foto: Darek Iwański

Od chwili publikacji materiału "Żółta kartka dla rankingów prawniczych" bieżącą pracę przerywają mi telefony i maile w tej sprawie. Dużo telefonów i dużo maili. Od biznesu. Od prawników. Od dziennikarzy. Też z redakcji NaTemat.pl z informacją o tym, że otrzymali pakiet gratulacji za poruszenie problemu, który do tej pory był ukradkiem przesuwany butem pod fotele. Zielone Chesterfieldy. Problem został zdefiniowany. Okręt tonie.

REKLAMA
Nie spotkałem się ze zdaniem, że nie mam racji. Nie spotkałem się ze zdaniem, że rankingi maja rację.
Fragment dyskusji z mojego facebooka dwóch uznanych prawników z Krakowa:
Pierwszy komentuje: "Rankingi są, więc trudno się na nie obrażać. Wielkość obrotów i liczba pracowników nie jest przy tym złym kryterium. W przypadku tak trudno uchwytnej dziedziny jak prawo, rankingi są jednymi z nielicznych jako tako obiektywnych. Problem w tym, że większość rankingów jest robionych wyłącznie w oparciu o deklaracje poszczególnych kancelarii, zaś organizatorzy nie podejmują z reguły żadnych wysiłków, żeby te dane zweryfikować. Rodzi to pokusę dopisania kilku osób do często i tak wirtualnego stanu osobowego kancelarii, w którym jako prawników liczy się wszystkich, którym zleca się prace na zewnątrz, paralegali, a często nawet administrację oraz dodaje jeszcze kilka osób tak na wszelki wypadek."
Drugi ripostuje: "Żyjemy w rzeczywistości, w której wszystko ma swoje rankingi - od komórek po krem do stóp. Są nawet takie tytuły prasowe, które zawierają tylko rankingi. Temu trendowi niestety podporządkowały się też media prawnicze i dzisiaj każde chce mieć własny ranking. Efekt? Mamy 3 liczące się rankingi kancelarii. Ale czy te rankingi cokolwiek oceniają? Bo jakim kryterium jest ilość prawników? To pokazuje wielkość organizacji. Czy wybierając szpital, w którym mamy sobie coś wyciąć, kierujemy się ilością zatrudnionych lekarzy i pielęgniarek? Raczej nie. Co to za kryterium "obrót"? To znów pokazuje wielkość organizacji. A nie jej merytoryczne kompetencje. Pamiętasz sprawę pomyłki jednej z czołowych kancelarii, która kosztowała klienta kilkadziesiąt milionów? Mylą się wielcy, mylą się mali. Wielkość nie ma tutaj znaczenia. Jak działa polecanie przez inne kancelarie wiesz doskonale sam. Rezultat jest taki, że mamy rankingi, ale stosowane kryteria nie są właściwe dla oceny czegokolwiek. Podawane liczby nie są też wiarygodne, o czym też wszyscy wiemy. To dowodzi tylko jednego - rankingi kancelarii może i coś pokazują, ale nie pomagają w wyborze kancelarii, która z większym prawdopodobieństwem niż inne pomoże w konkretnej sprawie."
Pierwszy konkluduje: "Ja nie twierdzę, że rankingi są wiarygodnym źródłem informacji. Chciałem tylko zauważyć, że, skoro jest popyt, to jest podaż i nie ma się, na co zżymać. A rankingi działają na klientów na zasadzie "skoro zatrudnia tylu prawników,znaczy się ma dużo roboty, znaczy się, nie może być kompletnym idiotą". W warunkach asymetrii informacyjnej jest to jedno z nielicznych kryteriów, które klient ma do dyspozycji. Jest to - powiedzmy - nieco bardziej wysublimowana wersja wyboru prawnika w oparciu o jego garnitur i samochód."
Środowisko prawnicze zareagowało na materiał. Pozytywnie. Czyli normalnie. To nie dziwi. To zobowiązuje. Tak samo jak artykułowane oczekiwanie. Zmiany. Jest konkretna potrzeba. Rankingu prawniczego zbudowanego w oparciu o kodeks dobrych praktyk. Istotne rynkowo kryteria. Transparentny system ocen. Weryfikację danych. Premiowanie specjalizacji. Czytelną kategoryzację. Godną zaufania niezależną kapitułę. Właściwe otoczenie zawodu zaufania publicznego.
Dzwoniący i piszący do mnie prawnicy nie chcą kolejnej żółtej kartki. Chcą, by im ufano. Wiedzą, że nie zbudują tego funkcjonując w niby zestawieniach o niby wartości. Kosmetyczne zmiany kolorów czy obwiązywanie twarzy szmatami nie pomoże. Prawda czasu musi stać się prawdą rankingów. Branża prawnicza nie potrzebuje prasłowiańskiej gruszy, która chronić będzie w swych konarach plebejskich uciekinierów z kancelarii Niby i Wspólnicy...
Od dwóch dni, czyli czasu publikacji materiału "Żółta kartka dla rankingów prawniczych" od bieżącej pracy odrywają mnie telefony i maile w tej sprawie. Dużo telefonów i dużo maili. Od biznesu. Od prawników. Od dziennikarzy. Żaden telefon i żaden mail nie pochodził z redakcji publikujących do tej pory takie zestawienia.