
Od pewnego czasu śledzę negatywną kampanię roztoczoną dookoła jedynego polskiego Domu Aukcyjnego Abbey House notowanego przez prestiżowy indeks Skate’s Art Index, jako jedna z 12 największych światowych firm z rynku sztuki. Kampania merytoryczna? Rzeczowa? Na zamówienie? Dezinformacyjna?
REKLAMA
Z pewnością niemerytoryczna i nierzeczowa. W czyim interesie? Z pewnością nie polskiej sztuki. Pachnacą naftaliną, zakurzona kompleksami, zerkająca ukradkiem z zazdrością. Wraz z Abbey House na polski rynek sztuki weszły wreszcie takie pojęcia jak „giełda sztuki”, „stopa zwrotu”, „leasing obrazu”, „fundusz inwestycyjny”, „trend cenowy” „klasa aktywów dzieła”. Świadoma część rynku cieszy się z tego, skostniała struktura jednak licytuje zawiścią. Obrót sztuką został odczarowany z prowincjonalnego podejścia i postkomunistycznej maniery. Trudno się z tym jak widać pogodzić niektórym kręgom. Mamy, więc próbę działań, które – jak pokazuje doświadcznie innych branż – są rodem z mentalnych antykwariatów. Przyszło nowe. Czas to przyjąć.
Rynek nabywców operuje w innej rzeczywistości. Kilka dni temu Parkiet opublikował analizę obrotów stu największych firm z NewConnect w 2011 roku. Cytuję: „Sto największych firm z NewConnect wypracowało w 2011 r. 3,8 mld zł przychodów. To o 16 proc. więcej niż w 2010 r. (…) Jeśli weźmiemy pod uwagę procentowy przyrost przychodów, na pozycję lidera wybija się Dom Aukcyjny Abbey House. Jego sprzedaż w 2011 r. wzrosła ponad 53 razy, do 8,6 mln zł. Z kolei zysk netto poszedł w górę ponad sześciokrotnie do 4,8 mln zł“.
Liczby przemawiają. Jak znam życie, zaraz ktoś mi zarzuci stronniczość i związki z Abbey House. Tak, jestem stronniczy. W Art&Business prowadzę stałą rubrykę Art&Law, w której pisuję o styku prawa, sztuki oraz biznesu. Piszę o faktach i potrzebach. Dzięki Abbey House mam o czym pisać: piszę o przyszłości polskiej sztuki. Jestem też stronniczy jako amator sztuki. Nikt inny nie oferuje mi jako jej konsumentowi tak komplementarnego, profesjonalnego pakietu usług na takim poziomie. Nikt inny nie był do tej pory tym zainteresowany. Jeżeli ktoś może mieć do mnie o to pretensje to od razu proszę mi również zarzucić stronnniczość na rzecz ubrań szytych na miarę czy samochodów w spersonalizowanych edycjach. Bywam wymagający. Abbey House zaspokoił moje oczekiwania i trudno mieć do nich o to pretensje.
Liczby przemawiają. Jak znam życie, zaraz ktoś mi zarzuci stronniczość i związki z Abbey House. Tak, jestem stronniczy. W Art&Business prowadzę stałą rubrykę Art&Law, w której pisuję o styku prawa, sztuki oraz biznesu. Piszę o faktach i potrzebach. Dzięki Abbey House mam o czym pisać: piszę o przyszłości polskiej sztuki. Jestem też stronniczy jako amator sztuki. Nikt inny nie oferuje mi jako jej konsumentowi tak komplementarnego, profesjonalnego pakietu usług na takim poziomie. Nikt inny nie był do tej pory tym zainteresowany. Jeżeli ktoś może mieć do mnie o to pretensje to od razu proszę mi również zarzucić stronnniczość na rzecz ubrań szytych na miarę czy samochodów w spersonalizowanych edycjach. Bywam wymagający. Abbey House zaspokoił moje oczekiwania i trudno mieć do nich o to pretensje.
Obrazy promowanych przez Abbey House malarzy znajdują odbiorców. W 2010 roku dziesiątki. Setki w 2011. Obrazy po kilkanaście i kilkadziesiąt tysięcy złotych. Logika spod znaku krytyki tego nie pojmuje więc zarzuca manipulowanie rynkiem. Proponuję regres tego zarzutu do nabywców: „manipulujecie, bo kupujecie“. Niektórzy odsprzedali już swoje obrazy. Z zyskiem. To dalej sztuka czy już inwestycja? A może po prostu inwestycja w sztukę? Świat tak ma od lat. Tysięcy. Klasyczna lokata kapitału. Mecenat. Snobizm? Nade wszystko prawo wyboru. Każdy ma prawo kupić obraz młodego polskiego artysty. Sztuka nie szuka zawiści. Szuka ściany, na której zawiśnie.
Post scriptum: dwa tygodnie temu kupiłem litografię do swojego gabinetu. Paweł Makowski Prezes Abbey House namawiał mnie na jednego z promowanych przez Dom Aukcyjny artystów. Proponował znaczny rabat. Wybrałem Marca Chagalla. Nie dlatego, że nie cenię polskiej sztuki. Cenię. Lubię Chagalla. Polubiłem też Młodożeńca. Będzie wisiał obok.
