Flickr®

Czy własność intelektualna jest ropą XXI wieku? Czy piractwo stało się nowym biznesem? Czy model rynkowy to najlepszy regulator obrotu własnością intelektualną? Jak nowe sposoby dystrybucji kultury wyznaczają kierunki zmian systemu ochrony IP? Czy w ogóle biznes potrzebuje prawa? Ile kosztuje absurd? Jak go wycenić i na nim zarobić? I kluczowe: co musi mieć w sobie konferencja, że mówi się o niej, że “jest kompletna jak iPad”. Kto i dlaczego stara się ją zablokować?

REKLAMA
Wielkimi krokami zbliża się IP Summit 2012 - pierwsza w Polsce dyskusja na temat znaczenia własności intelektualnej dla rozwoju nowych modeli biznesowych. Formuła Law&Business Meeting gwarantuje merytorykę i temperaturę dyskusji. Przedstawiciele biznesu i prawnicy spotkają się w jednym miejscu i określą najistotniejsze problemy związane z regulacjami prawnymi. A te – przynajmniej w przypadku branży internetowej – nie przystają do obecnych potrzeb. Nikogo. To stwierdzany codziennie fakt: prawo stanowione kilkanście lat temu nijak nie przystaje do potrzeb dynamicznie rozwijających się branż. Ta sytuacja przeszkadza. Jednym. Bo innym jest na rękę. Wykształciła też zupełnie nową kategorię prawników. O rzadkiej kompetencji sprowadzającej się do umiejętności szacowania ryzyka w sytuacji prawnego niedostatku. To niezwykle pożądana umiejętność. Butikowa specjalizacja i coraz szersza potrzeba.
IP Summit zgromadził ekspertów. Najbardziej uznanych przez swoje branże. Znających pożądane kierunki zmian systemu ochrony własności prawa autorskiego. Do tej pory jeszcze nigdy nie spotkali się w takim gronie. O starym prawie i nowym biznesie, zbiorowym zarządzie, kierunkach rozwoju prasy, braku regulacji dla serwisów społecznościowych i pochodnych rozmawiać będą Najwięksi z Największych. Biznesowo-prawniczy Top of the Top: Tomasz Grzegory (Google Polska), Tomasz Józefacki (Online Publishers Association Europe), Bartosz Węglarczyk (Sukces), Igor Janke (Rzeczpospolita), Tomasz Lipiński (ZPAV), Tomasz Lis (Newsweek), Wiesław Podkański (Izba Wydawców Prasy), Izabella Willey (Viacom International Media Networks - Polska, Ukraina, Litwa, Łotwa, Estonia), Łukasz Misiukanis (Socializer S.A.), Igor Ostrowski (Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji), Helena Rymar (Creative Commons), Piotr Surmacki (ProxyAd), Piotr Turek (Polkomtel S.A.), Robert Klinski (Patentship Monachium), Grzegorz Wójcik (MIH Internet Europe), Alek Tarkowski (Centrum Cyfrowe Projekt: Polska), Vadim Makarenko (Gazeta Wyborcza), Grzegorz Tomasiak (Wirtualna Polska). Do tego reprezentanci kancelarii prawnych, które wiodą prym w obsłudze podmiotów z sektora mediów oraz nowych technologii: mec. Maciej Ślusarek (Leśnodorski, Ślusarek i Wsp.), mec. Janusz Jakubowski (Jakubowski, Pluta i Wspólnicy Sp.P), dr Paweł Litwiński (Barta, Litwiński Sp.p.), dr Zbigniew Okoń (Korus, Okoń Sp.p.). To nie koniec składu. Z każdym dniem swoją obecność potwierdzają kolejni dyskutanci.
Jeden z dziennikarzy przygotowujący materiał o tym wydarzeniu powiedział kilka dni temu po chwili zastanowienia: “to wydarzenie jest kompletne jak iPad”. To niezwykle nobilitujące. I prorocze. Wczoraj do siedziby organizatora dostarczono oficjalne pismo z żądaniem zablokowania konferencji. Pismo zostało wystosowane przez jeden z … instytutów, który zajmuje się między innymi własnością intelektualną (!). Z dokumentu trudno zdefiniować podłoże. Wezwanie wygląda jak strzęp myśli. Mocno nieuczesanych. Tym niemniej należy na nie odpowiedzieć. A może wystarczy tu i teraz zadać pytania? Na przykład o konflikt interesów ? Pytanie tylko czyich z czyimi? O PRowe zamówienie? Czy ktoś postanowił przy okazji największego wydarzenia o tematyce własności intelektualnej zrobić sobie publicity? A może solą w oku staje się początek cyklu biznesowych spotkań, których celem jest wypracowanie wreszcie rekomendacji konkretnych zagadnień regulacyjnych związanych z otoczeniem rynkowym branży internetowej i mediowej? Czyje to więc oko? Czy komuś zależy by biznes nie wyszedł z własną inicjatywą legislacyjną? Czy ostatnie spotkania w sprawie ACTA – szerokie debaty, które nie przyniosły jednak oczekiwanych rezultatów mają być jedynym akcentem na mapie dyskusji o prawach autorskich? A może prościej? Wezwanie zawiera stwierdzenie, że konferencja ... jest pomysłem kogoś innego. Przypadkiem nierealizowanym. Ot takim w cudzej głowie. Takim trochę żądaniem podzielenia się milionami Steve'a Jobs'a, bo ktoś inny też o czymś kiedyś, pomyślał. Kiedyś. Ponoć. "Panie Jobs, wymyśliłem telefon, który Pan wymyślił. Jestem otwarty na ugodę". A może ktoś, kto raczej nie ma szansy i produktu stara się dobić do nazwisk do których się dobijać normalnie nie ma z czym?
Apple toczy tysiące spraw o patentowe absurdy. Sam je wytacza i wytaczać sobie pozwala. Bo kciuk tak przy tej funkcji jest ułożony... Bo ten fragment algorytmu opisuje coś z waszego blendera... Bo wasz kwadrat jest tak samo kwadratowy jak nasze kwadraty... Bo cokolwiek… Marketing pozwowy. W jednym przypadku zwraca uwagę na produkt. W drugim ośmiesza. Często samego siebie. W innym pozwala faktycznie zarobić. Czasami dużo. Tak czy owak zarabiają z pewnością prawnicy. A spece od PR mają materiał do obrobienia.
Własność inteletulana ma swoje DNA. Unikalny kod, który pozwala się zorientować z czyjej głowy pochodzi, a z czyjej nigdy by nie wyszła. Absurd też. Z tą tylko różnicą, że DNA absurdu jest dużo prostsze. Zawiera chromosomy odpowiedzialne tylko za poruszanie się zawsze w poprzek.
Będę się przyglądał “temu Misiu”. I informował na bieżąco. Jestem zainteresowany rozstrzygnięciem. IP Summit 2012 to moje wydarzenie.