Zasoby własne

Mam biuro przy Placu Trzech Krzyży. Dzisiaj do niego nie dojechałem. Znowu. Pół roku temu pisałem: “co kilka dni pod moimi oknami przechodzą setki protestujących. Jedni są za, drudzy przeciw, trzeci kontra. Jedni milczący, drudzy z wuwuzelami, trzeci patriotycznie wzniośli. Są też pijani” Dzisiaj zablokowali mnie rozmodleni. Niezależnie od celu i motywacji protestujących łączy ich jedno: umiłowanie Placu Trzech Krzyży.

REKLAMA
Tutaj się zbierają, tutaj formują bądź - w najlepszym wypadku - tutaj jedynie przechodzą robiąc zamieszanie. Nie przeszkadza mi śpiewanie roty. Nie przeszkadza głośne modlenie. Przeszkadzają mi pijani i blokowanie miasta. Tych pierwszych dzisiaj nie widziałem, tego drugiego doświadczyłem. Kiedy próbowałem skręcić w kierunku Placu, zawrócił mnie policjant. Kiedy próbowałem mu tłumaczyć, że mam tam biuro powiedział z uśmiechem “proszę nie blokować”…
Plac Trzech Krzyży protestuje. W ciszy. Plac Trzech Krzyży nie pojedzie do Gdańska z trzonkami od szpadli, by walczyć o swoje. Nie pojedzie do Torunia, by blokować bramę rozgłośni. Plac Trzech Krzyży prosi o normalność. W imię połowy notorycznie blokowanej Warszawy. Ludzie mają tu pracę, domy, dzieci, swoje zajęcia. Tu chcą w sobotnie przedpoludnia skończyć to czego nie skończyli w tygodniu, odpocząć przy stoliku ulubionej restauracji. Akcje przynoszą odwrotny skutek. Ludzie odwracają się od protestujących. Ludziom tutaj się spieszy i tutaj zależy. Tędy przejeżdżają w ważnych sprawach i tutaj chcą spokoju. Ludzie nie poprą protestujących. Chyba, że ci staną się też ludźmi.
Pół roku temu zaproponowałem: Rio de Janeiro zarabia na Sambodromie. Proponuję wytyczenie na odcinku Plac Trzech Krzyży - Pałac Prezydenta warszawskiego Protestdromu. Ustawmy wzdłuż trybuny i oglądajmy przyjeżdżające do nas delegacje. Niech chodzą w określonych godzinach ze swoimi transparenatmi. W takiej wersji przynajmniej miasto na nich zarobi sprzedając wejściówki na "protest dnia".
Ile razy ten tekst będzie jeszcze aktualnym..?