Urodziła się w 1922 w Olszance k. Starego Sącza, w wielodzietnej rodzinie chłopskiej. Ukończyła tylko cztery klasy podstawówki w tym ostatnią klasę zaliczyła dopiero mając 47 lat w szkole specjalnej w Nowym Sączu.
REKLAMA
Malować zaczęła dopiero w wieku 40 lat, w Domu Kultury Kolejarza w Nowym Sączu, dostrzeżona przez malarkę Ewę Harsdorf. Malarstwo było jej ucieczką od codzienności, dawało jej możliwość przekazywania ludziom misji, która to została jej zlecona przez Boga.
Do czasu pożaru domu rodzinnego przebywała w Olszance, później przeniosła się do Nowego Sącza, gdzie dostała mieszkanie socjalne, z którego po 5 latach została eksmitowana. Od tego momentu wciąż szukała domu. Oprócz tego chciała by blisko był kościół. Mimo że nie mogła znaleźć swojego miejsca zawsze sygnowała swoje obrazy, Nowy Sącz skr.p. 148”. Ponieważ jej plany nie spotkały się ze spełnieniem, spędzała całe dnie poza domem. Spała na dworcu lub w pobliżu kościoła. Kilka razy oferowano jej mieszkania zastępcze jednak ludzie wśród których mieszkała nie rozumieli jej, uważali że jest osobą trudną i chorą. Ona sama uważała, że osoby te starają się ją skrzywdzić.
Była bardzo wierząca. W jej świadomości przenikały się wizje religijne, w których często nawiązywała kontakt ze świętymi, Jezusem i Matką Boską. Przez swoje obrazy komunikowała się także ze światem realnym, opowiadając o swoich lękach i problemach, a także o krzywdach których doświadczyła od innych ludzi. Tworzyła dualny zapis swojego świata. Na jednej stronie odmalowywała istotne zdarzenia a na drugiej adresowała numerem swojej skrytki pocztowej i opisywała historię przedstawioną na obrazie.
Postaci które Maria Wnęk przedstawiała na swojej obrazy mają niezwykłe wpatrzone w widza oczy z mocną obwódką. Ich nosy i brwi są połączoną, jedną linią, podobnie jak niektóre twarze z obrazów Paula Klee. Ich twarze zawsze ustawione są frontalnie. Ważne są też gestykulujące ręce podobne zwykle do kleszczy kraba przez ujęcie z boku i swój ogrom.
W ustawianiu postaci też nic nie jest oczywiste. Czasem mamy wrażenie, że patrzymy z boku i z góry jednocześnie na jej znajomych siedzących przy stole, czasem postać zdaje się stać ukośnie, a innym razem unosić w niematerialnej przestrzeni świata duchowego.
Wyjątkową moc obrazom nadaje też syntetyczne zestawienie plam. Wpatrzone w nas postacie nasuwają na myśl przeszywające spojrzeniem przedstawienia malarstwa bizantyjskiego.
Maria zmarła 12 kwietnia 2005 roku, jednak jej prace wciąż trafiają na wystawy i znajdują się w wielu polskich i zagranicznych kolekcjach m. in. w Lozannie, Brukseli, Krakowie, Nowym Sączu.
Mimo wielu ciężkich chwil wciąż starała się malować. Swój świat zaklęty w obrazy pozostawiła nam wszystkim. A Ona sama na pewno znalazła swojej miejsce.
