Zasoby własne

Za kilka dni ruszymy do rodzin i bliskich. Kilkudziesięciu z nas spotka się z tymi w zaświatach. Wielu pijanych za kierownicą minie nas po drodze. Przemknie obok. Jeżeli będziemy mieli szczęście. Jeżeli nie - staniemy się kolejną smutną cyfrą w unijnym zestawieniu. Albo cyframi - jeżeli będziemy jechać z rodziną. Numerkami w europejskim bilansie śmierci. Do pijanych za kierownicą nie docierają zakazy. Nie robią wrażenia obecne sankcje. Jestem za konfiskowaniem im samochodów. Niech się tłumaczą rodzicom, żonom i szefom z zabranego samochodu. Może weksel podpisany w pracy - zanim ktoś odda im służbowy bus, ciężarówkę, taksówkę – obudzi myślenie. Kary finansowe wielu bolą najbardziej. Jeżeli taka wizja uratuje choć jedno życie – będę chodził po domach i zbierał podpisy pod takim projektem ustawy. To może być życie moje lub kogoś z moich bliskich.

REKLAMA
Stojąc w polu przed nowo budowanym odcinkiem drogi wpadłem na pomysł, którym podzieliłem się z Rzecznikiem Prasowym Policji. Plus z innymi osobami z kilku rządowych instytucji. Telefonicznie i mailowo zaproponowałem, by w miejscach gdzie są budowane odcinki nowych dróg – takich z wahadłowym ruchem - urządzać masowe kontrole trzeźwości. I tak tam stoimy, niech podejdzie policjant, poda nam przez szybę urządzenie, w które dmucha się bez żadnego kontaktu. Sprawdzi trzeźwość. W ciągu minuty kilku kierowcom. Ja chętnie dmuchnę. Byleby kierowca przede mną i za mną też dmuchnął. I ten stojący na drugim końcu wahadła też. Po drugiej stronie mostu, nowej nawierzchni, objazdu. Ten ktoś za moment będzie mnie mijał. Lub wyprzedzał.
Mapa budów jest imponująca. Tych dużych i tych małych. Lokalnych. Mapa więc potencjalnych kontroli może objąć cały kraj. Wiele newralgicznych punktów. Pijani by się musieli zastanowić, bo gdzieś przed nimi byłby posterunek z alkomatem. Nie do objechania. Stała rogatka. Policja miałaby plan inny niż “suszenie za krzaka”. Rząd mógłby realnie podnosić poziom bezpieczeństwa i komunikować: dbamy o was na drogach, nawet na tych, które jeszcze nie powstały. Klasyczne win-win. Jedno uratowane życie jest warte takiej akcji! Nie dla wszystkich jednak… Od Rzecznika Policji usłyszałem: "mamy podobną akcję - Trzeźwy Poranek – blokujemy wjazd i wyjazd z miasta, zapraszamy na pobocze i każemy dmuchać”. Trafiłem kiedyś na Trzeźwy Poranek pod Warszawą. Pokierowano mnie na pobocze i zaproszono do dmuchania. Straciłem 15 minut na całą procedurę. Zamiast satysfakcji, że brałem udział w czymś pożytecznym obserwowałem irytację tych co stali w tym sztucznym korku. Sam też zerkałem za uciekającym czasem. Każda taka akcja jednak przynosi korzyści. Jestem za ich intensyfikowaniem na szeroką skalę. Jak najszerszą. Ale w przemyślany sposób.

Ostatnie Święta Bożego Narodzenia:

301 wypadków. Od piątku do poniedziałku 44 ofiary śmiertelne. 408 rannych. Policja zatrzymała 990 kierowców prowadzących pod wpływem alkoholu. Weekend majowy 2011 roku: ponad 1900 pijanych kierowców zatrzymanych w trzy dni. Ponad 600 zatrzymanych tylko w niedzielę. 23 % z nich to zatrzymani powtórnie. Jestem za konfiskowaniem samochodów takim kierowcom.


Polska ma najgorsze wyniki w całej Unii Europejskiej - ginie u nas najwięcej ofiar na drogach. Raport opublikowany przez Brukselę mówi o pogarszaniu się sytuacji. Wynika z niego, że w ubiegłym roku w naszym kraju zginęło najwięcej osób w przeliczeniu na milion mieszkańców - 109. Zdetronizowaliśmy w tym zestawieniu Greków. Rokrocznie na drogach całego świata ginie około 1,3 mln osób. W Unii Europejskiej liczba ta wynosi ponad 39 tysięcy – średnio 85 osób dziennie. W latach 1975 - 2009 na polskich drogach śmierć poniosło blisko 208 tysięcy osób. W 2010 - 3907. Bank Światowy wyliczył, że jedna ofiara śmiertelna to koszt dla lokalnego budżetu w przybliżeniu 2,5 milionów złotych. Według Komisji Europejskiej mniej - ponad 1,6 miliona zł. Składową tych kwot są wydatki poniesione na udzielanie pomocy, służby ratunkowe, policję, regresy z ubezpieczenia. Plus podatki – te których ofiara już "nie wypracuje”.
Prawie co weekend wyjeżdżam poza miasto. Jak wielu. Do Rodziny. Nad morze. Bliżej jezior. W góry. Miasto pustoszeje. Jak wiele innych. Zapełniając jednocześnie przydrożne szpitale i cmentarze. Wiele ofiar ląduje tam na własne życzenie. Wiele zupełnie przypadkowo. Bo znaleźli się w niewłaściwym czasie na właściwym pasie. Lub poboczu. Też właściwym. Niestety. Inni byli szybcy, pijani i bezmyślni… Przed chwilą. Teraz są bez tętna… Lub tego tętna pozbawili kogoś innego.
Rosjanie na ulicach Moskwy testują "alko-lasery” – urządzenia, które służyć mają do wyłapywania na drogach kierowców prowadzących auta pod wpływem alkoholu. Wiązka laserowa pozwala analizować skład chemiczny powietrza w kabinie samochodu. Urządzenie sygnalizują, gdy znajdują się tam opary alkoholu. Alko-lasery zostały tak zaprojektowane, by nie reagowały na opary alkoholu pochodzące z płynów do spryskiwaczy szyb. Polscy naukowcy skonstruowali podobny prototyp dwa lata temu. Niestety, zabrakło pieniędzy na produkcję masową.
W rozmowie ze mną Rzecznik Policji powiedział: “proszę pana, to co pan mówi jest interesujące, ale na pierwszy rzut oka widać, że koszty nie pozwolą na takie przedsięwzięcie”.
Politycy i media odmieniają przez wszystkie przypadki slogan “Polska w budowie”. Proponuję to wykorzystać. Do dmuchania. Nie w gwizdki i fanfary. W alkomaty.
Komisarz Unii Europejskiej ds. transportu Siim Kallas zadeklarował, że będzie naciskał na kraje członkowskie by wdrażały narodowe plany bezpieczeństwa na drogach. „Napisałem do krajów członkowskich w tej sprawie. Chcę mieć pewność, że w czasie kryzysu, jakiekolwiek cięcia w wydatkach nie będą kosztem bezpieczeństwa drogowego” - kwituje komisarz.
Ja też napisałem do odpowiednich instytucji. Obywatelsko. Nie jestem komisarzem. Może dlatego mam niestety pewność, że cięcia w wydatkach są jednak kosztem bezpieczeństwa drogowego…