
Zginał tragicznie 24 sierpnia 2012 roku. Miał 53 lata. Ojciec Władysław Szpilman, matka Irena Dziedzic. Był wychowywany przez przybranych rodziców - Lucjana Kydryńskiego i Krystynę Loskę. Miał burzliwe życie. Wśród bliskich znajomych i przyjaciół najczęściej nazywany Słowikiem, szerzej znany jako Sopot Festival. Zginał w godzinach wieczornych potrącony talentem Waldemara Kiepskiego.
REKLAMA
Ten eksperyment raz już się nie udał. Od 1977 Telewizja Polska ambitnie rywalizowała z Eurowizją. Sopot Festival przemianowano wtedy na Festiwal Interwizji. Był rozmach, kolory, goście, kawior. Szyku zadawano na wszelkie sposoby, jedną z nagród był nawet pełnomorski jacht! Niestety, propoaganda sukcesu tamtych lat nie wytrzymała konfrontacji z najbardziej kiczowatym festiwalem nowoczesnej Europy i po różnych ewolucjach w 1980 roku nasz sen o polskiej imprezie muzycznej na światowym poziomie się skończył.
Top of the Top. W sumie ciekawy pomysł. Konkurs Eurowizji boryka się z ogromną krytyką mediów. Brakuje w nim jasnych reguł i poziomu. Formuła – największa ilość sprzedanych płyt wydaje się więc przejrzystą, oraz – dla kogokolwiek kto ma przynajmniej mgliste pojęcie o rynku dystrybucji muzyki również rachityczną. Czy nie zauważono, że żyjemy w czasach internetu? Globalne przychody z cyfrowej dystrybucji muzyki mają według danych Strategy Analytics w tym roku wynieść 8,6 miliarda dolarów. W 2015 roku przychody ze sprzedaży w sieci na świecie będą po raz pierwszy większe niż za sprzedaż fizycznych nośników. W Stanach Zjednoczonych muzyka z internetu od tego roku przewyższa wartością tradycyjną sprzedaż płyt.
Nie będę pisał kto wystąpił na scenie i co prezentował. Występy miały być zróżnicowane bo lokalne gusta i krajowe trendy. Były. Duże uznanie dla realizatora, któremu udało się wysupłać parę kilkusekundowych ujęć na których prawie nie było widać pustych krzeseł i jednolitej struktury widowni składajacej się w większości z zakładowych wycieczek.
Trudno tak szorować po dnie brzuchem jak zrobił to Top of the Top. Trudno bardziej zszargać legendę sceny, na której kiedyś w festiwalowe wieczory stali Helena Vondrackova, Charles Aznavour, Bonnie Tyler, Jose Feliciano, Johny Cash, Kim Wilde, Alison Moyet, Marillion, Boney M, Annie Lennox, Chris Rea, Lionel Richie, Whitney Houston, Goran Bregovic, Zucchero, Garou, Bjork, Ricky Martin, Katie Melua, Elton John…
Od 1984 roku w dwudziestu kolejnych festiwalach czternaście razy nie przyznano nagrody publiczności. Była poprzeczka. Dzisiaj przyznano. Uroczemu młodzieńcowi, który nawet nie próbował ukryć, że śpiewa z playbacku. Szkoda, że nie było Brytyjczyków, Niemców, Duńczyków. Na strojach grupy baletowej ich flagi migały. Zabrakło strojów adekwatnych do występujących czy budżetu?
Szkoda mi tego festiwalu. Czasami lepiej coś zostawić jeszcze gdy ładnie pachnie. Tak zrobił TVN w 2009 roku. Dzisiaj w Sopocie pachnie Frankensteinem.
Dla wyjaśnienia: potrafię inaczej spędzać wieczory niż ogladając Polsat. Od kilku dni jestem jednak w szpitalu. Co wieczór osoby dzielące salę oglądają telewizję. Dzisiaj wybrały festiwal bo „kiedyś Niemen – pamiętacie..?“. Wstyd mi przed tymi starszymi Panami – nie wszystko można wytłumaczyć brakiem farmakologii czy paszportem Polsatu...
