To jest cytat i wspomnienie z dawnego przemówienia prezydenta USA, Johna F. Kennedy’ego, z czerwca 1963 roku. Kto wie o co wtedy chodziło, zapewne sobie je przypomniał, w trakcie wizyty prezydenta Baracka Obamy w Polsce. Nie o Berlin dziś chodziło, nie o Niemcy i Rosję. O Unię Europejską i Moskwę. A i jednak siła była dziś mniejsza, choć dla nas, polskiej polityki i wspomnień ważna.
REKLAMA
Prezydent Obama pojawił się w Warszawie, nie tylko oczywiście dla naszych interesów. Mniej, oczywiście polskiej interesy i wartości zostały zaakcentowane, ale ani o jotę nie zostały wzmocnione w samej Unii Europejskiej. To się odbywa w Brukseli, na spotkaniu G8 (dziś G7, bez Rosji). Tak, Amerykanie głosem Baracka Obamy oczywiście przeprowadzili – przygotowaną przez Polskę – mocną politykę wobec Ukrainy, oczywiście w kierunku Kremla. Nie był to jednak interes naszego kraju. To był interes, w kolejności – Unii Europejskiej, Ukrainy, USA, na końcu Polski. Gdzie interes naszego kraju zostanie wzmocniony – tego dziś do końca nie wiemy. Tak, Barack Obama kilkakrotnie wspomniał, jak ważnym i rozwiniętym krajem jest Polska XXI wieku. Tylko że dalej ważne interesy robi się patrząc na globalność całej Europy. Konkrety polityczne i ekonomiczne zapadają w Brukseli, Strasburgu… dalej nie w Warszawie.
Tak, wizyta amerykańskiego Prezydenta w Polsce, w dniu 4 czerwca 2014 roku, była dla nas super ważna. To przecież 25-lecie III Rzeczpospolitej Polski. To była dla naszych obecnych polityków, władz, wisienka na wspaniałym torcie polskiej historii – nie tylko zresztą politycznej, również siły w Europie, nie mówiąc o gospodarce. Nasza obecna, już wieloletnia elita polityczna, doskonale o tym wie i maksymalnie to wykorzystuje. Delegacje i naświetlania medialne pobytu 26. godzin Baracka Obamy w Warszawie zostały doskonale uwypuklone. Wykwintne rauty, ale również ważne, konstruktywne spotkania polityczne, mają znaczenie dla naszej polityki. Na jak długo, i z jaką siłą – jednak dalej nie wiemy. Prezydent Barack Obama pojawił się w Warszawie jednak głównie dla swego interesu, czyli w sprawie polityki wobec Ukrainy. Nie polskiej polityki, ale głównie amerykańskiej i brukselskiej…
Pojawiło się oczywiście kilka segmentów politycznych. Prezydent Barack Obama potwierdził wzrost siły wojskowej USA w Europie Środkowo-Wschodniej. W zamian za to Polska podjęła decyzję podniesienia budżetu obronnego kraju do 2% PKB, o czym wspomniał ciężko pracujący dwa dni prezydent RP, Bronisław Komorowski. Oznacza to wspólny wzrost siły (?) i retoryki wobec Moskwy Władimira Putina. I poparcie dla nowych władz Ukrainy, co wyraźnie zostało zaakcentowane w Warszawie. Bezpieczeństwem Ukrainy wobec Rosji zajęli się Barack Obama, John Kerry i polski minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski. Innowacyjność jednak pozostała na dziś dalej na papierze. Czynniki ekonomiczne, gospodarcze, pomiędzy Moskwą, a Kijowem pozostały bez zmian…
Obok podpisano amerykańsko-polski program innowacyjności. Oznacza to powstanie Polsko–Amerykańskiego Programu Innowacji, koordynowanego przez Polsko–Amerykańską Radę ds. Innowacji. Ma to być „ zbliżenie i wsparcie dla wspólnych działań polskich i amerykańskich naukowców i badaczy”. Jaki ma to być konkret polityczny i naukowy? Jeszcze nie wiadomo…
Dwadzieścia sześć godzin wizyty Baracka Obamy w Warszawie było bardzo ważnym wydarzeniem politycznym. To silny sygnał dla Ukraińców. To silny – medialnie – sygnał dla Polaków i opieczętowanie siły politycznej obecnych polskich władz. To wreszcie wspomnienie 25 lat polskiej historii demokracji.
Piękne, bogate godziny w Warszawie, szkoda jednak, że bez wsparcia naszej siły w Unii Europejskiej. I bez konkretów i siły Polski wobec Moskwy.
Dalej, niestety, w relacjach z Władimirem Putinem jesteśmy samotnikami…
Azrael Kubacki
