
Za kilka dni ruszymy do rodzin i bliskich. Kilkudziesięciu z nas spotka się z tymi w zaświatach. Wielu pijanych za kierownicą minie nas po drodze. Przemknie obok. Jeżeli będziemy mieli szczęście. Jeżeli nie - staniemy się kolejną smutną cyfrą w unijnym zestawieniu. Albo cyframi - jeżeli będziemy jechać z rodziną. Numerkami w europejskim bilansie śmierci. Do pijanych za kierownicą nie docierają zakazy. Nie robią wrażenia obecne sankcje. Jestem za konfiskowaniem im samochodów. Niech się tłumaczą rodzicom, żonom i szefom z zabranego samochodu. Może weksel podpisany w pracy - zanim ktoś odda im służbowy bus, ciężarówkę, taksówkę – obudzi myślenie. Kary finansowe wielu bolą najbardziej. Jeżeli taka wizja uratuje choć jedno życie – będę chodził po domach i zbierał podpisy pod takim projektem ustawy. To może być życie moje lub kogoś z moich bliskich.
Ostatnie Święta Bożego Narodzenia:
301 wypadków. Od piątku do poniedziałku 44 ofiary śmiertelne. 408 rannych. Policja zatrzymała 990 kierowców prowadzących pod wpływem alkoholu. Weekend majowy 2011 roku: ponad 1900 pijanych kierowców zatrzymanych w trzy dni. Ponad 600 zatrzymanych tylko w niedzielę. 23 % z nich to zatrzymani powtórnie. Jestem za konfiskowaniem samochodów takim kierowcom.
Polska ma najgorsze wyniki w całej Unii Europejskiej - ginie u nas najwięcej ofiar na drogach. Raport opublikowany przez Brukselę mówi o pogarszaniu się sytuacji. Wynika z niego, że w ubiegłym roku w naszym kraju zginęło najwięcej osób w przeliczeniu na milion mieszkańców - 109. Zdetronizowaliśmy w tym zestawieniu Greków. Rokrocznie na drogach całego świata ginie około 1,3 mln osób. W Unii Europejskiej liczba ta wynosi ponad 39 tysięcy – średnio 85 osób dziennie. W latach 1975 - 2009 na polskich drogach śmierć poniosło blisko 208 tysięcy osób. W 2010 - 3907. Bank Światowy wyliczył, że jedna ofiara śmiertelna to koszt dla lokalnego budżetu w przybliżeniu 2,5 milionów złotych. Według Komisji Europejskiej mniej - ponad 1,6 miliona zł. Składową tych kwot są wydatki poniesione na udzielanie pomocy, służby ratunkowe, policję, regresy z ubezpieczenia. Plus podatki – te których ofiara już "nie wypracuje”.
