www.tvn24.pl

Helsińska Fundacja Praw Człowiek wydała stanowisko, w którym wyraziła zaniepokojenie zapowiedzią żądania publikacji przeprosin o wartości 30 milionów złotych w procesie z powództwa ministra Sławomira Nowaka przeciwko tygodnikowi „Wprost”. Co tak wysokie roszczenie oznacza według Fundacji i innych prawników?

REKLAMA
HFPC zwraca uwagę przede wszystkim na konieczność poszanowania zasady proporcjonalności i adekwatności sankcji o charakterze finansowym w procesach sądowych związanych z prawem mediów do swobody wypowiedzi. „Jak wskazuje Europejski Trybunał Praw Człowieka, m.in. w wyrokach Tolstoy Miloslavsky przeciwko Wielkiej Brytanii oraz Pakdemirli przeciwko Turcji, zarówno zbyt wysokie sumy zadośćuczynienia, jak i obowiązek poniesienia przez media innych nadmiernych kosztów, np. związanych z publikacją przeprosin, mogą wywołać tzw. efekt mrożący oraz stanowić niedopuszczalną ingerencję w wolność słowa” – czytamy w stanowisku.
HFPC podkreśla, że wysokie koszty publikacji przeprosin przybierają charakter szczególnej represji, a nie zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych. „Groźba poniesienia dotkliwych konsekwencji finansowych może negatywnie wpływać na wykonywanie przez media funkcji ’publicznego kontrolera'. Może też skłaniać dziennikarzy i wydawców do autocenzury, niepodejmowania niewygodnych tematów czy unikania trudnych pytań” – mówi Dorota Głowacka z Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce HFPC.
Fundacja zaznaczyła także, że samo formułowanie takich roszczeń, w szczególności przez wysokich urzędników państwowych, budzi duże wątpliwości i może wpłynąć na ograniczenie prawa opinii publicznej do informacji na temat działań przedstawicieli rządu. W opublikowanym stanowisku podkreślono, że dopuszczalne powinny być jedynie takie formy naprawienia szkody, które są adekwatne do ewentualnego naruszenia oraz odpowiadają realiom ekonomicznym. „Ścisłej kontroli sądowej powinny podlegać nie tylko kwoty żądane przez powodów tytułem zadośćuczynienia, ale także wszelkie pozostałe koszty związane z wykonaniem wyroku, w tym w szczególności rzeczywiste koszty publikacji przeprosin” – apeluje dr Adam Bodnar, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Co tak wysokie roszczenie duetu Nowak/Giertych oznacza w rzeczywistości? W ocenie wiodących prawników specjalizujących się w prawie prasowym i naruszeń dóbr osobistych w pozwie chodzi wyłącznie o sam rozgłos i faktycznie celnie zdefiniowaną przez HFPC próbę zastraszania mediów. Żaden sąd w Polsce nie zasądzi takiego odszkodowania. Nie dlatego, że to niemożliwe, ale dlatego, że ranga tego co Mecenas Giertych i Minister Nowak uznali, za rażące naruszenie dóbr osobistych de facto jest rażąco niepoważnym zachowaniem samego urzędnika. Wszyscy zgodnie uznają, że tak wysoki pozew ma jedynie przykryć szum medialny i starać się nadbudować efekt pokrzywdzonego ministra, by za jakiś czas zostać po cichu wycofanym z sądu. Polski wymiar sprawiedliwości i media znają podobne przypadki. Jednym z "współbohaterów" analogicznego zdarzenia był właśnie Roman Giertych. W 2009 roku poseł Janusz Palikot (jeszcze wtedy Platforma Obywatelska) poinformował, że w związku z tekstem "Dziennika Gazety Prawnej" o jego finansach kieruje sprawę przeciwko autorom publikacji oraz Romanowi Giertychowi do prokuratury i będzie oczekiwał zadośćuczynienia w wysokości 10 milionów złotych. Sprawa miała swój cykl życia w mediach i po naturalnym wygaśnięciu zainteresowania opinii publicznej została przez Palikota bez rozgłosu wycofana.
Być może to właśnie zdarzenie z życia Romana Giertycha zainspirowało go do złożenia propozycji Nowakowi reprezentowania go w sporze z Wprost. Czego by nie myśleć o Giertychu, trzeba mu przyznać, że jest bystrym obserwatorem i stara się być dobrym prawnikiem. Wie, że niektóre sprawy są nie do wygrania, ale jedynie do rozegrania. Dokładnie tak jak w tym przypadku.