Donald Tusk nie chce walki. Mit, że w drugiej kadencji dokona czynów historycznych, upada.

REKLAMA
Na Radzie Krajowej Platformy Obywatelskiej Donald Tusk chciał w działaczy swojej partii tchnąc ducha nowoczesnego pozytywizmu, poprzez "pozytywny przekaz". Partia i jej członkowie mają być bardziej wyrozumiali i miłosierni wobec swoich przeciwników. Ten przekaz, przesłanie pokoju było w kontrze do treści listu, a właściwie wpisu blogowego działaczki PO z Krakowa, Renaty Rudeckiej-Kalinowskiej, która przypomniała, że wielu wyborców ma dość uległości wobec potwarzy, kłamstw i inwektyw wygłaszanych pod ich adresem przez przeciwników politycznych, głównie ze strony Prawa i Sprawiedliwości i mediów braci Karnowskich i Tomasza Sakiewicza.
Premier odczytał przesłanie, ale się z nim nie zgodził. Można napisać, że nakazał odsłonić drugi policzek. Przypomniał wprawdzie, że Stefan Niesiołowski, którego scysja z Ewą Stankiewicz była jednym z powodów napisania listu przez działaczkę PO, "jest naszym bohaterem", ale jego też wezwał do szerokiego uśmiechu na widok każdego przeciwnika. Wezwanie do pokoju świadczy chyba o tym, że Donald Tusk nie zna nastrojów w swojej partii i zaniepokojenia zwolenników spadającymi notowaniami partii, rządu i jego samego. Ostatni sondaż firmy TNS Polska dla TVP, gdzie wynik PO wynosi 37% poparcia, wobec 27% dla PiS, jest mało wiarygodny.
Szef PO nie chce walki. Ale nie chodzi tu tylko o walkę z przeciwnikami politycznymi. Donald Tusk nie chce walki o zmianę w wielu dziedzinach życia społecznego. Jego władza ma trwać w oparciu o trzy zadania. Pierwsze do obrona kraju przed kryzysem, drugie zadanie to właśnie pozytywistyczne kontynuowanie wielkich budów. I trzeci - obrona demokracji przed radykałami z opozycji. I obiecał, że po okresie wyrzeczeń (tak traktuje JEDNĄ, szczątkową reformę systemu emerytalnego), znów wrócimy do spokoju społecznego i politycznego. Nie było nic o reformach w szkolnictwie podstawowym i wyższym, o sprawach energetyki, administracji, bezpieczeństwa, a nawet o tym, jak zamierza te ogłoszone, ale przecież ograniczone cele realizować. Było miło, spokojnie i bezbarwnie.
Premier wprawdzie mobilizował - Jesteście odpowiedzialni za to, co dzieje się w Polsce i macie prawo czuć z tego powodu satysfakcję - ale wiary w tym było mało. - PO ma dalej zdolność kreowania polityki miłości - tylko właściwie po co? Dlaczego premier w obliczu rosnącego zagrożenia powrotem Prawa i Sprawiedliwości do władzy oddaje pole?
O tym, że Donald Tusk już nie marzy o projektach, lecz o trwaniu i unikaniu konfliktów świadczy jeszcze jedna sprawa. Po raz kolejny decyzja o tym, czy PO podpisze się pod wnioskiem SLD i Ruchu Palikota o postawieniu Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro przed Trybunałem Stanu za sprawę Barbry Blidy (lub podda obradom izby własny wniosek), została przesunięta. Wiarygodne źródła z otoczenia premiera są przekonane, że taki wniosek nie zostanie złożony. Premier takim posunięciem ustawi się w jednym szeregu ze swoimi przeciwnikami. Po stronie politycznego establishmentu. Po stronie bezkarności.

Azrael