Leszek Miller musi szukać na lewicy przyjaciół, a nie przeciwników.

REKLAMA
Nie tylko stare dekoracje, ale także starzy aktorzy, już nie tylko doświadczeniem. Sojusz Lewicy Demokratycznej wybrał nowego szefa, Leszka Millera. Przez kurtuazję nie będziemy zaglądać mu w metrykę, ale życiorysu i przejść politycznych wyprzeć się nie może. To ten sam przywódca, dzięki któremu lewica odniosła największy sukces wyborczy, w roku 2001, ale również ten, który stał na jej czele, kiedy w roku 2005 poniosła klęskę. To Leszek Miller wprowadził Polskę do Unii Europejskiej, ale to również on był wyjątkowo uczynnym wobec Kościoła katolickiego. Dziś Miller wzywa, aby "Konstytucja była ważniejsza od Ewangelii", ale nic nie zrobił, aby ograniczyć jego wpływy polityczne w Polsce.
Lewica eseldowska prawdopodobnie znów będzie szukać swojej "tożsamości". To taka lewicowe mantra, którą słyszę od lat. Poszukiwanie języka, systemu komunikacji, tożsamości... a elektorat ucieka. SLD chce być partią socjaldemokratyczną, ale jest jej znaleźć elektorat, który by podzielał jej dążenia i program. Liberałowie społeczni uciekli do Janusza Palikota, który w odpowiednim czasie wykorzystał wzrastającą niechęć do polskiego Kościoła katolickiego, a także potrafi zagospodarować elektorat mniejszości i ruchów alternatywnych. Odejście Roberta Biedronia i pozyskanie Anny Grodzkiej jest tego symbolem, choć akurat to nie jest winą Millera, lecz jego poprzednika. Klęska Grzegorza Napieralskiego w roku ubiegłym wskazuje na to, że SLD stracił też wpływy wśród młodej inteligencji miejskiej - grupy najbardziej aktywnej, mobilnej i będącej motorem rozwoju. A elektorat ekonomiczny, socjalny jest dziś raczej przy Prawie i Sprawiedliwości. Jaka więc czeka przyszłość SLD? Partia kadrowa? Leszka Millera mogło wybierać około 40 tysięcy uprawnionych członków partii. A może po prostu Leszek Miller będzie tym następnym wynoszącym sztandar? “Byliśmy, jesteśmy i będziemy” - tak, hasło piękne, ale czy realne?
Miller nie może szukać wrogów na lewicy, lecz przyjaciół, to nie początek XXI wieku, kiedy SLD było na lewicy bez alternatywne. Dziś jest Ruch Palikota, są pierwiastki lewicowości w PO, nawet w PiS-ie. Słychać, że wielu znaczących polityków lewicy, z Ryszardem Kaliszem na czele, z Palikotem chce się dogadywać. Taką drogę widzi też "ojciec chrzestny" polskiej socjaldemokracji, były prezydent Aleksander Kwaśniewski. To zrozumiałe, że Miller chce rozdawać karty, to leży w jego naturze. Ale dziś jest i inny stolik do rozgrywki i partnerzy też silniejsi.
Nowy szef SLD też musi ostrożnie i z wyczuciem operować hasłem wroga wobec pozostałych partii na centralnej scenie politycznej. Coraz mniej stabilna pozycja Platformy Obywatelskiej, w tym spadające notowania samego Donalda Tuska mogą doprowadzić do wcześniejszych wyborów. Może się okazać, że nagle otworzą się przed lewicą zupełnie nowe perspektywy. Oczywiście, rolą opozycji jest kontrolowanie i krytykowanie rządu i partii władzy, ale wszystko trzeba czynić z umiarem i świadomości, że bramka ku władzy może się otworzyć na bardzo krótko.
SLD tkwi mentalnie, szczególnie na szczeblu centralnym, w podziale na "Ordynacką" i "Smolną", od nazw ulic w Warszawie, przy których siedziby miały dwie organizacje młodzieżowe z czasów PRL, ZSP i ZSMP. Tę pierwszą dziś reprezentuje nowy baron mazowiecko-warszawski SLD, Włodzimierz Czarzasty, który jak sam twierdzi, wstał z grobu po tak zwanej aferze Rywina. To drugie skrzydło to sam Leszek Miller. Pytanie, czy te dwa skrzydła są wstanie zbudować na nowo centrum partii. Czy SLD pod przewodnictwem Millera może wreszcie stać nowoczesną socjaldemokracją XXI wieku?

Azrael