Rafał Maserak
Rafał Maserak http://i.pinger.pl

Media kilka dni temu podały pikantną informację, jakoby Rafał Maserak pobił pod jednym z warszawskich klubów kobietę. Podały jej wersję nie uwzględniając próśb tancerza o przedstawienie też jego. Wczoraj odbyło się przesłuchanie Rafała Maseraka na policji, podczas którego przedstawiony został dowód w postaci zapisu kamery przemysłowej na której widać, że uderzajacym kobietę w twarz był ktoś inny. Maserek stał z boku. Miał być proces Maseraka o odszkodowanie - będą procesy o zniesławienie.

REKLAMA
Trzydziestojednoletnia Patrycja wychodząc z klubu zaangażowała się w szarpaninę dwóch meżczyzn. Przez jednego z nich została uderzona w twarz. Po dojsciu do przytomności i obdukcji zeznała, że uderzającym był Rafał Maserak. Skontaktowała się z nim poprzez media społecznościowe i zaproponowała ugodę – pieniądze zamiast sądu. Maserak odmówił. Kobieta zagroziła przekazaniem sprawy do mediów. Zrobiła to po kolejnej odmowie tancerza. Prasa podchwyciła temat. Nie skontaktowano się jednak z samym Maserakiem i jego pełnomocnikiem prawnym, którego tancerz powołał po tym jak zorientował się, że jest szantażowany. Ukazały się artykuły w których Maseraka okrzyknięto damskim bokserem.
Gdzie jest granica weryfikacji informacji przez media? Co powinien zrobić dziennikarz, by rzetelnie przedstawić sytuację? Czy jest w tym miejsce na subiektywną ocenę?
Jakiś czas temu napisałem: Prowadzenie bloga rozumiem tak: tworzę treść. Swoją. Subiektywną. Będącą refleksją mającą zwiazek z czasem, miejscem, odczuciami, własną perspektywą. Mój Czytelnik - o ile się taki znajdzie - podzieli to lub nie. Skomentuje lub nie. Zapomni lub nie.
Pracę dziennikarzy rozumiem tak: tworzą treść. Maksymalnie obiektywną. Będącą refleksją, która ma zwiazek z czasem, miejscem, odczuciami, własną perspektywą, linią programową swojego medium, czasami zamówioną tematyką. Rzetelną pracą. Czytelnik podzieli to lub nie. Skomentuje lub nie. Zapomni lub nie.
Moje wpisy przeczytają Ci, którzy zechcą. Pewno nieliczni. Artykuły dziennikarskie powstają z założenia dla tysięcy osób. Nasza odpowiedzialność informacyjna i społeczena zatem jest/bywa różna.

Nasze życie się amerykanizuje. Stajemy się dzisiaj ofiarami sytuacji, których wzorce często spływają na nas z telewizji. Łatwo dzisiaj być zauważonym i jeszcze łatwiej znaleźć się na celowniku. Łatwo kogoś obrazić lub narazić na szwank jego godność, renomę, wizerunek. Nie jestem specjalnym fanem Rafała Maseraka – nie piszczę jak nastolatki na widok jego torsu, ale w pełni się z nim w tej sytuacji solidaryzuję. Cieszę się, że korzysta ze sprawnego prawnika (zamienił kilka dni temu dotychczasowego radcę prawnego na adwokata o dużym doświadczeniu w zakresie ochrony wizerunku) oraz sięgnął po narzędzia, które daje kodeks i postanowił walczyć o swoją opinię. Nie jest pierwszym, który to zrobił i niestety zapewne nie będzie też ostatnim. Życzę mu sukcesu. Nie interesuje mnie jakie medium jest po drugiej stronie. Wiem jedno: nie byłoby “drugiej strony”, gdyby opinia przez nie przedstawiana nie była jednostronną.
To be continued...