Wczorajsza katastrofa malezyjskiego samolotu B777 jest właściwie już wyjaśniona. Nie tylko katastrofa, ale zamach rakietowy, w którym zginęło prawie trzysta osób.

REKLAMA
Techniczna cześć zamachu jest jasna - to rakieta wystrzelona z pojazdu, który znalazł się na terenie Ukrainy (50 km od granicy) bez zgody władz państwa. W miejscu, które jest miejscem walk – zwanych wojną. Nie jest jednak to miejsce, w którym mamy pełne wojska rosyjskie. GRU, inne służby specjalne – możliwe. Ale także Rosjanie, mieszkańcy tych obszarów. W mundurach teraz...
Wielu nazywa to, co się stało, akcją terrorystyczną w trakcie wojny. Tak powiedział między innymi również premier polskiego rządu, Donald Tusk. Słusznie, w dużej części.
Pytanie jednak pewne zostaje – co i kto jest przyczyną tego, co się dzieje teraz, nie tylko u granic Rosji i Ukrainy, walk, ataków, mordów – z obu stron. Jest czasem wielka cisza, kiedy giną ludzie. Jest głośno, kiedy znajdzie się jednego, a może trzech Ukraińców...
Nie ma komentarzy, także w polskich mediach, co do spraw konfliktu Ukrainy i Rosji Putina, które by szukały szybkiego zahamowania i zamknięcia konfliktu. Dlaczego? Bo tłem sprawy jest obarczenie winą za wewnętrzne problemy Ukrainy kogoś z zewnątrz. Oczywiście – Władimira Putina. I może też częściowo efektem tego jest tragedia lotnicza, śmierć ponad 170 Holendrów, wielu Francuzów, Malezyjczyków, także obywateli amerykańskich.
Dociera do wielu, że nie nazywanie tego, co się dzieje pomiędzy Ukrainą i Rosją jest tragedią. Nie, nie ukraińską – inną, być może Unii Europejskiej. Bo to UE i jej różnego rodzaju instytucje, organizacja, a przede wszystkim politycy po raz kolejny pokazują inercję. A... będą posiedzenia, komisje, debaty, w Brukseli. Tam, na granicach ukraińsko-rosyjskich wszystko wróci do norm sprzed tragedii lotniczej.
Tak, wielu będzie prowadzić do większej eskalacji. Konflikt będzie nazywany wojną. Łatwe, proste, szczególnie dla Polaków. Tylko jest pewien problem. Wojna, ta w 1914 roku, potem następna, wielka, potem wiele, dziesiątki innych, lokalnych, to śmierć, tragedia i brak realnego wpływu.
Jak słyszę i czytam p. Jacka Saryusz-Wolskiego, wiem, że mam przed sobą twardego polityka. Na szczęście tylko medialnego i biurkowego. Tak, pan europoseł macha szablą wobec Rosji i Putina, zawsze ostro. Jak wielu innych polskich polityków. Angela Merkel tak nie robi, a jak czasem coś ostro powie, to i tak gaz i ropa do niej idą. I Putin zawsze do niej zadzwonić może. Do premiera Donalda Tuska nie dzwoni. Nie muszę chyba już pisać, dlaczego. Siła Unii Europejskiej i Rosji układa się inaczej. Poza terytorium naszego kraju, poza naszymi pomysłami politycznymi. Niezależnie od tego, jak werbalnie określamy to, co się dzieje na Ukrainie.
„A więc wojna!”. Do następnego posiedzenia Unii Europejskiej. Do spotkań tych 28 szefów państw. Do przyjazdu Putina do Brukseli, Strasbourga...
Azrael