www.shutterstock.com/

Więźniowie Zakładu Karnego w Warszawie-Białołęce zamiast remontować gmach warszawskiego Sądu Okręgowego urządzali w nim orgie i prowadzili dom publiczny. Nieprawdopodobne? Prawdziwe.

REKLAMA
Budynek Sądu Okręgowego w Warszawie przy Alei Solidarności 127 z monumentalnym napisem "Sprawiedliwość jest ostoją mocy i trwałości Rzeczpospolitej" na fasadzie, to jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków Stolicy. Każdego dnia przebywają w nim setki ludzi: sędziowie, prokuratorzy, prawnicy, funkcjonariusze Policji, interesanci. Nikt z nich nie zauważył, że więźniowie wyznaczeni do prac remontowych i porządkowych na terenie Sądu zamiast realizować postawione zadania oddawali się w jednym z pomieszczeń seksualnym zabawom. Dopiero pobita i zgwałcona konkubina jednego z nich - Paulina Ś., zawiadomiła organa o popełnieniu przestępstwa przez swojego partnera Adama B. W ramach postępowania ustalono, że w pomieszczeniu socjalnych służącym osadzonym urządzano regularne schadzki i libacje. Proceder trwał wiele tygodni. Pokrzywdzona niejednokrotnie brała w nim udział, umilając swojemu partnerowi pobyt za więziennym murem.
Adam B., odbywał karę więzienia za wyłudzenia i handel narkotykami. Wyznaczono go do prac poza zakładem karnym. 11 stycznia 2010 roku podczas kolejnego spotkania ze swoją partnerką pobił ją i zgwałcił. Paulina Ś. zawiadomiła o tym policję. Dwa dni później Adam B. został zatrzymany i przewieziony do Komendy Rejonowej na Woli, gdzie postawiono mu zarzuty i zatrzymano do czasu wyjaśnienia sprawy. Ponad rok później sprawę przekazano do Sądu Rejonowego na Woli. Postępowanie i późniejszy proces w kiepskim świetle stawiają wymiar sprawiedliwości. W ich ramach ujawniono jedynie część faktów z seksualnego procederu. Nie pokuszono się o dokładne określenie skali zjawiska. Nie wskazano też wszystkich winnych niedopatrzenia procedur.
Jan Tomaszewski komentując kiedyś sytuacje w polskiej piłce powiedział: żeby burdel zaczął dobrze funkcjonować, nie maluje się ścian, tylko wymienia panienki. Więźniowie z Białołęki robili jedno i drugie.

Więcej o sprawie w ostatnim numerze „Uważam Rze”.