Co kieruje trzydziestodziewięcioletnim mężczyzną na eksponowanym stanowisku by prosić kogoś o możliwość ponoszenia jego rzeczy?

REKLAMA
Napisać, że zegarek potrafi zdradzić dużo o swoim właścicielu od kilku dni to za mało. Przypadek Ministra Nowaka pokazuje, że należy używać dokładniejszej frazy "osoby, która ma go na ręku". Są teorie, według których to co znajduje się na męskim nadgarstku pozwala wyciągać wnioski czy mamy do czynienia z egoistą, pracoholikiem, konserwatystą, lekkoduchem, kreatywną duszą, wiecznym chłopcem, czy kimś bez własnego zdania i charakteru.
Zegarek dla mężczyzny pełni funkcję reprezentacyjną. Starannie dobrany pomaga wręcz określić całą osobę. Mówi kim jesteśmy, jakie mamy priorytety i charakter. Minister Nowak epatował zegarkami z wyższej półki. Te oznaczają luksus i pozycję. Jedni kupują je, by podkreślić zamożność, drudzy komunikują wysublimowany gust, jeszcze inni - podkreślają piastowane stanowiska. Z reguły wszyscy traktują zegarki jako inwestycje i oczywistą oznakę sukcesu.
Drogie zegarki Ministra Nowaka przyciągnęły uwagę mediów. Wywołany do odpowiedzi oświadczył, że nie są jego. To po co je nosił? Co chciał nimi komunikować? Komu imponować? Jak się czuł wiedząc, że może być postrzegany przez pryzmat cudzej własności? Minister Nowak to łebski facet - wiem, że pożyczał zegarki świadom ich roli w męskim stroju i kulturze. Dowód? Gdyby nie był - nie pożyczałby ich przecież.
Dobrze, że zegarki są pożyczone. Mogły być niezgłoszoną w oświadczeniu majątkowym własnością Pana Ministra. To byłoby słabe. Nawet bardzo. Zegarki mogły też być replikami. Podróbkami za kilkaset złotych. Ale też nie są. To dobrze. Bo to też grząski grunt. W Sejmie już mieliśmy podrabianą torebkę Posłanki Szczypińskiej i udawaną kratkę Posła Dębskiego. Byłoby niedobrze. Byłby wstyd. Zegarki są pożyczone. W sposób, który pozwala Panu Ministrowi zaoferować nawet ich zakup Tygodnikowi Wprost.
Minister resortu w blisko 40-milionowym kraju wymienia się z kolegami zegarkami. Chce sobie ponosić takie jakich nie ma. Jakie możemy z tego wyciągnąć wnioski? Dowód, że mamy do czynienia z wykształconą inaczej dojrzałością wydaje się zbyt prosty. Że chce być postrzeganym lepiej niż może sobie na to w rzeczywistości pozwolić też wydaje się zbyt oczywisty. Tu może chodzić o coś innego. Nie jestem psychologiem, więc nie postawię diagnozy. Tak czy inaczej to ciekawy przypadek. Choć nie tak frapujący jak Kolegi Pana Ministra, który swoje zegarki po kilkadziesiąt tysięcy złotych wymieniał na dużo tańsze. Ministerialne. Ciekawe gdzie je później nosił?
Specjaliści uważają, że drogi zegarek może mieć również funkcję kojącą psychikę właściciela. Posiadacz czasomierza za kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych może czuć się wyjątkowy, ma bowiem na ręku coś, na co stosunkowo mało kto może sobie pozwolić. Tak samo jak sportowy samochód taki gadżet może rekompensować jakieś skrywane osobiste niedostatki.
Co i na jak długo rekompensuje coś pożyczonego..?