I znów będzie o prowokacji. Mądrej, dobrze pokazanej, z wieloma podtekstami politycznymi. To duński film "Ambasador". Film świetny, czasem śmieszny, ale raczej ponury w tym co odsłania.
REKLAMA
Mads Brügger to duński dziennikarz, coś w rodzaju współczesnego Güntera Wallraffa, ale skupiający się na sprawach międzynarodowych, no i jest mniej serio. Dysponuje za to większymi możliwościami, także finansowymi i większą wyobraźnią. Jest twórcą i głównym bohaterem filmu "Ambasador", w którym wciela się w rolę liberyjskiego dyplomaty, rezydującego w Republice Środkowoafrykańskiej. W kraju, który jest jądrem ciemności korupcji, bezprawia, ciemnych interesów. Kraju, na którym nikomu nie zależy, o którym nikt nie pisze i nie chce słyszeć.
Brügger kupuje paszport na czarnym rynku, ale nie tylko paszport, ale również stanowisko konsula Liberii. Robi to w roku 2010, kiedy krajem rządzi już Ellen Johnson-Sirleaf, mająca być nadzieją tego państwa. Okazuje się, że korupcja funkcjonuje dalej, a krajem rządzą sprzedajni urzędnicy. Udaje się z tym paszportem do Republice Środkowoafrkańskiej (RŚ), gdzie pod pozorem otwarcia fabryki zapałek tak naprawdę szuka dostawców diamentów. Producentów i dostawców. Udaje mu się to, przy pomocy skorumpowanych urzędników. Radą służą mu równie skorumpowani dyplomaci innych krajów.
Znajomości i bakczysze, zwane w tym kraju "kopertami szczęścia" doprowadzają go praktycznie do samej góry władzy w kraju i oczywiście do handlarzy diamentów. Dobre kontakty i znajomości nie przynoszą mu jednak spodziewanego sukcesu - diamenty dostaje, ale już ich wywóz nie nie jest możliwy. Zresztą sama sprawa diamentów jest tylko pretekstem do pokazania mechanizmów, jakie panują w zapomnianych krajach postkolonialnych, gdzie pieniądz u układ są wszystkim, a prawo nie istnieje.
Autor i główny bohater filmu, wokół którego toczy się akcja, bawi się doskonale. Gra w tenisa, wyprawia rauty, udaje, że organizuje fabrykę zapałek - ściąga nawet specjalistę z Indii - w której mają pracować Pigmeje. Wokół niego jednak nie jest bezpiecznie, może nie tylko stracić pieniądze, co zresztą się dzieje, ale również życie. Jeden z jego informatorów, Francuz bez obywatelstwa, były Szef Ochrony Państwa, zostaje zamordowany. On sam wpada w sidła handlarzy, którzy w każdym momencie mogą go "wystawić" władzom - co może skończyć się dla niego śmiercią. Z jego paszportem i nominacją nie do końca jest wszystko w porządku - jego pośrednik przy załatwianiu tej sprawy w Liberii też go oszukuje...
„Ambasador” jest połączeniem filmu dokumentalnego, ale również kreacji dziennikarskiej. Część zdjęć wygląda na autentyczne, inne wyglądają na kreację, a w materiale znajdują się też ujęcia kręcone ukrytą kamerą. I te ostanie pokazują przerażający obraz kraju bez tożsamości i nadziei. Kraju pogrążonego w chaosie, który jest wygodny dla wszystkich, także dla byłych panów, Francuzów. To właśnie oni są odpowiedzialni za stan tego państwa. Okazuje się, że najlepiej wspominaną postacią polityczną RŚ jest straszny cesarz Jean-Bédel Bokassa. Film pokazuje dobrze groteskę państwa, ale również tragedię jego mieszkańców, nie mających praktycznie żadnego wpływu swoje losy. A kraj jest tak biedny, że musi importować żywność, w tym jajka. Ta tragikomedia po wyjściu z sali kinowej nie jest śmieszna...
Azrael
The Ambassador
reż. Mads Brügger, Dania 2011, 93 min, dystrybutor Against Gravity, film wyświetlany w ramach Planete+ Doc Film Festival 2012.
