W biurach spędzamy jedną trzecią dnia. Nie powinny być nam obojętne. Powinny inspirować. Nie przytłaczać i nie nudzić. Biura komunikują. Również filozofię firmy. Przestrzenie biurowe można podzielić jak ubrania - na te z sieciówek i te na miarę. Pierwsze wygodne i szybko dostępne. Drugie powstające po wielu przymiarkach, skomponowane z ulubionych materiałów, logowane osobowością lidera. W dni wolne od pracy biura przechodzą pracowniczy test: jedne pozostają pustą przestrzenią, inne wypełniają się tęsknotą za kolejnym wspólnym dniem.

REKLAMA
Szklane drzwi. Za nimi czarno-białe powitanie trójkątnego fotela i dużej grafiki. Charakterystyczny kształt łuku ulicy. Dachy i kawałek nieba przywołują natychmiast nazwę jednej z najbardziej znanych ulic Londynu każdemu … kto na niej był. Powtarzalność kształtów i minimalizm barw. Trójkąt fotela i odwrócony kształt łuku zabudowy tworzą symerię. Czarno-białą.
Trzy stopnie niżej drewniane drzwi zabytkowej klatki schodowej. Białe. Za nimi czekają jeszcze dwa kolory. Znana już biel kontrastuje z czernią podłogi. Czarną, grubą wykładziną. Na niej czarne skórzane fotele pracowników. Stoją obok prostych białych stołów i komód. Kontrastowe dodatki. Czarne lampy. Taka jest tutaj praca: metodologia to zero jedynkowe działania. Jesteśmy albo czarni albo biali. Rekomendujemy albo nie.
Sufit wspiera się o betonową konstrukcję. Betonowe płyty na dwóch głównych ścianach i grube betonowe filary. Szarość betonu to nie etap pomiędzy otaczającą bielą i czernią. Szarość to kolor fundamentu, silnej niczym nie skrywanej podstawy i oparcia. Okna dachowe i pochyłe sufity wspierają się o beton. Surowe ślady po łączeniach i śrubach ukazują prostotę. Ciężar i powtarzalność technicznej konstrukcji. W tej pracy jest nim prawo. Rekomendujemy to prawo.
Miejsce obok drzwi, w którym gość przysiada w oczekiwaniu na spotkanie wypełniają dwa fotele - takie same jak ten przed wejściem. Ascetyczne. Chłodne. Twarde. Coconut George’a Nelsona z 1954. Obszerne, ale nie zapraszające do dłuższego zajmowania. Pomiędzy nimi biały, minimalistyczny, podwójny stolik.
W przeciwległym rogu ekspres do kawy. Ponad pięćdziesięcioletnia włoska inżynieria La Pavoni do ręcznego wypełniania przestrzeni zapachem i smakiem. Głośna. Nieskrywana. Wymagająca atencji i skupienia. Symbol tego wszystkiego co się dzieje w tym biurze na co dzień. Dedykowanej pracy. Ręcznej. Zależnej od życzeń, potrzeb i preferencji.
Obok ekspresu wejście do sali spotkań. Zamkniętej szkalnymi ścianami pomiędzy częścią dla pracowników, a gabinetem. Odwrócone kolory foteli. Biała skóra na dużych, ciężkich metalowych podstawach. Kształt podstawy jest powtórzeniem elementu, który na ścianach z betonu odcisnął swoją systematyczną konstrukcję. Siedziska tutaj są głębokie i miękkie. O trójkątnym, ale innym niż przy wejściu kształcie. Wyoblonym. W nich czas mija na swobodnej pozie. Stoją na planie koła. Pięć z małym lakierowanym na biało okrągłym stolikiem wykończonym czarnym szkłem. Na środku minimalistyczna klepsydra. Symbol czasu, za który wszędzie dookoła się płaci, a który tutaj miękko zakrzywia się na białej skórze przyjaznych siedzisk.
Za szkłem gabinet. Ascetyczny. Dwumetrowa tafla czarnego szkła zamiast biurka. Czarna lakierowana jak fortepian komoda. Na środku czarny - również w fortepianowym lakierze - gramofon. Nowoczesny klasyk. Obok dwie kolumny głośnikowe. Czarne ze srebrnymi obwódkami głośników. Techniczne. W osi gramofonu - wyraźnie nie dla gości - Charles Eames (1957), fotel "od którego wszystko się zaczęło". Za nim dress boy Riviera Mason zapraszający do odwieszenia marynarki, na chwilę przed tym kiedy ramię gramofonu obejmie winyl znanej mu płyty. Nad komodą Marc Chagall. Jedna z 250 osobiście sygnowanych litografii z 1950 roku. Oprawiona w szkło, które pomiędzy ramami pokazuje też tło ściany. Spokój. Powaga czerni. Nieskazitelna powłoka najgłębszego ręcznie lakierowanego koloru i klasyczna perspektywa głębokiej wygody. Dystans. Enklawa. Chłód decyzji. Wszystko dobrze widoczne, ale za szybą. Jedyną intymność budują fotografie. Kolory i uśmiechy bliskich, ale w chłodnych, srebrnych ramkach. To jego świat. Świat lidera. Jest uśmiech i ciepło, ale królują odpowiedzialność za decyzje, które zapadają w autonomicznym skupieniu.
Środkową część dla pracowników wypełnia czarna pufa. Duża. Okrągła. Skórzana. Miejsce dialogu z nimi i weryfikacji postępów z perspektywy środka. Tu lider przychodzi i w ogólnej komunikacji zajmuje miejsce frontem do każdego po kolei. Przesuwajac się widzi każdego. Każdy widzi jego. Tu nie ma tajemnic. Tu jest team.
Klamrą całości jest palisander. Dekor w części na przeciwko wejścia został zawieszony na betonowej ścianie. Na nim cięte ze stali litery z logo - szachownicą w herbie. Szachownica reprezentuje widzialny świat, który znajduje się w ciągłym procesie transformacji. Gra w szachy bazuje na inteligencji i koncentracji. Człowiek uczy się szybciej poprzez grę i praktykę niż uczestnicząc tylko w abstrakcyjnych lekcjach. Szachy to praktykowanie, a w szczególności samokontrola - w tym umysłu. Szachy to również dyscyplina dzięki ciągłemu rozwojowi praktycznej logiki. Szachy to rodzaj dialogu, który jest częściowo naukowy, a częściowo magiczny, analityczny i jednocześnie intuicyjny. Elokwentny i milczący. Ten dialog stanowi swoistego rodzaju pojedynek. Pojedynek Law&Partners Foundation z rosnącymi potrzebami rynku usług prawniczych.
Drugim elementem klamry jest palisander, który stał się oparciem tafli szkła w gabinecie. Prosta forma. Słojowany, geometryczny blok w tym samym układzie co dekor. Drewno jest szlachetne. Ociepla. Jest mostem do wieloletniej tradycji starej kamienicy, która jest gospodarzem całości. Wnętrza, które jest symbolem innowacyjnych zmian w jednej z najbardziej konserwatywnych branż.

Biuro Zarządu Law&Partners Foundation znajduje się w Warszawie na trzecim piętrze Domu Dochodowego o Trzech Frontach przy placu Trzech Krzyży nr 3. Opis wnętrza pochodzi z październikowego numeru miesięcznika Art&Business.