfował niesiony prądem manifestacji. Media pokazywały tysiące młodych ludzi i niewielu ekspertów, którzy nie chcieli być zestawiani w jednym secie z nastolatkami mówiącymi o zamachu na wolność świata. Ekspert lubi poważne dyskusje. Przeczytałem kilka dni temu rozmowę dwóch uznanych nazwisk zajmujących się na co dzień prawem własności intelektualnej. Jeden pisał do drugiego (Facebook): "A nie masz wrażenia, że to troszkę przypomina sytuację w Grecji? U nas pewna część społeczeństwa nie przestrzega "prawa w sieci", jak to sam ująłeś. W Grecji pewna część społeczeństwa nie płaci podatków i generalnie nie poczuwa się do ponoszenia ciężarów utrzymania państwa. Tu i tu pojawiło się widmo egzekwowania prawa. Tu i tu pojawiły się protesty. Tylko dlaczego u nas w dobrym tonie jest popieranie protestujących, a w Grecji jakoś nie...?". Trudno się z tym nie zgodzić, szczególnie z perspektywy artysty, twórcy kontentu, który za wytwór swej intelektualnej pracy najczęściej dzisiaj nie otrzymuje wynagrodzenia. Trudno jednocześnie też zgodzić z opiniami, że "protestujący to złodzieje". Kolejna nadinterpretacja i dowód na niezrozumienie problemu. Tak też nie można.
Kto wygrał, a kto przegrał na ACTA?
Wygrały emocje. Przegrały media. Stabloidyzowały problem. Spolaryzowały postawy. W całości starał się odnaleźć Pudelek, którego próbowano przegnać z podwórka poważnych mediów.
Czego zabrakło? Edukacji. Dużo wcześniej i teraz. Trudno wymagać przestrzegania cudzych praw własności intelektualnej skoro większość nie wie, że są i, że można je naruszyć już "googlając" i "facebookując". Trudno wymagać zrozumienia przez społeczeństwo tematu w którym nigdy nie uczono "jak i gdzie".
Co się sprawdziło? Protesty. Protestowanie przyniosło efekt. Tymczasowy. Zawieszenie procedowania na moment czy dłużej, nie rozwiązuje faktycznego problemu, który został zadeptany na ulicach.
Wnioski? Tłum ma głos, rządy się mylą, pudel to nie kundel.